Na temat wyglądu matek można by słuchać godzinami, szczególnie od osób, które dzieci nie mają, i które zawsze znajdą powód do krytyki. Pójdziesz do pracy raz w nieuprasowanej marynarce (no umówmy się, nie każdy jest urodzony do noszenia garniturów, niektórym lepiej wychodzi noszenie sukienek niezgodnych z korporacyjnym dress codem), to usłyszysz: Kobieto, ogarnij się, te dzieci cię zajadą, nie masz dla siebie w ogóle czasu, wyglądasz jak kocmołuch, zrób coś dla siebie, zadbaj, fryzjer się o ciebie pytał.

A jak mówisz, że po pracy idziesz na hybrydę, to wokół tylko głos oburzenia – Ale jak to, manicure?! Po dzieci biegnij szybko, czekają na ciebie w placówkach, płaczą, nie dość, że osiem godzin w robocie siedzisz to jeszcze chcesz iść do kosmetyczki? No naprawdę, o dzieciach byś pomyślała, zamiast próżność swą zaspokajać, pindrzyć się i stroić. Kto to widział, żeby matka dzieciom tak się ubierała na kolorowo. Żeby włosy miała codziennie ułożone. Przecież powinnaś być zaniedbana, narzekająca i wiecznie niezadowolona. I biadolić, że 500 plus nie takie, że samotne matki niczego od państwa nie dostają, że alimentów były nie płaci…

Generalnie rzecz ujmując, wszystkie te uwagi chowam sobie głęboko. Do torebki. Luis Vuitton. A jak mam akurat dzień zakupowy, to do zakupowej foliówki z Lidla. Ale w sumie nie o tym miał być ten tekst. Miał być o przyjemnościach dnia codziennego. I o tym, że ten dobry wygląd to taki trochę wynik naszego dobrego samopoczucia. Bo jak mieliśmy rano udany seks i ktoś nam kawę podał do łóżka, to uśmiech nam z twarzy nie zniknie do końca dnia, a policzki będą rumiane i bez różu. A jak spędzimy weekend w jakimś fajnym miejscu, to i na bronzerze zaoszczędzimy, bo opalenizna na nosie sama się zrobi. Bo tak sobie myślę, że najpiękniejsze kobiety to te, które są szczęśliwe. I nawet jak waga rano powie ci, że ważysz trochę za dużo, to też się świat od tego nie skończy. A zakończyć dzień szarlotką na kruchym cieście jest miło i fajnie, i daje kolejne +10 punktów do szczęścia i dobrego samopoczucia. Najlepsza szarlotka to ta domowa, ale najpiękniejszy manicure umęczonym dłoniom serwuje So Chic Beauty Bar, oczywiście w Mordorze.

Magda Seko