Nie jest łatwo wychowywać trójkę malutkich dzieci i pracować na własnej działalności. Ale da się i warto.

Jest wiele sytuacji życiowych, które ukierunkowują na wykonanie w głowie analizy obecnego stanu życia prywatnego i zawodowego, a następnie do wykonania w nim drastycznych porządków. Jedną z tych sytuacji jest pojawienie się w moim życiu bliźniaków. Dla tych, którzy nie śledzą regularnie niniejszej rubryki, spieszę z przypomnieniem – ta dwójka to młodsze rodzeństwo rozpoczynającego przedszkolną karierę 3-latka, tak więc „trochę” się dzieje.
To także ten moment, w którym konieczne były drastyczne porządki w kwestii zawodowej – nie jestem przecież etatowcem, który po 2 tygodniach tacierzyńskiego wrócił na ciepły stołek i ma 8 godzin oddechu od domowego rozgardiaszu. Pracując na własnej działalności, po pojawieniu się na świecie Stefci i Franka, doba skróciła się o kolejne 2-3 godziny. Daje nam to, lekko licząc, kilkanaście godzin tygodniowo, których nie jesteśmy w stanie efektywnie wykorzystać na zwyczajną pracę.

Chcąc nie chcąc, trzeba było usiąść i skupić się na utrzymaniu efektywności finansowej w stosunku do coraz bardziej ograniczonych możliwości czasowych. I niektórych tu rozczaruję – da się ! Złotego środka nie ma, każdy w takiej sytuacji ma na pewno swoje sposoby. Owszem, pracując na własnym jedną ręką piszesz maila, drugą karmisz brzdąca, jednocześnie gadając przez telefon ze słuchawką w uchu i licząc, że maluchy nie zaczną płakać. zanim nie skończysz przyjmować telefonicznego zamówienia.
Tak jak pisałem w ubiegłym roku o moim obecnie 3-latku, nie wyobrażam sobie, abym te pierwsze miesiące życia własnych dzieci miał przesiedzieć w korpo, widząc brzdące o poranku i podczas ich zasypiania.

Maluchy rosną w oczach, zaczynają gaworzyć i zmieniają się z dnia na dzień. Niektórzy znajomi twierdzą, że w tym samym czasie można kariery robić zamiast w domu siedzieć. Ale na kariery przyjdzie czas (a może i nie przyjdzie), a wbrew pozorom da się połączyć dużą rodzinę z pracą na własną rękę. Wymaga to ogromnej samodyscypliny i zaparcia, wymaga to wielu wyrzeczeń, ale każdy ma swoją listę priorytetów i grunt to jej się trzymać.

Na koniec pozdrawiam wszystkich rodziców bliźniaków, którzy patrząc na zdjęcie okraszające niniejszy tekst, z automatu widzą upragnioną chwilę ciszy, dającą szansę na szybki telefon do kontrahenta bez dźwiękowego „tła”. Przypomnijcie sobie i napiszcie na FB Korpo Voice ile ta cisza może trwać w przeliczeniu na jedną butelkę mleka, ciekaw jestem czy i wy liczyliście.

Korpotata