Na wstępie chciałbym ci pogratulować. Jasne, w poprzednich częściach poradnika padły już podobne słowa, jednak muszę się do czegoś przyznać, drogi korpoludku. Poprzednie pochwały zastosowałem jako element motywacji oraz czynnik zwracający twoją uwagę na ABC. Dopiero teraz zdobyłeś mój szczery podziw. Przetrwałeś kilka miesięcy w środowisku korporacji, wyposażony w profesjonalny ekwipunek, stawiłeś czoła kilku najmniej groźnym mieszkańcom Mordoru. Ba, być może raz czy dwa widziałeś samego Saurona! Jeszcze raz gratuluję. Nie wolno ci jednak zawieść rosnących oczekiwań korpowładców, gdy na Daszbordzie pojawią się nowe czynniki, musisz być gotowy!

Bywa, że zostaniemy przyuważeni przez jednego z ważnych gości lub lokalnego watażkę wyższego szczebla, przechadzającego się na florze, masz wtedy kilka sekund na reakcję. Najlepiej pogrążyć się w fikcyjnych obowiązkach, zmarszczyć czoło, energicznie zapisać kilka słów na samoprzylepnej karteczce lub wstukać ciąg cyfr na klawiaturze. Następnie powinieneś, głęboko zamyślony (nieobecny wyraz twarzy polecam ćwiczyć przed lustrem) ruszyć, dzierżąc losową kartkę, z silnym poczuciem celu, w bliżej nieokreślonym kierunku (byle dalej).

Jeśli odkładałeś dzisiejsze raporty, wypełnij je teraz. Wtedy gość poszuka innej, łatwiejszej ofiary. Gorzej, gdy wasze spojrzenia już się spotkają, a ty akurat nie pozorowałeś wykonywania obowiązków. Nie trać fasonu, uśmiechnij się delikatnie i najważniejsze – odpowiadając na pytanie napastliwej szychy, skorzystaj z któregoś z evergrinów. Powiedz: „Pracuję nad usprawnieniem omawianego na standupie procesu”. Jeśli zapyta o to, co aktualnie robisz, nie bój się, gość nie ma pojęcia na czym polega twoja praca. Otwórz okno jakiegoś używanego w biurze programu i opisz to, co powinieneś wykonać, bazując na idealnej wizji ze szkolenia. Będzie zachwycony. Przełączaj się pomiędzy posegregowaną skrzynką, a tabelkami w Excelu. Powtarzaj, aż sobie pójdzie. Zrobi to szybko, tak naprawdę nie interesuje go twój los, dlatego ani on, ani ty nie chcecie, by „obchód” zakończył się porażką.

Twój korposłownik staje się coraz bogatszy, więcej umysłowej przestrzeni zajmują specyficzne, nieprzydatne poza biurem zwroty, więc pamiętaj, aby odpowiednio się zrelaksować. Znajdź czilroom, który początkowo wydawał ci się zbędny. Usiądź na tamtejszej kanapie, ułóż się wygodnie w wiszącym fotelu, przymknij powieki. W salce do relaksu możesz zniknąć na kilkanaście minut dziennie, gdyż zwykle nikt tu nie zagląda (nikomu też nie przyjdzie do głowy, że ukrywasz się równie bezczelnie i na widoku). Kolejny paradoks korporacji. Jemy w kuchni, pracujemy przy biurku lub w pokojach konferencyjnych. Kiedy według managerów powinniśmy skorzystać z czilroomu? Po pracy, a najlepiej wcale.

Dlatego zachęcam do sporadycznych, acz regularnych odwiedzin. Musisz nauczyć się rozpoznawać nadchodzący krancztajm. Sygnały w rodzaju delikatnego drgania powietrza, specyficznego zapachu, czy wzrastającej nerwowości pogody, nie dla każdego korpoludka wystarczą, aby odpowiednio rozpoznać zbliżające się zagrożenie. Szukaj wzorów w korespondencji, im więcej ponagleń urgentów i tym podobnych asapów, tym gorzej. Sympatyczny, pogodny team leader rzadziej żartuje, częściej znika na papierosa lub siedzi przykuty do biurka. Szykuj się. Wzrasta liczba telekonferencji oraz spotkań władyków – atmosfera się zagęszcza. Jeśli masz w zanadrzu urlop, wykorzystaj go teraz, zanim będzie za późno. Oddaj zwierzęta domowe znajomym, dzieci dziadkom i zapomnij o planach na czas wolny – ten właśnie przestał istnieć. Powodzenia!

Korposłownik:

Daszbord – z angielskiego: Dashboard – w dosłownym tłumaczeniu to… deska rozdzielcza. Korporacyjne środowisko nadało pojęciu zgoła odmienne znaczenie. Jest to raport, plik, czasem fizyczna tablica, która zawiera kluczowe czynniki uzależniające dany proces. Niekiedy takowa tablica zawiera kolejne cele, które należy osiągnąć na drodze ku ostatecznej optymalizacji.

Evergrin – z angielskiego: Ever oznaczające „zawsze” oraz green – „zielony”. Pojęcie szeroko znane, choć w zgniłym, korporacyjnym środowisku rozumiane nieco inaczej – jako pogardliwe określenie ogólnych zwrotów. Oznacza zdania,
frazy, których można użyć w każdej sytuacji, a jako że są to sformułowania do wszystkiego, w istocie… nie nadają się do niczego poza zasłoną dymną.

Czilroom – z angielskiego Chillout oznacza „wyluzuj”. Każda szanująca się korporacja posiada w biurze co najmniej jedną salę do relaksu. W założeniach ma służyć pracownikom jako miejsce, w którym można się wyciszyć, odpocząć. W praktyce zwykle nie znamy nawet lokalizacji owej sali, a już na pewno nie mamy kiedy z niej skorzystać. Bo kto relaksuje się w biurze, będąc już po pracy?

Krancztajm – Crunchtime. To okres, w którym wyrabiamy nadgodziny, aby domknąć projekt na czas. Kto nie przeżył kranczu, ten nie wie czym jest praca w korpo.

Albert Kosieradzki