Prawie połowa matek pracujących twierdzi, że ich firmy nie oferują żadnych udogodnień dla rodziców małych dzieci. Niestety, przyjęty w wielu korporacjach styl pracy nie promuje rodzinnych wartości.

Często się zdarza, że jeśli nawet przełożeni nie robią problemów z urlopem i właściwym traktowaniem przyszłych matek, to już sam biurowy tryb życia stawia kobiety z dziećmi w trudnej sytuacji. Dodajmy do tego bieganinę z odstawianiem dziecka do żłobka o 7 rano przed pracą, odbieraniem o 18 i w efekcie na cieszenie się macierzyństwem pozostaje tylko weekend, kiedy trzeba jeszcze wypełnić inne domowe obowiązki. Zatem łączenie rodzicielstwa z pracą może naprawdę boleć. A to tylko mała część problemów korpomamy.

Gdy w drugim miesiącu dowiedziałam się, że będę mieć dziecko, zaczęłam się bać o zatrudnienie – zwierza się Agnieszka, mama trzyletniego Krystiana. – Mój mąż też pracował, więc mieliśmy zagwarantowane środki utrzymania w przypadku mojego zwolnienia, ale ja nie chciałam tracić pozycji w firmie, na którą tak ciężko pracowałam. O ciąży oficjalnie powiedziałam mojemu przełożonemu pół roku później. Może się to wydawać kuriozalne, ale wcześniej facet udawał, że nie widzi mojego rosnącego brzucha i zlecał mi dalej zadania w nadgodzinach – opowiada Agnieszka.

Utrudnienia dla korpomatek nie kończą się wraz z rozpoczęciem urlopu macierzyńskiego. Niestety po upływie (obowiązkowych!) 20 tygodni urlopu rodzicielskiego trzeba powrócić do biura, które przez te kilka miesięcy mogło zmienić się nie do poznania.

Miałam ciążę marzeń, mam dziecko marzeń, urlop macierzyński był wspaniałym czasem – mówi Małgorzata, matka czteroletniej Oli. – Jednak po powrocie do pracy wszystko się zmieniło. I nie chodzi tu o podejście do mojego macierzyństwa. Nie, nie! Wszyscy byli mili i wyrozumiali. Lecz przez te kilka miesięcy nieobecności tyle się pozmieniało, pojawiło się tylu nowych ludzi, tyle nowych projektów, nowych porządków, że trudno mi było to wszystko ogarnąć. Nie jestem w bliskiej znajomości z kolegami z mojego biura, więc podczas urlopu nie pytałam na bieżąco o wydarzenia w korpo. Niestety, ilość rzeczy, które musiałam nadrabiać, trochę mnie przerosła i gdyby nie „okres ochronny” po macierzyńskim, to zostałabym wywalona. Ostatecznie w pół roku jakoś udało mi się wrócić do normalnego trybu pracy, lecz później jeszcze długo nie dostałam żadnego awansu – dodaje ze smutkiem.

Warto dodać, że często okres ochronny jest tylko na papierze, bo jeśli ktoś chce zwolnić pracownika, to i tak znajdzie na to sposób. Szczególnie gdy świeżo upieczona korpomama zdradza chęci do dalszego powiększania swojej rodziny. Częstokroć pracodawcy wymagają od pracownika „pośredniego zdefiniowania” jego stosunku do posiadania dzieci. I choć ta praktyka jest wyraźnym gestem dyskryminacji, to przeciwdziałanie temu procederowi jest niezwykle trudne. Korporacje posiadają całą gamę argumentów przydatnych przy wręczaniu wypowiedzenia kobiecie, u której nagle zaczął odzywać się instynkt rodzicielski.

Niestety nie tylko pracodawca staje się wrogiem korpomamy.
W moim biurze istnieją dwa obozy: pracownicy będący rodzicami i pracownicy bezdzietni – mówi Anna, matka dwuletniej Lidii. – Tak naprawdę zauważyłam to dopiero wtedy, gdy sama zostałam mamą i stałam się częścią grupy rodziców, stanowiącej u nas mniejszość. Szef w ramach okresu ochronnego nie dawał mi jakichś wielkich przywilejów. Wykonywałam praktycznie tyle samo pracy co inni, ale od czasu do czasu mogłam trochę wcześniej wyjść do domu i nikt mnie nie przymuszał do nadgodzin. Oczywiście już takie minimalne udogodnienia spotkały się z cichym oburzeniem ze strony współpracowników. Były intrygi, ciągłe szeptanie za plecami, podchody do szefa. I nie da się ukryć, że to przynosiło i przynosi efekt. W naszej firmie to właśnie bezdzietni dostają najlepsze zlecenia i są inaczej traktowani przez przełożonych, więc praktycznie tylko osoby nieposiadające dzieci mają szanse na awans. A co gorsze, zdecydowanie bardziej zawistne są w stosunku do mnie bezdzietne kobiety. Nawet gdy usłyszą w biurze jakąś wypowiedź na temat dziecka, to aż publicznie manifestują swoje obrzydzenie. I jeszcze te zasłyszane teksty typu „chciała dziecko, to ma, ale niech tego bachora do pracy nie miesza”. Żałosne – podsumowuje Anna.

Polaryzacja środowiska biurowego wedle kryteriów dzietności i bezdzietności, to niemal standard w wielu młodych korporacjach. Pracownicy są nierzadko dzieleni na dwie grupy już przez samych pracodawców, by można było z tych „bardziej dyspozycyjnych” stworzyć zespół z większymi perspektywami na rozwój. Warto zatem wiedzieć, że jest to również przejaw dyskryminacji i w takich przypadkach powinno się interweniować, nawet na drodze prawnej czy przez Rzecznika Praw Obywatelskich. Jednak nie wszystkie firmy Mordoru mają negatywny stosunek do korporodziców. Mądry pracodawca wie dzisiaj, że dobry pracownik jest wart dobrego traktowania, a gdy ten pracownik stał się matką, to warto mu ułatwić życie. W wielu przedsiębiorstwach uważa się, że to właśnie rodzice pracują wydajniej, bo np. nie wychodzą na przerwę na kawę czy papierosa, dokładnie planują grafik, szybciej wykonują swoje zadania, by tylko wyjść z pracy o właściwej godzinie, bo dziecko czeka. Niektóre przedsiębiorstwa wprowadzają nawet dla takich osób specjalny tryb work-life balance, bo wiedzą, że udogodnienia dla rodziców to opłacalna inwestycja.

W moim biurze pracuje już 5 matek i 3 ojców i wszyscy wychowują swoje dzieci, równocześnie pracując na najwyższym poziomie – mówi Kasia, matka pięcioletniego Adama i dwuletniego Maćka. – Choć nie zawsze tak było. Przy pierwszym dziecku nie miałam aż takiego wsparcia, ale przy drugim było naprawdę tak, jak być powinno. I nadal tak jest. Zmiany nadeszły jakieś trzy lata temu. Nowe standardy, zupełnie nowe podejście. Przede wszystkim już przy informacji, że spodziewam się drugiego dziecka, otrzymałam natychmiast gwarancje wszelakich udogodnień w czasie ciąży. Nie pozwalano mi nawet na nadgodziny. Gdy już Maciek przyszedł na świat, z pracy dostałam zestaw dziecięcych ubranek i pampersów. To było naprawdę miłe. Natomiast podczas macierzyńskiego szef był ze mną w stałym kontakcie i co tydzień informował mnie o tym, co się dzieje przy moich starych projektach i o ogólnej sytuacji w biurze. Kiedy już wróciłam, przez kilka pierwszych miesięcy znów miałam taryfę ulgową, naturalnie w tym pozytywnym znaczeniu. Później, gdy któreś z moich dzieci zachorowało, to przełożeni pozwalali mi zostawać w domu i tam wykonywać tyle pracy, ile byłam w stanie. Poza tym na gwiazdkę wszystkie dzieci pracowników dostają kosz słodyczy lub bobofrutów od korpo, a starsze we wrześniu szkolną wyprawkę.

Jak widać, rodzicielstwo niekoniecznie musi oznaczać wielkie straty dla korporacji, a stosunek do korporodziców zależy przede wszystkim od kultury danego biura. Ponadto należy wiedzieć, że przywileje dla matek i ojców (o czym panowie często nie chcą pamiętać) to nie tylko kwestia obyczaju, ale również prawny obowiązek nałożony na pracodawcę, który trzeba egzekwować.