Ile czasu musi minąć, żeby po rozstaniu na nowo poczuć wiatr w żaglach?

Wszystko zależy od człowieka. Niektórzy z nas rzucają się w wir pracy, zapominając o uczuciu i pielęgnując pustkę w sobie, inni tak jak ja, nie potrafią być sami. Okres żałoby to pogodzenie się z rozstaniem i pozwolenie uczuciu, by odeszło.
Dałam odejść mojemu partnerowi, tak jak chciał. Otworzyłam się na nowe w każdym aspekcie.

Czy to znaczy, że nie kochałam? Nic podobnego. Kochałam na zabój, na zawsze, jak lubił mówić. Kochałam do szaleństwa i do postradania zmysłów. Jednak tym różnimy się od zwierząt, że analizujemy fakty i myślimy długoterminowo. Co wyszło z mojej analizy? Współczesne społeczeństwo jest cholernie małostkowe i egoistyczne- idziemy w coś, dopóki jest nam z tym dobrze. Przestaje pasować jeden puzzel do układanki i wolimy się wycofać niż brnąć w to dalej- w końcu może do jakiejś innej układanki pasujemy bardziej.
Ludziom korporacji, nastawionym na targety, progres, sukcesy, ciężko jest przyjąć porażkę w miłości. Przecież to projekt, który można powiedzieć nie wyszedł i w którym delikatnie mówiąc daliśmy ciała .
Miłość traktujemy jako przedsięwzięcie , które musi pójść zgodnie z planem, robimy business plan- rozważamy „za i przeciw”. Angażujemy się w relacje i wtedy wszystkie zasady przestają mieć znaczenie.

Wszystko co tej pory zostało ustalone, staje na głowie. Dlatego tak ciężko się pogodzić, gdy ktoś odchodzi. Nie wykonał planu, my swój zawaliliśmy. Jednak, czy każde rozstanie jest złe? Może niektóre sytuacje mogą nas rozwinąć.
Co w sytuacji kiedy chciało się za szybko, za mocno… na już. ASAP w miłości istnieje chyba tylko w kwestii seksu. Reszta rzeczy potrzebuje czasu na rozwój. Ja, mała korpomysz, miałam problem z wyluzowaniem i daniem czasu drugiej osobie. Chciałam już, teraz, natychmiast, w głowie układając sobie deadliny.
Najgorsze to przyznać się do błędu. Moim błędem było to, że chciałam wszystkiego naraz. Bo jest czas, bo nie będzie lepszego. Bo złapałam Pana Boga za nogi.

Zakończenie tej relacji wylało mi kubeł zimnej wody na głowę. Pokazało kierunek, w którym muszę iść, aby być szczęśliwą.
Co stało się ze mną w tym czasie? Odżyłam. Może nie w stu procentach, ale wyszłam do ludzi i powoli odnajduję kobietę, którą sama kochałam. Jak to sama kochałam? A no tak, to – kochałam siebie, swój zapał do życia, zwariowane pomysły i ich realizacje. Nawiązałam relację z samą sobą. Czy to żałoba? Nie. Już po żałobie. Nie chcę tego co było między nami, bo poza momentami fascynacji, był to toksyczny związek, który zabijał mnie od środka. Nie chcę tego co działo się ze mną, tego jak smutną osobą się stałam.

Chcę się bawić. Chcę kochać i być kochana bez żadnego „ale”. Jeżeli jednak pojawi się to „ale”, chcę kogoś kto będzie w stanie je zaakceptować, albo kogoś kto powie „jesteś mega dziwna ALE cię kocham”. Chcę miłości, chce uczucia, chce motyli w brzuchu i bosych stóp tańczących na piasku. Chcę się śmiać w głos i być pijana. Pijana z miłości. Czy to dwa razy się nie zdarza? Zdarza… wystarczy rozejrzeć się po biurze .

Kelly MadShow