Jeśli zapytacie kim jestem, nie będę mógł odpowiedzieć. Na pewno nie tak, jakbyście tego oczekiwali od kogoś z kim się stykacie lub o kim czytacie pierwszy raz.

Umysł jest iście fascynujący i bezradny jak niemowlę, gdy nakazuje mu się myśleć inaczej niż zwykł. Zagubienie i popłoch zamienia się w stan zawieszenia i dezorientacji. Jest to jednak coś nowego, więc niczym dziecko, kierowany pierwotną potrzebą poznawczą całkowicie otwierasz się na to co kryje się za zakrętem…

Jeśli zapytacie kim chciałbym być, odpowiem, że historią, która pokaże Wam jak postrzegać inaczej niż wpoił nam to świat.
Gdybym miał wskazać karty, na których spisano mój los, przedłożyłbym Wam powieść jednego z hiszpańskich mistrzów pióra, opowieść o grupie pełnych pasji, nadziei i entuzjazmu literatów i pozostałych artystów, których los zsyła na wygnanie tam, gdzie panuje pustka, a światło twórczego ducha stopniowo pochłania ciemność, przenikająca chłodem zamrażającym wszystko co znajdzie się w jej zasięgu.
Więzienie Zamku Montjuic – miejsce, z którego jeśli wychodzi się żywym, to tylko ciałem.

Jestem jednym z nich, więźniów Zamku Montjuic XXI wieku, osobliwej szklanej twierdzy, która ku torturom dusz swoich stałych bywalców oferuje widok na horyzont wolności przez szklane okna, które nigdy nie zostaną otwarte. Mówią, że jeśli zapragniesz przekazać wiadomość poza nasze mury, zostaniesz odpowiednio uciszony, zanim zdążysz sięgnąć po skrawek papieru. Jeśli dotrą do Was moje słowa, zwałbym to cudem – cudem ocalałego z uwięzionych głosów.

Tak jak w powieści o Zamku Montjuic, tak i w moim niewolniczym pałacu służymy tym, którzy działają w „uzasadnionym interesie” gospodarki, strategicznych instytucji i machiny zwanej pieniądzem. Nie jestem skazańcem odsiadującym wyrok z tytułu orzekniętego przez sąd wykroczenia przeciwko prawu. Jestem więźniem systemu, strachu przed nędzą, ograniczoności ludzkiej wolności przez przymus zaspokojenia podstawowych potrzeb i celi zwanej niepodważalnym prawem rynku. Istnienie moje i innych współbraci nie ma racji bytu, gdy nie ma zadań wykonywanych na życzenie zarządców szklanej monarchii odpowiednio dokładnie i z należytą szybkością. Nieefektywni są przedmiotem pogardy starszego szklanego bractwa, które za wszelką cenę pragnie przypodobać się strażnikom i wyeliminować najsłabszych. Nie ulegajcie złudzeniom. Pisząc „nieefektywni” nie mam na myśli „chorych”, a tych, których nazywają pozbawionymi „odporności na stres” i „relewantnej” do więziennych wymogów „flexibility”.
Nie mogę wskazać Wam, gdzie jesteśmy, nie mogę też ujawnić Wam, jak się tutaj dostaliśmy. Mogę jedynie napisać, że jest ktoś, kto nie nakazuje Wam z porażki słabszego wykonania więziennego zadania uczynić sukcesu, ktoś kto nie zarzuci Wam, że brak zdolności do pracy, gdy wyrazisty obraz dostrzegany przez Wasze oczy pokrywa się mgłą wycieńczenia, jest brakiem ambicji.
Wyobraźcie sobie scenę, w której skazaniec gromadzi siły na napisanie kolejnego i jeszcze kolejnego znaku, aby ocalić cenny i unikatowy dla istoty zwanej człowiekiem dar – dar słowa.

Bądźcie pewni, że dopóki jestem i mam siłę podejmować próby przetrwania ręki pisarza, będę pisał. O tym jak wytrwać, gdy daleko Ci do bycia w pełni wolnym/wolną, a żeby uzyskać prawdziwą wolność musisz swoje odczekać. O tym, jak w najbardziej pozbawionych człowieczeństwa warunkach, można odnaleźć drugiego człowieka, przy którym ból wspólnej niewoli ustąpi miejsca chwilom wspólnego śmiechu. O tym, jak wiele można odkryć w monotonnych, żmudnych i nierzadko bolesnych chwilach, składających się na dużą część życia szklanych istnień.
Piszę do Was w jakże ulotnej, ale warunkującej poczucie istnienia chwili, gdy po kilkunastu godzinach służby uzyskuję zezwolenie na krótką wizytę na punkcie widokowym wieży, wzniesionej na cześć bożka społeczności, w której żyję – Cezara Wyzyskiwacza. Spoglądanie na horyzont, roztaczającego się tuż za wzgórzem, ciągnącego się w nieskończonej perspektywie morza, pozwala mi słyszeć i wierzyć, że nie tylko mój głos dostrzega sens zburzenia wielu krat i wyjścia ku prawdziwej wolności…

Jutro rano zostanie wygnany i odesłany statkiem jeden z moich współwięźniów, który w wyniku skrajnej eksploatacji stracił głos i pamięć o swojej tożsamości. Dla bractwa jest bezużyteczny. Rozumie tylko słowo „Dabl Czek”. Kiedy ktoś pokazuje mu co ma zrobić i mówi „Dabl Czek”, wykonuje polecenie jakby od tego zależało całe jego życie. Wiedząc, że „Wyższych” już nie obchodzi, przed jego wejściem na statek wskazałem mu skrzynię z listem, przeciągnąłem kredą linię prowadzącą od skrzyni do zaznaczonego na mapie punktu siedziby redakcji dwukrotnie powtarzając – „Dabl Czek”. Drogi Przyjacielu, niemy choć sercem oddany DabluCzeku, jeśli dzięki Tobie ta treść, moja pierwsza wiadomość trafi do odbiorców, niech Ci będą Dabl Dzięki”
Wasz (czekający również na Wasze głosy) KorpoVoice – needed to be heard.

PK
Korpovoice needed to be heard