Poznali się 15 lat temu na studiach, mieszkali w jednym akademiku, na tym samym piętrze. Po studiach wszyscy wylądowali w korporacjach. Każdy z nich zaczął eksperymentować z własnym biznesem. Ostatecznie połączyli siły i z korpo wyjechali na skuterach.

Paweł i Marcin Maliszewscy oraz Kamil Klepacki na początku tego roku uruchomili pierwszą w Polsce sieć skuterów elektrycznych Blinkee. Jak z nich skorzystać? Bardzo łatwo: ściągasz aplikację, rezerwujesz i uruchamiasz skuter telefonem, a po jeździe zostawiasz go tam, gdzie ci wygodnie. Pomysł jest wypadkową kilku czynników: zamiłowania do nowych technologii założycieli, próbą rozwiązania realnego problemu korków w Warszawie i chęcią dbania o środowisko. Blinkee jak na razie jeździ wyłącznie po Warszawie, ale to tylko kwestia czasu.

Czy Blinkee miało być ucieczką od korporacji?
Marcin: Zdecydowanie tak. Razem z Pawłem, jeszcze zanim uruchomiliśmy ten start-up, myśleliśmy o odejściu z korpo. Szukaliśmy różnych rozwiązań, były lepsze i gorsze pomysły, ale koniec końców zapadła decyzja, żeby zająć się skuterami.

A dlaczego chcieliście uciec z korpo?
Marcin: A dlaczego nie? (uśmiech)
Kamil: W korpo jesteś tylko jednym z wielu małych trybików.  Każdy trybik jest niesamowicie ważny, ale czuliśmy, że nie mamy wpływu na to, co się dzieje. Postanowiliśmy więc zrobić coś własnego, wspólnie. Przy czym chcieliśmy – oprócz biznesu – żeby to było coś naprawdę fajnego, co będzie rozwiązywało miejskie problemy i   wpływało na innych ludzi.
Paweł: Na samym początku myśleliśmy egoistycznie. Męczyły nas długie dojazdy do pracy, podczas których traciliśmy czas, który moglibyśmy poświęcić naszym dzieciom, przyjaciołom.  Zależało nam na poprawie tego aspektu naszego życia, a że niektórzy z nas są zapalonymi motocyklistami, po nitce do kłębka doszliśmy do wniosku, że rozwiązaniem na korki w Warszawie są skutery.

Czy to jest wasz pierwszy pomysł na wspólną firmę?
Paweł: W takiej konfiguracji tak. Każdy z nas ma już doświadczenia z własnym biznesem. Wiedzieliśmy na co się piszemy. Sam pomysł to nie wszystko. Własna firma to bardzo dużo ciężkiej pracy, czasu, zaangażowania i poświęcenia.

Pierwsze prace nad skuterami zaczęliście, pracując jeszcze na etacie?
Kamil: Tak. Zaczynaliśmy po godzinach, na naszych podwórkach, w domach i garażach. Każdy z nas na początku miał dosłownie zastawiony dom skuterami. Dopóki pogoda pozwalała, pracowaliśmy w garażu i na zewnątrz, a  później trzeba było przenieść się do wnętrza. Do dziś zresztą części zapasowe do Blinkee stoją u Pawła w domu.

Czyli pełne poświęcenie?
Paweł: I to jeszcze jakie! Zaczęliśmy działać w styczniu. Wtedy też ruszyliśmy z testowaniem naszych skuterów  pod względem zasięgu i awaryjności. Jeździliśmy na nich w największe mrozy. Było tak zimno, że dało się wytrzymać tylko 15 minut jazdy i trzeba było wracać do domu ogrzać się. Zdarzało się, że podjeżdżaliśmy do piekarni, braliśmy ogrzane foliowe rękawiczki i wkładaliśmy je pod zwykłe, żeby dojechać do celu. Po 5 godzinach naprawdę mieliśmy dość. Na szczęście nikt się nie pochorował, ale dłonie wszyscy mieliśmy odmrożone. Chcieliśmy mieć pewność, że kiedy uruchomimy usługę w marcu, wszystko będzie gotowe. I było.

A dlaczego skutery?
Marcin: Bo skutery były wręcz oczywistym i najlepszym rozwiązaniem na nasze problemy.

Czyli?
Marcin: Paweł mieszka na przedmieściach Warszawy, Kamil mieszkał wtedy na jej obrzeżach, a ja jestem spoza stolicy. Godzinami staliśmy w korkach, co jest zresztą problemem mieszkańców wszystkich większych miast. Bardzo prostym i szybkim sposobem na przemieszczanie się po dużym mieście są właśnie dwa kółka. No i tak nasz pomysł ewoluował od zwykłych motocykli do skuterów elektrycznych.
Kamil: Chcieliśmy też nasz pomysł połączyć z szybkim i łatwym sposobem wypożyczania. Zależało nam na tym, żeby nasze skutery były tak samo wygodne lub wygodniejsze niż taksówki. Dlatego też pomysł z aplikacją i możliwością wypożyczania przez telefon.

A dlaczego elektryczne? Jesteście eko, czy po prostu lubicie nowinki technologiczne?
Paweł: I to, i to. Wszyscy jesteśmy fanami nowych technologii, poza tym elektromobilność jest w naszej ocenie przyszłością. My, Polacy, niestety wciąż delikatnie odstajemy na tle innych państw Europy w myśleniu o naszej eko-przyszłości, ale wszystko przed nami.
Kamil:  Myśleliśmy o środowisku i o tym jak się żyje w dużych miastach. Nasze skutery to nie tylko propozycja przejażdżki czy alternatywna forma komunikacji. Chcemy zaproponować Polakom nowy styl życia, który wpływa na poprawę jego jakości. Może to brzmi górnolotnie, ale naprawdę dostrzegamy problem zanieczyszczonych miast i wierzymy, że takie rozwiązania jak Blinkee wpłyną na poprawę ich sytuacji.
Marcin: Nasz pomysł łączy nowe technologie, łatwy sposób przemieszczania się po mieście i ekologię. O to walczą wszystkie duże miasta, nie tylko Warszawa. Spójrzmy tylko na to, co się dzieje z powietrzem w Krakowie. I tu dodam, że jeśli chodzi o nowe technologie, korzystamy w pełni z naszych autorskich pomysłów.

Jakie to autorskie pomysły?
Marcin: Cały system informatyczny oraz system monitorowania i kontrolowania pracy skuterów jest nasz. Rozwiązania zastosowane w bateriach również są wypracowane przez nas, wewnętrznie. Baterie wykonano na nasze indywidualne zamówienie, dostosowane do naszych potrzeb. Więc żadne inne urządzenie elektryczne takich baterii nie ma, zresztą do żadnego innego urządzenia nie pasowałyby.

A skąd pomysł na nazwę?
Paweł: Na początku było 30 propozycji, każdy z nas coś wymyślił. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na nazwę Blinkee, od angielskiego słowa „blink”, które oznacza mrugnięcie okiem. Chcieliśmy, żeby nasze skutery kojarzyły się z czymś tak szybkim, zwinnym i prostym jak mrugnięcie okiem. Nie zdecydowaliśmy się na polska nazwę, dlatego że chcemy z naszą usługą wyjść poza Polskę.

Poza Polskę?
Paweł: Jak najbardziej. Na razie budujemy usługę w stolicy i powoli wychodzimy poza Warszawę, jesteśmy w trakcie rozmów z innymi miastami. Z jednym z nich już finalizujemy umowę franczyzową, która pozwoli na rozszerzenie działalności, co w naszym zamyśle ułatwi przemieszczanie się nie tylko po miastach, ale również między nimi.
Marcin: Tak, chcemy umożliwić użytkownikom przemieszczanie się pomiędzy miastami, na zasadach „od drzwi do drzwi”. Ktoś w mieście A wsiada na Blinkee u siebie pod domem i podjeżdża nim do stacji, gdzie przesiada się na pociąg lub autobus do miasta B, w mieście B przy stacji czeka na niego Blinkee, którym podjeżdża do docelowego miejsca.
Kamil: A wiemy, że jest takie zapotrzebowanie, bo jeden z naszych użytkowników, bardzo często przemieszcza się pomiędzy miastami i sam pisał nam, że takiego rozwiązania brakuje. Swoją drogą ten pan ma 72 lata i jest to nasz użytkownik z największym doświadczeniem życiowym.

Jak przyjęli was użytkownicy?
Paweł: Są bardzo przychylnie do nas nastawieni, ale i bardzo czujni. Jesteśmy im bardzo wdzięczni, bo informacje od nich pomagają udoskonalać usługę.
Kamil: Jeden ze skuterów jest specjalnie “zaznaczony”, ponieważ dziecko kolegi bawiło się mazakami i malując po ścianach, przejechało również po skuterze. To było jeszcze w tym okresie, kiedy naszymi warsztatami były nasze domy.  Niestety śladów nie udało się doczyścić, więc do tej pory zdarza się, że użytkownicy zgłaszają nam, że siedzenie w skuterze jest pomalowane.

To jakie najbliższe plany?
Marcin: Chcemy powiększać naszą flotę, co cały czas robimy, i udoskonalić nasze usługi. Szykujemy również ciekawe warianty cenowe, które niebawem powinny się pojawić.
Kamil: I przede wszystkim chcemy przekonać większą liczbę kobiet do korzystania ze skuterów, ponieważ kobiety wciąż stanowią mniejszą część naszych użytkowników.

A jak chcecie przekonać kobiety?
Paweł: Mamy w planach organizowanie dni nauki jazdy na naszych skuterach. W zasadzie można powiedzieć, że bardziej oswojenia się z pojazdem, bo użytkowanie Blinkee jest banalnie proste. Mieliśmy już taki jeden dzień w kwietniu, ale chcemy robić to częściej. Tak więc zapraszamy.