Na pierwszym zebraniu w przedszkolu mojego syna, zlokalizowanym w centrum Mordoru, dowiedziałam się, że poza dodatkową edukacją patriotyczną, dzieci będą w ciągu roku realizować „projekt”.

Jeszcze nie wiadomo jaki, ale rodzice mają zabezpieczyć środki na jego stworzenie. Przedszkole serdecznie zaprasza też rodziców, dziadków, ciocie i wujków, by opowiedzieli pociechom o swoich zawodach. Wszak duch pracy w zawodzie trzeba wzbudzać od najmłodszych lat. Mama Gosi jest weterynarzem, tata Julka strażakiem, a my z koleżanką, także mamą, postanowiłyśmy, że pokażemy dzieciom jak robimy V-lookupy.
W tym samym czasie Ministerstwo Edukacji Narodowej opracowało swój projekt regulacji w sprawie doradztwa zawodowego dla przedszkolaków. Podczas zajęć z preorientacji zawodowej dziecko wykona swoje pierwsze portfolio, opowie o tym co lubi robić i dowie się, co mu wychodzi najlepiej. Program z różnego rodzaju scenariuszami można znaleźć w sieci.

I tak, to nie są żarty. W innych krajach, szczególnie w Skandynawii, gdzie edukacja jest na najwyższym światowym poziomie, moment podjęcia decyzji zawodowych odwleka się jak najdalej w przyszłość, by nie nadawać dziecku żadnego konkretnego kierunku, by mogło samo wydeptać swoje ścieżki i dojść do celu metodą prób i błędów. Polski system wydaje się bazować na zgoła kontrastowych rozwiązaniach. Zmotywowana jednak oraz pełna ciekawości o przyszłość mojego syna, zapytałam go nieśmiało w jakiej profesji widziałby się za kilkanaście lat. Odpowiedż była krótka i jasna. Będzie spajdermenem.
Powoli. Bez pośpiechu. Bez ciśnienia. Wystawiasz buzię do słońca i uśmiechasz sie do siebie. To będzie dobry dzień.

Magda Seko