Przychodzi taki dzień, w którym zamiera całe biuro. Nikt nie opowiada o miło spędzonym weekendzie, nie żartuje z współpracowników, nikt nie przesiaduje zbyt długo na papierosie. Najbardziej niechlujne osobniki wydobywają z dna szafy najlepsze stroje, a niepotrafiący spełnić wymagań dress code’u są odsyłani do domu. Tego konkretnego dnia nie brakuje papieru w toaletach, mydło aż wylewa się z dozowników, nawet ręczniki papierowe lądują na swoim miejscu. Co więcej, szary, śmierdzący materiał zostaje zastąpiony miękkim, białym z wyższej półki. Na parapetach pojawiają się kwiaty, dziury w ścianach zasłaniane są motywacyjnymi obrazami, a w kuchni tego szczególnego dnia nigdy nie brakuje kawy czy herbaty. Gdyby w przestrzeni biurowej rosła trawa, niewątpliwie ktoś kazałby pomalować ją na zielono. Przez okno świeci słońce, szyby są domyte, serwis sprzątający chodzi jak w zegarku, a stukot klawiatur wywołuje chroniczny ból głowy. Panie i Panowie, oto dzień wizytacji największych z największych, wisienek na torcie, nadzienia w drożdżówce – tego dnia do miasta przybywają nowi szeryfowie – cały Board lub chociaż kilku przedstawicieli błyszczącego majestatu.

Najczęściej owym odwiedzinom towarzyszy Crunch time, w którym warto wziąć udział, oczywiście z zachowaniem zdroworozsądkowych proporcji. Jeśli spotkanie z dyrektorami, CFO i resztą świty pójdzie dobrze, możemy liczyć na drobne nagrody, a nawet, w skrajnym przypadku, choćby i awans. Gdy wizyta przebiegnie niepomyślnie, przynajmniej na jakiś czas zbliżymy się do emanacji władzy, aby ogrzać się w jej blasku. Satysfakcja gwarantowana! Uważaj jednak, jeśli audyt wypadnie wyjątkowo słabo, uciekaj gdzie pieprz rośnie, żeby uniknąć roli kozła ofiarnego.

Wiem, że radziłem już nie raz, by spersonalizować swoje biurko, jednak dzień wizytacji rządzi się własnymi prawami. Twoja przestrzeń ma być schludna, czysta, pozbawiona wszelkich luźnych kartek, odręcznych notatek, czy śladów niedojedzonego posiłku. Ten ostatni należy konsumować w kuchni, a rozmowy proponuję prowadzić nieco ciszej niż zwykle. Pamiętaj, że musisz utrzymać pozory jedynie do EOD-u, co nie powinno być aż tak trudne. Niezbyt aktywny na co dzień COO zamieni się w wolny elektron, krążąc między szeregowcami a znamienitymi gośćmi, będzie rozdawał sztuczne uśmiechy na prawo i lewo. Powściągnij sarkastyczne zapędy i odwzajemnij grymas.
Zachowaj czujność, korpowładcy lubią stosować technikę pozorowanej wizyty. Ogłaszają wszem i wobec, że takiego, a takiego dnia przybędą na czele orszaku audytowego, by skontrolować mechanizmy funkcjonowania danej, korporacyjnej komórki. Sieją w ten sposób strach i zbierają mobilizację oraz fałszywą koncentrację. Myślę, że czynią tak dla własnej, chorej satysfakcji. Zwieńczeniem techniki pozorowanej wizyty jest nieobecność władców w ustalonym dniu. Sztuczkę można powtarzać nawet kilka razy do roku, choć wtedy natężenie strachu nieco spada.

Jeśli nie dogadujesz się z określonym teamem, poróżniliście się w przeszłości, a atmosfera waszych relacji jest zbyt ciężka – współpraca przy zamiataniu pod dywan i świeceniu oczami przed wizytatorami może być dobrą okazją do zakopania topora wojennego. Władca niższego szczebla doceni, że pomogłeś mu zachować twarz przed przełożonymi. Jeśli będziesz miał szczęście być może zostaniesz nawet pochwalony przed całym zespołem. Z bardziej wymiernych korzyści czasem otrzymasz dodatkowy dzień wolny lub bilety do kina. Na wszelki wypadek zapamiętaj gdzie zakopałeś topór.

Korposłownik:

Board – Z angielskiego – Zarząd. Najwyższa władza, akcjonariusze, prezesi, dyrektorzy, właściciele, królowie, Sauron, Wielcy Przedwieczni, Trzymający Kasę. Nikt nie lubi odwiedzin Korpopanów.

Crunch time – Z angielskiego – Crunch – Chrupać, chrzęst oraz Time – czas. Dosłowne tłumaczenie nie ma więc sensu. Wyrażenie oznacza „krytyczny moment”. W korporacyjnej rzeczywistości mówi o czasie, w którym rozdawane są nadgodziny i zespół pracuje w pełnej mobilizacji. Często dodatkowe godziny należy odsłużyć pod przymusem.

CFO – Z angielskiego – Chief Financial Officer – Główny lub starszy oficer ds. finansowych. Szara eminencja korporacji, człowiek, który zatwierdza wszelkie operacje finansowe. Większość szeregowych pracowników nawet nie wie jak ów człowiek wygląda.

EOD – Z angielskiego – End of a day – Do końca dnia. To rzadki przypadek, w którym znaczenie jest zrozumiałe bez odwoływania się do specyfiki korporacyjnej rzeczywistości.

COO – Z angielskiego – Chief Operating Officer . W tym przypadku mamy do czynienia z nowomową, szemranym, nieokreślonym stanowiskiem. Jeśli kierownictwo potrzebuje pozycji dla kogoś znajomego lub członka rodziny, często obsadza delikwenta właśnie w tej roli. Niekiedy jednak jest to osoba, która pilnuje, aby wszystko działało jak należy. Spośród członków zarządu COO ma najczęstszy kontakt z szeregowymi korpoludkami.

Albert Kosieradzki