„Our Team Leader is a so fake person. She is smiling to us and then screw us” – mówi do mnie szeptem kolega.

Mówi się, że dla absolwentów zatrudnienie w międzynarodowej korporacji jest sukcesem. W takim razie ja jestem bardzo szczęśliwą absolwentką, bo po ukończeniu studiów licencjackich na kierunku socjologia, trafiłam do jednej z największych firm outsourcingowych. Od ośmiu miesięcy jestem rzetelnym, uczciwym i sumiennym członkiem tego statku, który nieustannie dąży do jeszcze większych sukcesów. Mam świetne warunki pracy: dobra pensja, ładny szklany wieżowiec, miłe uśmiechnięte twarze kolegów, bezpłatne bilety do kina i mnóstwo innych benefitów. Muszę być w 100 proc. zadowolona, prawda? Nie do końca…

„Our Team Leader is a so fake person. She is smiling to us and then screw us” – mówi do mnie szeptem kolega.

Wszyscy gramy różne role: mamy/taty, brata/siostry, kolegi/koleżanki itp. Już William Szekspir twierdził: „Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą na scenę i znikają”. Jednak korpoteatr jest odrębnym rodzajem sztuki. Tak, twój TL (Team Leader) w pracy też jest aktorem. I wszyscy koledzy, którzy tak szczerze się do ciebie uśmiechają. No, nie płacz czytelniku, chyba już dawno o tym wiesz.

Ci ważni menedżerowie, którzy podczas „Induction day” dumnie opowiadali o głównych wartościach firmy, o szacunku, motywacji, profesjonalizmie i o tym, że to właśnie WY, zwykli agenci, jesteście na górze całego schematu hierarchii stanowisk, będą łamać te wartości. Ale nie martw się, tylko w specjalnych przypadkach (kiedy będą skrajnie wyczerpani albo zadowolenie klienta będzie stanowić większą wartość).

Na początku była bajka. Myślałam, że trafiłam do najlepszej firmy na świecie, mój TL jest niewyobrażalnie świetną osobą i w ogóle, prawdziwym przyjacielem. Wszyscy szefowie – nie da się znaleźć fajniejszych. W takiej atmosferze ambicja rosła, awans wydawał się leżeć w zasięgu ręki!

A co dalej? Po ośmiu miesiącach dowiaduję się, że kolega cierpi na problemy ze zdrowiem z powodu pracy, sąsiad za biurkiem zupełnie traci motywację, bo zarzuty ze strony przełożonych nigdy się nie kończą. Awans jest możliwy w bardzo rzadkich przypadkach,; gdy jesteś dobry w pracy raczej zaproponują ci coś takiego jak „part-time”. Podczas catch up’ów, town hallów albo meetingów, szefowie nadal mówią o wartościach i uśmiechają się. A później, gdy zaczynasz próbować robić coś więcej, brać dodatkowe obowiązki, zgadzasz się na ten „part-time”, wartości nagle się zmieniają i jedyną rzeczą, która ma sens staje się uśmiech na twarzy klienta, a nie na twojej, jak wcześnie obiecywano.

„Nie jestem osobą, która będzie dostarczać czerwone wyniki klientowi!” – krzyczy moja TL, potem używa obelżywych słów i atakuje. A już niedługo później przyznaje się, że wszyscy jesteśmy więźniami tego, co powie klient. Ani Team Leader, ani żaden manager nie mogą powiedzieć tego wprost agentom. Muszą grać role, że są szczęśliwi, zadowoleni i trzymają wszystko pod kontrolą. Bo to też tak bardzo lubią klienci, a więc tego wymaga polityka firmy.
I siedzi przed tobą, zmęczona, wyczerpana, blada, zaciska w rękach kubek z kawą. Szczera rozmowa z tobą to jej krótka przerwa przed wyjściem na scenę, scenę korpoteatru, gdzie będzie musiała znowu grać.

Tetiana Shataieva