Być, albo nie być – oto jest pytanie!
Macierzyństwo jest szalenie złożonym tematem.

Z jednej strony, wiele osób uważa je za „naturalną” część życia każdej przedstawicielki płci pięknej. W ich opinii, jest ono wręcz esencją kobiecości. Nie masz dziecka? Co z ciebie za kobieta – można usłyszeć. Z drugiej strony są wymagania społeczne, które każą nam robić karierę, rozwijać się naukowo, zarabiać ogromne pieniądze, niezależnie od tego, czy panowie na podobnych stanowiskach mają co miesiąc większe przelewy na koncie, czy też nie. Skoro mamy we współczesnym świecie dostęp do szkół i znakomitych stanowisk, koniecznie musimy z tego korzystać! Ale, ale… patrz punkt pierwszy – nie zapominaj o macierzyństwie.

Jak w tym wszystkim odnajdują się młode kobiety? To w końcu one mogą stać się w najbliższej przyszłości potencjalnymi matkami. To one, już w niedługim czasie, mogą dostawać laurki z nieporadnie zapisanym: „Kohanej Mamósi!”. Czy są gotowe na macierzyństwo? Czy mają je w planach? I jak ma się do tego praca zawodowa? Oto historie trzech młodych kobiet, przed którymi te wszystkie pytania dopiero się pojawiają. Każda z nich pracuje w innym modelu, każda z nich ma inną wizję siebie. Iza – prawniczka w korporacji, Magda – freelancerka, Ola – pracowniczka jednej z unijnych instytucji. Czy kolejne Dni Matki będą nich także ich świętem?

Dam radę!

Iza pracuje w korporacji niemal pięć lat. Zaczęła jeszcze w czasie studiów, dobrze się tam czuje i zdecydowanie jest w dobrym momencie swojego zawodowego rozwoju. – Myślę, że dałabym radę pogodzić pracę i macierzyństwo. Oczywiście wzięłabym urlop, ale chciałabym żeby nie był za długi. Taki, by móc urodzić dziecko, początkowo się nim zająć i wrócić. Myślę sobie, że gdyby nie było mnie jednak dłużej, mogłabym coś stracić – ocenia Iza. Pojawiają się oczywiście wątpliwości, że być może znalazłby się w tym czasie ktoś lepszy na jej miejsce. Być może zaszłyby zmiany w firmie, w których nie mogłaby uczestniczyć, a wdrożenie kosztowałoby ją wiele czasu i całą masę nerwów. – Generalnie czuję się w swojej firmie dobrze i pewnie. Myślę też, że i oni są ze mnie zadowoleni. To nie jest tak, że dopiero zaczęłam pracę i od razu idę na urlop. Takie zachowanie jest zdecydowanie źle odbierane. Jestem w firmie już ładnych parę lat, więc naturalna jest taka kolej rzeczy, że może pojawić się w moim życiu dziecko – mówi.

Czy naprawdę jest aż tak spokojna?
Obserwuję przypadki, gdy kobiety wracają po urlopach macierzyńskich i dostają propozycje nie do odrzucenia: odejście za porozumieniem stron lub kombinacje, jak zlikwidować ich stanowisko – opowiada i szczerze zastanawia się z czego może to wynikać. Być może właśnie znalazł się ktoś lepszy na ich miejsce, a być może jest to po prostu dobra okazja do redukcji etatów. – Takie sytuacje się zdarzają, więc summa summarum ciężko jest o jednoznaczna ocenę – podsumowuje.

W opinii Izy, ważne jest jednak wyczucie panującego klimatu, który może być mniej lub bardziej sprzyjający. – Gdybym teraz dowiedziała się, że jestem w ciąży i musiałabym iść na urlop, to mam wrażenie, że spotkałabym się ze zrozumieniem: W porządku, wszystkiego najlepszego, to miejsce będzie na ciebie czekać’. Jest to jednak tylko moje wrażenie. Być może, w tak zwanym międzyczasie, okoliczności zmieniłyby się diametralnie i nie miałabym do czego wracać? – zastanawia się.

Zero szans

Inną perspektywę ma 27-letnia Magda, która jest freelancerką. W czasie studiów pracowała w różnych firmach – dużych, małych, także w korporacji. Od kilku lat postanowiła jednak pracować na własnych zasadach. Taka forma pozwala jej na elastyczne godziny, brak problemów z urlopem, częściową niezależność od innych ludzi. Z drugiej strony, nieraz sama musi wyszukiwać sobie zlecenia i klientów. Nigdy nie jest pewna, czy w danym miesiącu uda jej się zarobić wystarczająco dużo, bo ilość pracy jest sinusoidalna. – Czy zdecydowałabym się teraz na macierzyństwo? W żadnym wypadku! – odpowiada jasno i zdecydowanie.

Przede wszystkim, często moje zarobki nie wystarczają na utrzymanie mnie samej. Czasami mam genialne miesiące, gdzie zamówienia sypią się jak z rękawaszczególnie, że mam już stałych klientów, z którymi współpracuję od lat. Nieraz jest jednak na tyle krucho, że gdyby nie mój chłopak, musiałabym się pewnie solidnie zapożyczać. Jak w tym wszystkim miałoby być miejsce na dziecko? – ocenia i nie kryje przy tym frustracji. Podkreśla głównie aspekt finansowy, związany z poczuciem bezpieczeństwa i zapewnieniem stabilności sobie oraz dziecku. Nie sposób jednak nie zapytać o wspomnianego przez nią partnera. – Oczywiście odpowiedzialność za decyzję o dziecku jest równa po obu stronach, ale nie chciałabym być zależna od zarobków mojego faceta. Źle bym się z tym czuła. Na razie nie ma jednak takiego tematu pomiędzy nami i szczerze mówiąc – niezależnie od sytuacji zawodowej – mam wiele wątpliwości, czy w ogóle kiedykolwiek chciałabym być matką.

Aspekt zawodowy vs. aspekt prywatny

Pomimo sprzyjających zawodowych warunków, podobnych planów nie ma na razie też Ola: – Nie widzę trudności w pogodzeniu kariery zawodowej z macierzyństwem. Moje obecne miejsce pracy, czyli instytucja podległa Komisji Europejskiej, jest bardzo przyjazne matkom. Elastyczne godziny pracy, urlopy, niezbędne zwolnienia, ubezpieczenie, dodatek na dziecko – mamy całe spektrum udogodnień. Nie jest to jednak dla mnie argument, ponieważ ja po prostu nie chcę być na razie matką – wyznaje i wysuwa na pierwszy plan przede wszystkim kwestie związane z życiem prywatnym. – Przeszkodą jest zdecydowanie brak kandydata na ojca oraz chęć dalszego studiowania. Moje koleżanki z pracy w większości mają już dzieci lub je planują. Te, które nie zdecydowały się jeszcze na macierzyństwo, mają podobny ‘problem’ – nie są w stałym związku i/lub skupiają się na swoim rozwoju – dodaje.

Związek, partner, wspólne fundusze. Może gdyby zaangażowanie przyszłych ewentualnych tatusiów było większe, także i wizja macierzyństwa naszych bohaterek byłaby inna. 
– Urlop ojcowski? Dwa, trzy tygodnie owszem. Na dłuższy moi koledzy z pracy się raczej nie wybierają, nigdy nie jest to kilka miesięcy – mówi o swoich korporacyjnych współpracownikach Iza. Ola ma w tym kontekście inne doświadczenia: – Mężczyźni w mojej pracy również mają prawo do urlopu i chętnie z niego korzystają. Większość kolegów ma dzieci. Obserwuję u nich duże zaangażowanie, przynajmniej w wymiarze sprawowania opieki i bycia obecnym w życiu dzieci. Magda pracę freelancerską pod tym względem podsumowuje w dwóch zdaniach: 
– Mamusie i tatusiowie, którzy pracują na własny rachunek, jadą na tym samym wózku. Mam tylko wrażenie, że szybko odpadają z niego kolejne koła brutalnej rzeczywistości, głównie finansowej.

Do wyboru do koloru

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – banał, prawda? Jednak w kontekście macierzyństwa sprawdza się w stu procentach. Każda młoda kobieta ma prawo wyboru własnej ścieżki. Zarówno zawodowej, jak i prywatnej. Niestety wielość opcji nieraz utrudnia znalezienie tej jednej, wymarzonej drogi. Grunt to poznać siebie i swoje potrzeby. – Myślę, że gdybym pracowała w małej firmie, to decyzja o dłuższym urlopie macierzyńskim przyszłaby mi łatwiej. Głównie dlatego, że wiem, że chciałabym pracować gdzie indziej. Mała firma nie jest miejscem dla mnie – mówi Iza, która ma szczęście spełniać się w przyjaznej dla niej korpo. Magda po różnych doświadczeniach postawiła na pracę freelancerską i jest świadoma tego, jakie może to nieść za sobą konsekwencje, także w kwestii zakładania rodziny. Ola stawia na razie na rozwój, ale bardzo docenia wsparcie, jakie jej pracodawca oferuje rodzicom. Każda inna, każda podjęła własne decyzje, każda ma odmienną wizję kariery.