Raz w tygodniu przychodzi ten moment, kiedy tydzień pracy kończy swój bieg, irytujące TGIF wyziera ze wszystkich zakamarków mediów społecznościowych, a ty z niecierpliwością przebierasz nogami pod biurkiem w casualowych trampkach.

Jeszcze tylko chwilka, jeszcze tylko momencik i będzie weekend. Zamkniesz pocztę. Komputer schowasz do szuflady, weźmiesz głęboki oddech i pobiegniesz odebrać dzieci z placówek, bo oto nadchodzi on. Armageddon. Bite dwa dni z owocami żywota.
Szanse na wyspanie się przez te dwa dni są równe trafieniu szóstki w totolotka i o ile codziennie musisz ich ściągać siłą z łóżek do szkoły, o tyle w weekend zawsze wstają przed szóstą. Śniadanie zjedzone, zęby umyte, ubranie założone. Dzieci gotowe do wyjścia, a to dopiero 6.15. – Może bajkę obejrzycie, a ja jeszcze pośpię? Nie? Że na dwór chcecie iść? Że dzień już jest? A idźcie sobie, proszę. A nie, wróć. Trzylatki same nie chodzą na podwórko. No to klops. I klopsiki. To może chociaż pograjcie w coś sobie grzecznie a ja sie ogarnę?
Ech.
Czy ty też zamykasz się w łazience w nadziei na 15 minut spokoju i zasypiasz na dywaniku obok wanny? Wtem budzi cię nagły łomot do drzwi. Idziemy? No idziemy, przecież cały czas idziemy. Zakładasz ciemne okulary zamiast robić makeup. Poprawiasz kucyk na głowie i wychodzicie. Totalnie puste miasto. Wszyscy normalni ludzie śpią o tej porze. Sklepy mają dostawy towaru, a piekarnie dopiero pieką bułki. Sprzedawcy warzyw i owoców rozładowują swój towar na rogach ulic i patrzą na ciebie, jak na przybysza z innej planety.

Na placu zabaw cisza. Siadasz na ławce. Spoglądasz na zegarek. 6.30. Czujesz jak zamykają ci się oczy. W końcu nikogo wokół nie ma. Nikt dzieci nie porwie. Nie uprowadzi (miejmy nadzieję, że kolejnego też nikt nie podrzuci). Wszystkie huśtawki nasze. I zjeżdżalnie. I te wszystkie porzucone zabawki. Wszystkiego pełno! Do woli! Ile tylko chcesz. Ale zasada dzieci numer jeden jest taka, że muszą się zawsze chcieć bawić tą samą zabawką. I żeby jeszcze razem. Ale nie. Każdy chce się nią bawić z osobna. Z drzemki wyrywa cię dramatyczny okrzyk „moja koparka!”.Na zmianę cieńszym i grubszym głosem. Starasz się nie interweniować, tak jak zalecają psychologowie. Niech dzieci załatwia to miedzy sobą. Niech sie dogadają. Niech budują komitywę i relacje. Ale czy oni to muszą robić na mojej zmianie?!
Ech.

Do południa czas mija powoli i leniwie. Dzieci się bawią, ty relaksujesz się z zimną lemoniadą i książką pod drzewem. Od czasu do czasu interweniujesz w konflikty z innymi dziećmi oraz regularnie proponujesz zdrowe przekąski i orzeźwiające napoje.
Och.
Powoli przestawiasz sie na tryb weekendowy i przestajesz narzucać dzieciom deadline’y i inne zadania do wykonania. Im mniej wymagasz, tym mniej się denerwujesz. Patrzysz ze spokojem jak dokazują, jak pluskają sie w wodzie, jak budują coś w piasku. Gdzieś miga ci reklama z hasłem „expect nothing, appreciate everything” i z tą myślą postanawiasz spędzić resztę weekendu.
Ach.

Powoli. Bez pośpiechu. Bez ciśnienia. Wystawiasz buzię do słońca i uśmiechasz sie do siebie. To będzie dobry dzień.

Magda Seko