Processed with VSCO with t1 preset

Reprezentuję rocznik‘90 i tak, jestem milenialsem w pracy – pisze na swoim blogu Kaja Tomczyk, domagając się, by pozwolić milenialsom mówić własnym głosem, a nie głosem HR-owców, czy specjalistów od zasobów ludzkich.

„Nie jestem typowym milenialsem – zaznaczasz. – Nie mam snapchata i nie spędzam czasu z przyjaciółmi z telefonem w ręku, uwieczniając się przez selfie”. W jakim więc sensie czujesz się przedstawicielką pokolenia X?

Do przedstawicieli tego pokolenia zalicza się zwykle tych po roczniku ‘90. ja jestem gdzieś pomiędzy. Mimo to jestem dzieckiem rodziców, którzy rozmawiali z nim o emocjach, którzy uczyli mnie, by o swoich doświadczeniach mówić w sposób otwarty i szczery. Tak też staram się dziś, w dorosłym życiu komunikować z innymi i na tym opierać relacje z ludźmi. Te zresztą są dla mnie szalenie ważne. Ważne na tyle, że jeśli w miejscu pracy, brakuje mi zdrowych i budujących kontaktów ze współpracownikami, to dla mnie przebywanie w takim otoczeniu przestaje mieć sens. Bez względu na wysokość pensji, którą dostaję czy fajne stanowisko, jakie zajmuję. W typowy, a przynajmniej przypisywany milenialsom, sposób staram się na bieżąco mówić o swoich potrzebach, o tym co mi przeszkadza i stawiać granice, gdy coś staje się dla mnie zbyt opresyjne. Niestety, często przez ludzi z wcześniejszych pokoleń, jest to odbierane jako roszczeniowość, czepialstwo czy miganie się od pracy.

Faktycznie z rozmów z ludźmi biznesu często wynika, że właśnie tak odbierają milenialsów. Twierdzą, że są leniwi, że zbyt wiele żądają, ale niewiele chcą z siebie dać. Ja jestem w stanie dać z siebie bardzo dużo, ale też nie za wszelką cenę i nie po to, by komuś coś udowodnić.

Pracując z ludźmi ze starszych roczników zauważyłam, że część z nich potrafi np. notorycznie rezygnować ze swoich planów, by zostać dłużej w pracy i wysłać jakiś raport. Dla mnie to nie jest do końca zrozumiałe. Bo co by się stało, gdyby raport powstał na drugi dzień, zrobiony w godzinach pracy? Ktoś by z tego powodu umarł? Świat by się zawalił? Pracujemy w biurze, a nie na oddziale ratunkowym w szpitalu. Albo taka walka o udowadnianie sobie, kto ciężej pracuje, kto się bardziej poświęca. Po co? To tylko powoduje niepotrzebną rywalizację.

Kredyty, zobowiązania… Ludzie boją się stracić pracę.

Ja to rozumiem. Wychowywałam się w domu, w którym podobnych obaw nie brakowało. Mama chwytała się każdego zajęcia, które się pojawiało i uczyła mnie, by nie odrzucać żadnej oferty, bo może się skończyć tak, że zostanę bez pracy, bez źródła dochodu. Rozumiem, że jeśli nie ma się wyboru lub ten wybór czy możliwość ruchu są ograniczone, to człowiek bierze co jest i stara się przetrwać, ale prawda jest taka, że dziś wiele osób ma możliwość dokonania zmian, a mimo to tkwi w starych schematach. Wykonują pracę, która nie daje im satysfakcji, nie potrafią stawiać granic, pozwalają się wykorzystywać i czują się wykorzystywani, ale o tym nie mówią wprost, nie próbują zmienić tej sytuacji. Czasem z obawy, że stracą posadę, a czasem dlatego, żeby właśnie ktoś nie pomyślał, że są roszczeniowi.

Ty rzuciłaś etatową pracę, mimo że ją lubiłaś, dlaczego?

Przyczyn było kilka. Przez dwa lata było dobrze, ale później zaczęły się zmiany, które przestały mi odpowiadać. Najpierw pomyślałam, że może po prostu odejdę, ale później zaczęłam się zastanawiać: „ale dlaczego ja mam odchodzić, skoro ktoś wprowadza coś, co pogarsza atmosferę”, więc zaczęłam walczyć z nowymi reformami. Niestety mimo rozmów sytuacja się nie zmieniała, więc ostatecznie zdecydowałam się odejść. Druga przyczyna, to potrzeba realizacji własnych pomysłów. W pracy na etacie, miałam na to zbyt mało czasu. Próby negocjowania z pracodawcami mojego przejścia np. na pół etatu, nie były pozytywnie widziane. Miałam wrażenie, że moja chęć samorealizacji poza firmą jest odbierana jako pewien rodzaj fanaberii.

Ostatnio byłam na rozmowie o pracę w jednej fundacji, która potrzebowała kogoś na pół etatu. Zapytali mnie o to, jak zapatruję się na to, by w przeszłości przejść na pełen etat. Powiedziałam, że na razie nie jestem tym zainteresowana, bo potrzebuję czasu na realizację swoich autorskich przedsięwzięć. Zapytali o nie. Opowiedziałam i usłyszałam, że to świetnie, że mój osobisty rozwój, jest dla nich ważny i będzie wnosił wartość dodatnią do mojej pracy zawodowej, że byłoby szkoda zabierać mnie na pełen etat, żebym musiała rezygnować z tych przedsięwzięć. Byłam pozytywnie zaskoczona taką reakcją. Jestem przekonana, że to właśnie jest właściwe podejście do pracownika – szacunek dla jego prywatnych potrzeb,
spojrzenie na daną osobę nie jak na pracownika, ale przede wszystkim jak na człowieka i dostrzeganie w takim podejściu wartości.

W końcu nic tak nie działa na korzyść firmy, jak zdrowy i zadowolony pracownik. Takie osoby są w stanie o wiele bardziej zaangażować się w swoją pracę, niż te, które czują się sfrustrowane, niedoceniane, niespełnione.

Jeden z biznesmenów opowiadał mi o sytuacji, kiedy miał w firmie „pożar”. Trzeba było działać szybko i ponadprogramowo, tymczasem jego pracownica, dziewczyna z pokolenia X, przez 30 minut spokojnie jadła śniadanie, twierdząc: „mam teraz przerwę”. Dla niego to było jak spotkanie z ufoludkiem.

Rozumiem, że zdarzają się sytuacje podbramkowe. Ale opowiem ci swoją historię. W poprzedniej pracy, gdy mojemu koledze zdarzyło się zachorować lub coś nagłego mu wypadło i nie mógł czegoś zrobić, zgodziłam się zostać dłużej i wykonać więcej pracy. Przecież każdemu może się zdarzyć. Rzecz w tym, że z czasem tej pracy było coraz więcej i więcej. To zaczęło mnie przytłaczać, zaczęłam się czuć wykorzystywana. Czy powinnam była wcześniej postawić granice? Nie godzić się pomóc koledze w potrzebie? Widzisz, wydaje mi się, że wielu milenialsów woli te granice postawić wcześniej i nie dlatego, że są roszczeniowi, ale żeby się chronić. Żeby inni nie weszli im na głowę i nie uznali, że można ich swobodnie wykorzystywać. Bez stawiania granic, szybko można dać się zajeździć.

W korporacjach, w których pracowałam, zajeżdżanie pracowników było na porządku dziennym. Pracodawcy wychodzili z założenia, że nie ma ludzi niezastąpionych i jak ktoś padał, wymieniali go na sprawny model. Z kolei, gdy komuś coś się nie podobało lub próbował stawiać granice, mówiono: „Nie podoba się? Zatem chyba wiesz, gdzie są drzwi?”.

I jak się pracowało?

Na psychotropach, alkoholu i innych używkach, niektórzy ciągnęli dość długo.

No, właśnie. Moja mama też mi sugerowała, bym wytrzymała w pracy, do której nie chciałam już przychodzić, przynajmniej jeszcze z pół roku. „To tylko pół roku” – mówiła, a dla mnie każda godzina była o jedną za dużo. Wyobrażenie sobie, że mam tam przepracować kilkaset kolejnych dni, jawiło mi się jako nieprzeciętne marnotrawstwo. Szanując siebie i dany mi w życiu czas, nie mogłam tego zrobić. Ktoś, kto godzi się na podobne traktowanie w pracy, przenosi to także na swoje życie pozazawodowe. Bo przecież nie jest tak, że stres w pracy, złe relacje z ludźmi nie mają wpływu na inne sfery naszego życia.

Czego zatem, według Ciebie, starsze pokolenia mogą się nauczyć od „IKS-ów”?

Na pewno szczerości i autentyczności w relacjach z sobą samym i ze światem, świadomości swojego „tu i teraz”, doceniania tego, że widzą oni wartość w komunikowaniu się i tworzeniu satysfakcjonujących relacji z innymi ludźmi, że szukają możliwości łączenia pracy ze swoimi pasjami, że jasno mówią o swoich potrzebach. Sądzę, że głos milenialsów może być całkiem ważnym czynnikiem, który pozwoli uzdrowić organizacje oparte na starych i nie zawsze zdrowych schematach. Trzeba tylko otworzyć się na ten głos i chcieć go usłyszeć.

Marta Dawid

Kai kilka rad – jak ugryźć milenialsa

• Nie taki milenials straszny jak go malują. Poznaj jego doświadczenia i podejście do życia, a łatwiej będzie ci z nim współpracować

• Nie bój się emocji w pracy, w swoich współpracownikach zauważaj ludzi takich jak ty, którzy wraz ze sobą, przynoszą swoje troski, potrzeby i wątpliwości

• Atmosfera w pracy to jeden z najbardziej kluczowych elementów w waszej codzienności. Według raportu z 2017 opublikowanego przez pracuj.pl to, co trzyma Polaków w ich pracy to przede wszystkim dobra atmosfera i fajni współpracownicy (52 proc. odpowiedzi). Bądź uważny na to, co dzieje się wokół ciebie

• Zadbaj o dobry początek w pracy – trzy pierwsze miesiące są kluczowe w zbudowaniu motywacji pracownika do dalszych działań w firmie