Czy można pracować w korporacji i stworzyć ze współpracownikami więzi, które przetrwają lata? Pracownicy dawnej Ery dowodzą, że to możliwe. Choć przestała ich łączyć jedna firma, relacje, które zbudowali ze sobą przez lata wspólnej pracy, sprawiają, że nadal lubią do siebie wracać.

Leleszki, wieś na Mazurach położona na południowym brzegu jeziora Leleskiego, 3 km od Pasymia. To tu ponad dekadę temu pracownicy Ery (polskiej sieci telefonii komórkowej, działającej w latach 1996−2011) pojawili się na swoim pierwszym spotkaniu integracyjnym.

– To był wypad dla kilkunastu osób, nie żadna wielka korpoimpreza robiona raz do roku, po której zostaje co najwyżej kac gigant – opowiadają uczestnicy tamtego spotkania. – Era wspierała mikrozespoły i mikroaktywności, zachęcała do częstych wypadów w małych grupach, kładła nacisk na relacje pracowników z klientami, ale i ze sobą nawzajem. Ludzie byli świetnie dobrani, zespoły znakomicie zgrane, konflikty interpersonalne rozwiązywane na bieżąco, a rzadkie przejawy mobbingu tłumione w zarodku. To wszystko sprzyjało tworzeniu się więzi.

Dawni pracownicy Ery twierdzą, że kluczem ich wzajemnych dobrych relacji była kultura organizacyjna.

– Nie była ona jedynie papierową wydmuszką, ale faktem – mówią. – To dzięki niej ta firma odniosła rynkowy sukces. Motto korporacji, którą czuliśmy, że współtworzymy, od początku brzmiało: „Era to ludzie” i nie było to pustosłowie. Pracowaliśmy w korpo, ale mieliśmy poczucie, że jesteśmy tkanką większego organizmu, częścią, która jest niezbędna do jego istnienia.

Pingwin, semafor
i Nokia 3210

W maju 2018 r. Leleszki po raz kolejny ugościły u siebie starych pracowników Ery. Zorganizowali się sami. Chcieli znów się zobaczyć w dawnym gronie, pogadać, powspominać. Choć dziś rozproszeni po różnych częściach Polski, na wspólne spotkanie gotowi byli przebyć nawet po kilkaset kilometrów. Do samochodów zapakowali dawne gadżety reklamowe, plakaty zdobiące na przestrzeni lat witryny salonów Ery. W wynajętym domku nad jeziorem jeden z pokoi zamienili na punkt sprzedaży swojej dawnej korpo. Bawili się, wspominając dobre czasy, małe i większe pożary, akcje ratunkowe, wspólne sukcesy.

Wojtek, Andrzej, Marcin, Gabryś, Radomir, Paweł, Martyna, Weronika, Małgosia i Edyta. Miało być 20 osób, ale sezon komunijny, zobowiązania rodzinne i zawodowe, niektórym nie pozwoliły zgrać się czasowo, w sumie więc w sentymentalnym weekendzie udział wzięło 10 korpoludków. Co ciekawe, grupa nie składała się wyłącznie z pracowników tylko jednego działu, ani z jednego szczebla hierarchii. Dział rynku prywatnego mieszał się z biznesowym, szefowie i managerowie z personelem niższego szczebla. Niektórzy z nich prowadzą dziś własne firmy, inni nadal pracują w branży telekomunikacyjnej, lecz w innych korporacjach, jeszcze inni zupełnie się przebranżowili. Mimo tak różnych ścieżek, zdarza im się nadal współpracować ze sobą na stopie biznesowej. Jeśli któreś z nich potrzebuje sprawdzonego, zaufanego pracownika lub partnera biznesowego, najpierw dzwonią do siebie nawzajem. Znają się jak łyse konie, wiedzą, że mogą na sobie polegać, ufają sobie.

– W Erze nauczyliśmy się o siebie dbać – twierdzą. – Regułą było, że nikogo nie zostawia się na lodzie, że owszem, wspólnie pracuje się na sukces, ale i wspólnie rozwiązuje się problemy, również te jednostkowe.

Wspominają słowa jednego ze swoich kolegów z ich dawnej firmy-matki, Jacka Rawskiego, którego Era nagrodziła tytułem najlepszego managera w Polsce.

– Gdy odbierał nagrodę powiedział: „Ten sukces nie jest mój, to sukces moich ludzi. To dlatego tu jestem” – wspominają przy wieczornym ognisku i na chwilę robi się trochę smutno, bo uświadamiają sobie, że dziś o taki etos zarządzania trudno.

– Jakiś czas temu dostałem propozycję biznesową od dużej spółki energetycznej – opowiada Wojtek. – Poszedłem na spotkanie i przeraziłem się jej modelem sprzedaży i sposobem traktowania klientów. Mówiąc w skrócie, najważniejszym było opchnąć towar, ale opieka nad klientem, odpowiedzialność za to, co się mu oferuje – zerowa. Gdybym przyjął ich propozycję, zarabiałbym 30-40 tys. zł miesięcznie, ale podziękowałem. Nie po to przez 18 lat w Erze (po rebrandingu 4 lata w T-Mobile – red.) budowałem swoje nazwisko i pozycję w biznesie, w oparciu o wysokie standardy etyczne, by teraz pogrzebać je dla łatwej kasy.

Fair play popłaca

Wojtek kierował w Erze rynkiem biznesowym, praktycznie tworzył go od podstaw. Ciepło wspomina wspólne wyjazdy z klientami, śniadania, kolacje wigilijne, wspólne gotowanie z celebrytami organizowane dla petentów z mikroregionów.

– To był klimat – rozmarza się. – Ale choć klient był najważniejszy, firma podkreślała też nieustannie, że także pracownicy muszą czuć się w niej dobrze i dbała o to. Podstawą było zrozumienie, że bez dobrej atmosfery między ludźmi, nie będzie team spirit i nie będzie też dobrych wyników. Jako szef sam o to bardzo dbałem, podobnie jak o etykę. Etyczne działania w biznesie mają wpływ na to, jakich ludzi przyciągasz. Jeśli chcesz pracować z tymi, którzy grają fair, sam musisz tak postępować. To też jedyny sposób, by bez uciekania wzrokiem móc, patrząc w lustro, spojrzeć sobie w oczy.

Ścieżki zawodowe długoletnich pracowników Ery zaczęły się rozmijać, gdy w 2011 r. firma została sprzedana nowemu właścicielowi.

– Wtedy wielu z nas odeszło – opowiadają. – Każdy poszedł w inną stronę, ale to, co udało nam się wspólnie przez lata zbudować, wciąż owocuje.

Era reaktywacja

Managerowie Ery, którzy dziś założyli własne firmy, bądź działają w innych korporacjach, dobre praktyki wyniesione z dawnego przedsiębiorstwa, starają się wcielać w nowych miejscach pracy.

– Po pierwsze – ludzie, a nie wyniki – wymieniają. – Wyciąganie z pracowników tego, co w nich najlepsze, a nie wciskanie ich w sztywne ramy, do których nie pasują. Pozostawianie ludziom dużej swobody w działaniu. Budowanie kultury organizacyjnej, a nie zarządzanie przez Excel. Oszczędzanie na wszystkim, lecz nie na pracownikach. Nieustanna dbałość o relacje, integracja w mikrozespołach, a nie jeden pokazowy spęd całej firmy raz w roku. Firma to ludzie, jak o nich dbasz, tak masz – puentują.

Korporacja, która łączy

O weekendowym spotkaniu w Leleszkach dawnych pracowników Ery, poinformowała Korpo Voice jedna z klientek biznesowych, korzystająca kiedyś z ich usług, a nadal śledząca ich losy poprzez media społecznościowe.

– Świetnie mi się z nimi współpracowało – opowiada Justyna. – I tęsknię za standardami, jakie wówczas obowiązywały w tamtej firmie. Gdy zobaczyłam ich post na FB, zaskoczyło mnie, że jako pracownicy korpo, zwykle postrzeganej jako bezduszny moloch, oni wciąż nie stracili ze sobą kontaktu, że udaje im się spotykać i dobrze wspólnie bawić. Chciałam wiedzieć, jak im się to udaje. Czyżby „takie rzeczy tylko w Erze”?
Mamy nadzieję, że nie tylko. Że innym korpoludkom też udaje się nie tylko budować dobre relacje ze współpracownikami na polu zawodowym, ale i poza nim. Dlatego, jeśli również i do Was uśmiechnęło się szczęście, jeśli pracujecie w firmie o wysokiej kulturze organizacyjnej lub też macie swoje własne sposoby na zacieśnianie międzypracowniczych więzi, piszcie do nas. W Korpo Voice z radością podamy te historie dalej. Niech dobre praktyki idą w świat i czynią życie korpoludków lepszym.

 Justyna Szawłowska