Przywykliśmy myśleć o związkach zawodowych jako o organizacjach stricte walczących z pracodawcami, tymczasem jak twierdzą korporacyjni związkowcy, dziś najczęściej chodzi o to, by nadać firmie bardziej ludzką twarz.

Członkostwo w związkach zawodowych deklaruje zaledwie co dwudziesty Polak (5 proc.), czyli mniej więcej co dziesiąty pracownik najemny (11 proc.). Najczęściej zrzeszają się pracownicy instytucji publicznych i przedsiębiorstw państwowych, z takich grup zawodowych jak: technicy i średni personel oraz pracownicy administracyjno-biurowi.
Nie oznacza to jednak, że związki zawodowe nie powstają w korporacjach całkowicie opartych na kapitale prywatnym. Powstają. I choć trudno powiedzieć, by korporacje były temu pomysłowi przychylne, zwykle postawione przed faktem dokonanym, w końcu zaczynają ze związkami rozmawiać. I właśnie o to w idei związków chodzi – o dialog.

Gdy czara się przelewa

Korporacyjni związkowcy z T- Mobile są młodą, działającą dopiero od roku organizacją. Dotrzeć do nich trudno, bo firma nie chwali się ich obecnością. Próżno też szukać informacji o nich na firmowej stronie internetowej, a na centrali T-Mobile nikt nie zna do nich numeru. Ale istnieją, tylko niejako w podziemiu.

– Podobnie jak większość związków zawodowych, my również powstaliśmy na fali pracowniczego niezadowolenia i niepokoju o dalszy los pracowników w naszej firmie – opowiada przewodniczący związkowej Komisji Zakładowej T-Mobile Radosław Pyszczek. – Dopóki było dobrze, nikt się szczególnie ze związkami nie wyrywał, ale gdy po kryzysie ekonomicznym, zaczęły pojawiać się problemy, które w kolejnych latach, mimo poprawy sytuacji na rynku, jakoś nie zostały zażegnane, trzeba było coś zrobić. Ludzie bali się utraty pracy, byli niezadowoleni z wynagrodzeń, z warunków zatrudnienia. Powstaliśmy, by reprezentować pracowników i podjąć rozmowy z zarządem. Cóż, nie powiem, że było i że jest łatwo. Nie jesteśmy górnikami. Tupanie nogą i żądania u nas się nie sprawdzą. Pewne rzeczy musimy sobie wywalczać, ale nie dążymy do konfliktów, lecz porozumienia, które po prostu pozwoli nam wszystkim pracować w lepszym miejscu i być bardziej zadowolonymi z pracy.

Związek zawodowy przy T-Mobile, podobnie jak inna organizacja związkowa w warszawskim Mordorze – ZZ przy Nielsen Polska, powstawał po cichu i w tajemnicy przed pracodawcą. Tak zresztą zaleca budowanie organizacji związkowych Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność”. Na swojej stronie internetowej w poradniku: „Jak założyć ZZ” pisze: „zorganizujcie zebranie założycielskie, najlepiej poza miejscem pracy; podczas spotkania wypełnijcie deklaracje członkowskie; wybierzcie Tymczasową Komisję Zakładową; dostarczcie wniosek o zarejestrowanie organizacji do właściwego Wam terytorialnego Zarządu Regionu „Solidarności”. I gotowe”.

– Niestety korporacje krzywo patrzą na powstawanie organizacji związkowych – mówi Monika Sobiech, przewodnicząca Komisji Międzyzakładowej NSZZ „Solidarność” przy Nielsen Polska. – Mam też wrażenie, że one są nie na rękę nie tylko zarządowi, ale i niektórym menedżerom. Niestety od czasu do czasu dochodzą do nas informacje od pracowników, jakoby menedżerowie zniechęcali ich do wstępowania i wzmacniania związku zawodowego, tłumacząc, że związki zawodowe zostały założone przez osoby, które chciały się uchronić przed zwolnieniem z pracy. Nic bardziej mylnego.

– Przystępując do związku pokazujesz, że potrafisz grać zespołowo – dodaje Pyszczek. – Być może dziś nie ty potrzebujesz pomocy ZZ, być może to nie twoja sytuacja w firmie wymaga obecnie poprawy, ale za jakiś czas to może się zmienić. Członkostwo w ZZ to deklaracja, że myślisz nie tylko o sobie, ale i o swoich kolegach i koleżankach, wychodzisz poza własny box, a inni robią to także dla ciebie i dla naszej wspólnej zawodowej przyszłości w danej firmie.

Co można zyskać?

Założyć związek nie jest trudno. Zgodnie z przepisem art.25I ustawy o związkach zawodowych uprawnienia zakładowej organizacji związkowej będą przysługiwać tylko organizacji zrzeszającej co najmniej 10 członków będących pracownikami. Troje z nich musi być jawnych i stanąć na czele tymczasowych władz związku

– Wystarczy zgłosić się do funkcjonujących w Polsce związków zawodowych tj. NSZZ „Solidarność”, OPZZ czy Inicjatywa Pracownicza, a oni pomogą załatwić wszelkie formalności – radzi Monika Sobiech. – My zdecydowaliśmy się na zrzeszenie w NSZZ „Solidarność”, ponieważ jest największym i najsilniejszym związkiem w Polsce. Dodatkowo NSZZ zapewnia wszelkie szkolenia, niezbędne do prowadzenia organizacji związkowej, doradztwo osób doświadczonych oraz nieograniczone porady prawne. Warto wspomnieć, że mimo tego, że jesteśmy zrzeszeni w ramach NSZZ, jesteśmy organizacją samorządną i niezależną.

Według ustawy dopiero przy 150 członkach w danym ZZ, przysługuje jeden pełny etat na pracę związkową, przy 500 członkach, dwa, jednak gdy tych członków jest mniej, przedstawiciele związków muszą dzielić swój czas na pracę w firmie i tę na rzecz związków. Czy to w ogóle ma sens?

– Ma – zapewnia Sobiech. – W ciągu niecałych dwóch lat naszej działalności rozszerzyliśmy działania w ramach benefitów funduszu socjalnego dla pracowników Nielsena. Organizujemy pracownicze wyjścia do teatru, spływy kajakowe współfinansowane z funduszu socjalnego. Dodatkowo naszych członków zaopatrzyliśmy w ubezpieczenie prawne CDO24, które zapewnia im nieodpłatną możliwość korzystania z pomocy prawnej z każdej dziedziny prawa 24h na dobę, 7 dni w tygodniu. Często mamy też wrażenie, że pracownicy chętniej zwracają się do nas o poradę niż do działu HR, mają do nas większe zaufanie i faktyczne poczucie, że jesteśmy tu dla nich, zawsze otwarci na rozmowę i pomoc.

– Nam udaje się posuwać do przodu w rozmowach z pracodawcą w zakresie indywidualnych umów pracowniczych, wysokości kwartalnych wynagrodzeń i pewnych zmian w systemie motywacyjnym – wymienia Radosław Pyszczek. – Być może nie wygląda to jeszcze szczególnie spektakularnie, ale jesteśmy na początku drogi i wiele przed nami, również zmiany w kwestiach wewnętrznej organizacji i polityki związkowej, która moim zdaniem, musi zostać bardziej dostosowana do realiów korporacyjnych.

Związkowcy z Nielsena czy T-Mobile mogą jednak pozazdrościć innej organizacji związkowej w Polsce, działającej przy Volkswagenie która w swoich strukturach zrzesza prawie 7000 pracowników.

– Jesteśmy największą organizacją związkową działającą w przemyśle motoryzacyjnym w Polsce – nie bez dumy opowiada Piotr Olbryś, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji NSZZ „Solidarność” Volkswagen Poznań . – Nasza historia rozpoczęła się w 1993 roku, czyli dokładnie wtedy gdy powstała spółka. W tym roku obchodzimy 25-lecie naszej działalności. Dzięki temu, że zrzeszamy praktycznie 70 proc. wszystkich zatrudnionych w poznańskim Volkswagenie pracowników, tworzymy zorganizowaną wspólnotę ludzi pracy.
Związkowcy Volkswagen Poznań mają dostęp do informacji o zyskach firmy. Jeśli okazuje się, że zyski te nie mają odzwierciedlenia w poprawie sytuacji pracowników, interweniują. W rozmowach z zarządem nie stawiają żądań, lecz przedstawiają argumenty. Rozmowy te zwykle kończą się satysfakcjonującymi pracowników ustaleniami.

– W naszej firmie związkowcy są partnerami, którzy dzielą z zarządem również odpowiedzialność za rozwój firmy – tłumaczy Olbryś. – Struktura władz koncernu VW jest zresztą tak podzielona, że w Radzie Nadzorczej zasiadają także przedstawiciele pracowników (10 miejsc dla akcjonariuszy, 10 miejsc dla ludzi pracy). Mamy więc prawo nie tylko do informacji, ale i współdecydowania.

***

Z badań CBOS wynika, że większość pracowników deklarujących, że w ich zakładach pracy są związki zawodowe, krytycznie ocenia ich skuteczność, twierdząc, że – mimo starań – niewiele udaje im się osiągnąć (43 proc.) albo w ogóle nie widać efektów ich obecności (34 proc.). Tylko co siódmy (14 proc.) wyraża opinię, że związki zawodowe są efektywne.

Cóż, związki, podobnie jak korporacje tworzą ludzie, to od nich zależy, jak będą funkcjonować i jedne, i drugie. Przykład Volkswagena pokazuje, że mogą działać sprawnie i przyczyniać się do sukcesu przedsiębiorstwa. Historie związków T- Mobile i Nielsena z kolei, potwierdzają, że kropla drąży skałę, a przy odrobinie dobrej woli i otwartości ze strony samej korporacji, ZZ nie muszą być wcale obciążeniem dla przedsiębiorstwa, lecz raczej kompasem, wskazującym mu drogę do budowania biznesu z ludzką twarzą.

Justyna Szawłowska