Czy kiedykolwiek miałaś tak dość codziennego kołowrotka, że półgodzinna samotna przejażdżka samochodem była taką atrakcją, jak tydzień w spa w czasach panieńskich? Bez wrzaskunów w fotelikach, bez dopominania się o picie, jedzenie i bez pytań o to czy jeszcze daleko?

Czy kiedykolwiek wracałaś z pracy do domu tak zmęczona, że nawet twój autopilot odmawiał posłuszeństwa, a czekało cię jeszcze kilka godzin pracy? Pracy z dziećmi, ich pracy domowej, czy też pracy związanej z panowaniem nad własnymi uczuciami?

Czy kiedykolwiek budziłaś się rano tak zmęczona, że nie miałaś nawet siły otworzyć oczu, gdy zadzwonił budzik?

Chapeau bas dla wszystkich kobiet, matek, herosek, supermenek, które same ogarniają swój etat i zarzadzają codziennym życiem rodzinnym. To nie jest takie hop siup jakby się mogło zdawać. Wsparcie męża, partnera, babci, niani, to nie-o-ce-nio-na pomoc. Jak się zostaje samemu, wtedy dopiero człowiek widzi, jaki ogrom pracy jest do zrobienia, zwłaszcza przy dzieciach w liczbie większej niż jedno. Czy da się to wszystko pogodzić? Pewnie, że tak. Ale lista rzeczy, które pojawiają się na liście „i don’t care” stale się wydłuża. Niepozmywane garnki w zlewie i pełna zmywarka? Trudno. Dziecko ma na nogach jedną skarpetkę zieloną a drugą niebieską? Przeżyje. Kurz na szafce zaczyna żyć swoim życiem? Przepraszam, ale moje mieszkanie to nie muzeum, niech się wstydzi ten kto widzi. Lista priorytetów za to bardzo się kurczy. Czy rano wszyscy wyszli z domu? Czy każdy dotarł bezpiecznie do miejsca, gdzie ma spędzić większość dnia? Czy każdy ma zapewnione jedzenie, picie i bezpieczeństwo? Czy na koniec dnia liczba ludzi w domu zgadza się z tą co rano? Jeśli tak, możesz sobie pogratulować. Dałaś radę. Przeżyliście. Usypiasz co prawda w ubraniu, z resztką makijażu na twarzy, z dziecięcymi ramionami okręconymi wokół szyi i sama nie wiesz, czy płakać ze zmęczenia, czy cieszyć się, że kolejny dzień udało się przeżyć względnie szczęśliwie. To wlaśnie projekt mama – nie da się go ani zdelegować, ani zbytnio dyskutować z challengami. A risk assessment można sobie schować do szuflady, bo nigdy nie wiesz czym zaskoczy cię dzień. Ale uśmiechy dzieci na co dzień… the best client satisfaction EVER!

Magda Seko