Jest ona przede wszystkim urządzeniem, dzięki któremu możemy przemieszczać się między piętrami. Niektórzy mówią tu nawet o podróżach. A jak wszystkim wiadomo, podnóże kształcą, więc można zaryzykować twierdzenie, że w czasie jazdy windą mimowolnie dokształcamy się.

Dokształcanie to wynika z faktu, że winda jest miejscem, gdzie się spotykamy, czyli dochodzi w niej do interakcji społecznych, spotkań towarzyskich, komunikacji międzyludzkiej przyjmującej mniej lub bardziej werbalne formy. A jeżeli tak, to należy się zastanowić nad tym, jak zachowywać się w tym szczególnym miejscu.

Temat savoir vivre w windzie już nie raz był poruszany i nigdy nie udało się określić jednoznacznie i powszechnie akceptowanych form i obyczajów. Bo czy wsiadając do niej, należy mówić dzień dobry, czy wychodząc – dziękuję, do widzenia, czy też życzyć miłego dnia? A co jeśli za chwilę znowu spotkamy się w windzie, czy powtarzać cały rytuał? A co z jedzeniem i piciem w windzie, czy wypada? Jak rozmawiać, by innym nie przeszkadzać. Jak w niej stać? Twarzą do ścianki, z nosem do niej przytkniętym, by zrobić innym jak najwięcej miejsca? Przecież odwracać się do kogoś plecami nie wypada. A może wręcz przeciwnie, przyjąć pozycję frontalną do współpasażerów i pozwolić im po zapachu zgadnąć, że właśnie zjedliśmy na lanczyk świetną sałatkę z czosnkowym dresingiem. A co z kolegą, który w profesjonalnym stroju kolarza sapie nam prosto w twarz, a aura jaką roztacza zdaje się mówić: „Mam do pracy 28 kilometrów, dziś trasa zajęła mi 40 minut. To mój rekord! Szkoda tylko, że mam tylko jeden strój na rower i tak mało czasu, by go częściej prać, ale kocham rower.” Kontrowersji nie powinno budzić przepuszczanie kobiet przez mężczyzn przy wsiadaniu i wysiadaniu. Jednak czy prawdziwy gentelman nie powinien wcześniej sprawdzić, czy za drzwiami jest kabina windy, by nie narazić koleżanki z pracy na niebezpieczeństwo? A co jeśli mężczyzna jest o kulach, bo właśnie wrócił z Alp, gdzie górskie powietrze zaszumiało mu w głowie i uwierzył, że jest królem stoku i potrafi, przyjmując pozycję jaskółki, równie doskonale jeździć na jednej narcie? Czy wtedy wejście do windy przed kobietą będzie łamało bon-ton?

Pomijając okoliczności, każdy z nas jest inny, a do tego jeszcze dochodzą nastroje i humory. Czasem lubimy spokój, ciszę i najchętniej nie odzywalibyśmy się, jeśli to niekonieczne, innym razem chętnie wdalibyśmy się w krótką, ale intensywną dyskusję, mijając kolejne piętra. Są też dni, że wsiada się do windy, licząc na chwilę rozrywki wśród osób, które pracują w tym samym budynku, albo przynajmniej na wymianę informacji w stylu: „Widziałem, że nasza gwiazda, znowu przyniosła rybę na obiad. Radzę nie zapuszczać się w okolicę kuchni w godzinach popołudniowych.” Inni mogą czuć nieodpartą potrzebę podzielenia się swoim sukcesem: „Cały weekend szalałam na Mazowieckiej i nie mam kaca! Jeszcze nie mam. Jaki dziś dzień?” Przy okazji wyjaśnia się zagadka, skąd brokat w całym biurze.

Zestaw zasad zachowania można tworzyć w nieskończoność, ale czy dzięki niemu będziemy szczęśliwsi? Antoni Słonimski kiedyś napisał słynne już słowa:Jeśli nie wiesz, jak należy się w jakiejś sytuacji zachować, na wszelki wypadek zachowuj się przyzwoicie.” Czasami jednak i to sprawia problemy, bo okazuje się, że przyzwoitość staje się pojęciem względnym. Po drugie nie zawsze zwykła przyzwoitość wystarczy. Wygląda na to, że kwestia savoir vivre w windzie jest problematyczna i ciężko znaleźć tu jednoznaczne i satysfakcjonujące odpowiedzi, o złotym środku nie wspominając.

Mój pomysł jest taki, by w miarę możliwości podzielić windy i dedykować określonym oczekiwaniom pasażerów. Poniżej przedstawiam trzy przykładowe propozycje, które mogą stanowić punkt wyjścia do dalszych rozważań.

Chillwinda: Jazda nią ma przede wszystkim wyciszać i relaksować. Tu nie musimy nic mówić wsiadając, jadąc i wysiadając. Przeznaczona dla wszelkiego rodzaju milczków, osób małomównych, lub po prostu potrzebujących chwili spokoju w tej krótkiej podróży. Coś analogicznego do stref ciszy w pociągach. Komunikacja w tej windzie ograniczałaby się do ukłonów, uśmiechów i innych, mało ekspresyjnych gestów. Mówiąc krótko, typ introwertyczny, skandynawski.

Regularwinda: Można powiedzieć zwyczajna winda, w której nie dzieje się za wiele, jak w polskim filmie. Osoba wysiadająca z niej powinna pozostać w stanie nienaruszonym, identycznym z tym w jakim była przed podróżą. Tu wskazana jest zwykła uprzejmość, czyli: dzień dobry, co słychać, miłego dnia, dziękuję i do widzenia. Zbytni ekstrawertyzm i ekshibicjonizm nie jest witany entuzjastycznie.

Freakwinda: Cudaczny pojazd dla wszelkiego rodzaju freaków, ekstrawertyków, artystów i innych zboczeńców. Wszystkie chwyty w niej są dozwolone, bo nigdy nie wiadomo czy czyjeś zachowanie nie jest po prostu happeningiem. Tu można wyrzucić z siebie wszystko, mówić, śpiewać, śmiać się, kręcić hula-hop, czy grać w klasy. Winda ta jeździ nie tylko w pionie, ale też na boki i w innych wszelkich, fantastycznych kierunkach. Przekracza matriksy i wymiary, a jazda nią jest przeżyciem ekstremalnym.

Nie uprawiam polityki, nie zamierzam dzielić społeczeństwa, ja tylko chcę dać wybór. Każdy na własną rękę może się zastanowić, pogimnastykować wyobraźnię, jaką windą dziś najchętniej by pojeździł. Którąś z powyższych? A może jakąś całkowicie inną, w której poczułby się dobrze i swobodnie. Czy nie byłoby miło gdybyśmy mieli taki wybór w miejscu pracy?

Dla niezdecydowanych zawsze pozostają schody, które jeszcze nie były wiązane z tematem savoir vivre, czyli wolne są od problemów przedstawionych powyżej.