Korpomama po sąsiedzku opisuje doświadczenia po awansie na stanowisko „Matka”. Skonfrontujmy to ze stanowiskiem „Ojciec”. Bo jeśli nie my to kto!

Rodzaj umowy: w godzinach 8-16 praca zawodowa, rodzaj umowy zależny od tego co w życiu robicie. W godzinach 16-8 etat analogiczny do Korpomamy, czyli do końca świata i jeden dzień dłużej. Możliwe odwrócenie sytuacji w przypadku, gdy Korpomama pracuje, a Korpotata pielęgnuje. Wynagrodzenie: kasę za wypracowane 8-16 przemilczmy. Za to zabawa zaczyna się przy powrocie do domu. Jeśli przekraczając próg, dostajecie na ręce malucha, który już jest gotowy zatroszczyć się swoimi pełnymi dżemu dłońmi o wasz nowy garniak, to znaczy, że to jest właśnie wasze dzisiejsze wynagrodzenie. I basta.

Godziny pracy: jeśli pracujecie na etacie to wspomniane 8-16 są do waszej dyspozycji zawodowej. Jeśli pracujecie „na własnym” to o takich godzinach zapomnijcie – zarwane noce, powtórne drukowanie faktur dla księgowej, bo przygotowany plik jest cały zalany mlekiem z płatkami, próby kreatywności o 3 w nocy, bo klient już czeka na zamówione grafiki, wyjazdy służbowe autem, w którym znajduje się wszystko, co zdecydowanie nie jest potrzebne na spotkanie firmowe, czy też prowadzenie szkolenia bez marynarki, bo okazało się, że całe jej plecy są we wspomnianym dżemie czy innym kontrastowym produkcie spożywczym. Jeszcze gdzieś by się przydało chociaż 2-3 godzinki zdrzemnąć.

Zwolnienie lekarskie: w pracy coraz częstsze, bo nie da się ciągnąć dwóch pełnych etatów jednocześnie. Gdy wchodzisz do lekarza, a on od progu widzi twoje wory pod oczami, to znaczy, że nastał już któryś miesiąc walki o przetrwanie. W domu L4 niemożliwe, nawet z temperaturą 36,9 st. (a wiadomo, że to już u nas, facetów, porządna gorączka) nie macie wyjścia i jedyna sytuacja, gdy możecie poleżeć, to przy walającym się po całym salonie zestawie DUPLO. I buduj, tata, te zamki, buduj.

Urlop: Zdecydowanie nie dotyczy. Nawet jeśli wpadniesz na pomysł wyskoczenia całą rodziną na kilka dni nad morze, to z rozkoszą myślisz o możliwości odetchnięcia po powrocie w wytęsknionych godzinach 8-16. I tu już czuję, że Korpomama groźnie zmarszczy brwi.

Przerwy: oj Korpomamo, da się, tylko trzeba chcieć. Jeśli po powrocie z pracy zabieram dziecko na spacer, to znaczy „idź, odeśpij godzinkę” albo „to twój czas na rower”. Nie musisz tych cennych chwil spędzać, sprzątając mieszkanie albo gotując obiad. Możemy czasem pomieszkać w nieidealnie posprzątanym domu albo zamówić pizzę do domu. Robi się jeszcze groźniej.

Spotkania integracyjne: wyjścia na plac zabaw lub „wyjścia” w gronie pracowników, ale ci którzy nie mają dzieci już przychodzić nie chcą, bo albo gadamy o robocie, albo o fotelikach dla dziecka, kupach, pampersach i tym, czy już trzeba odkręcić koła boczne od rowerków, czy jeszcze nie.

Możliwości awansu: w pracy praktycznie niewielkie, zwłaszcza przez pierwszy rok od urodzenia brzdąca – wówczas efektywność w pracy wskakuje na poziom analogiczny do liczby przespanych godzin. Na rodzicielskim etacie awansujemy w oczach naszych dzieci każdego dnia – grunt to pilnować, aby dzieci zbytnio się nie nudziły, a jeśli już zaczynają, to patrzeć im na ręce, aby dziecko nie pozbyło się naszego smartfona, wrzucając go do pełnego nocnika (ups, tata, przez przypadek).

Premie: gdy budzisz się każdego ranka, nawet po nocy z dziesięcioma pobudkami, a twoje dzieci jeszcze śpią uśmiechnięte, to wiesz, że robisz to dobrze i żadne inne premie nie są ci potrzebne !