Podstaw nogę, gdy nie widzi. Tak to wygląda zwykle: świeżak, nowa firma, tłumy ludzi. Kilka tygodni pracy i hurtowy napływ zaproszeń do grona znajomych. Czasem nawet nie kojarzy kto jest kim, ale on już jest kojarzony.

Staje przed dylematem: akceptować? Może lepiej założyć dodatkowy profil pracowy? Jednak akceptuje i zaczyna się wahać: wrzucić głupi obrazek, zdjęcie czy post z serii „bo wyszedłem z pracy o 16”. Tylko po co? W końcu prywatny Facebook , a pracę od życia prywatnego powinno się rozdzielać. Niestety to trudne.

Pewno ktoś z was spotkał się kiedyś z uwagą od przełożonego, że ten czy inny mem nie powinien znaleźć się na profilu, bo daje zły przykład, a to nie jest dobrze widziane przez zarząd (swoją drogą zarząd nie widzi naszej niskiej i ciągle zaniżanej prowizji, co roku mniejszych dodatków za „wczasy pod gruszą” czy bonów świątecznych – taka autostrada w jednym kierunku). Zawsze jest wyjście. Można usunąć post albo zablokować korpokolegów. W końcu oni tego nie widzą, a Facebook znowu jest nasz. Wolność słowa to nasze prawo, ale jak to z prawem bywa, zależy od punktu widzenia, a może raczej rzędu, w którym się siedzi.

Moim ulubionym tematem są facebookowe życzenia urodzinowe. Wchodzi sobie człek rankiem na swoją prywatną pocztę, a tam trzy powiadomienia: Nie zapomnij złożyć życzeń X, Y i Z. Chwała Panu, bo ja bym na bank zapomniała. Otwierasz FB i widzisz te obłędne, wiele mówiące i płynące ze szczerego serca, takie wylewne – 100 lat, najlepszego, pomyślności etc. Czasem wśród nich można dojrzeć bukiet kwiatów czy kilka zdań co napawa nadzieją, że ktoś tu kogoś naprawdę lubi, bo poświęcił kilka sekund więcej – wysilił się. Na koniec dnia podsumowanie. Y dostał 85 powiadomień z życzeniami. Y to jest gość, nawet prezes napisał dwa słowa. Jejku jejku, Y to lizus!

Na Facebooku najlepiej pisać tylko „ochy i achy”. „Ach, na jakim super filmie byłam w weekend – kino kostarykańskie”, albo „Och w tym roku na wakacje obieram kierunek na Wyspy Owcze”. Albo tak: „Ach, nasza firma wygrała konkurs na najlepszy projekt okładki z okazji Dnia Śledzia”. I zupełnie banalnie: „Och, ta nowa restauracja nigeryjska jest mniam”. Nie wolno bezwzględnie zamieszczać postów w stylu: „mam już dość, nie mam pracy, nie daję rady”, bo jak mi powiedziała kiedyś jakaś pani z korpo, to jest negatywne, nie świadczy o waleczności, daje złą energię.

Każdy ma problemy, ale nie musi myśleć o problemach innych i takie tam bla bla bla. Dlatego nawet jak jest źle, nic nie wychodzi, nie ma się ochoty, by wstać z wyrka, wylali cię z pracy (jak śpiewał Soyka: „Gdy wszystko idzie źle i nie masz dokąd pójść, przyjaciół tłum rozproszył się…”) to i tak nie piszemy, że jest dół, że nie ma pomysłu na siebie, tylko po prostu łykamy tabletki i nie męczymy innych swoim narzekaniem, nie zwalamy winy na zły świat korporacji i ludzi. Leczymy się, by wstawać z łóżka, by znowu dać radę i nie czuć się wypalonym, i w końcu szukamy nowej pracy w innym korpo.

Bo nie oszukujmy się, ale korporacja daje poczucie stabilizacji, bezpieczeństwa i przyzwoite pieniądze. A kiedy już znajdziemy to kolejne stanowisko, znowu będziemy brylować na FB. Znowu będą lajki. Bo Fb to towarzystwo wzajemnej adoracji na targowisku próżności. Czyż nie? I kocham te programy do przeróbek zdjęć.

Zatem, Moi Drodzy, pamiętajmy, że Facebook jest złudny. Patrzymy na setki pięknych zdjęć, uśmiechniętych twarzy, energetyzujących postów. I to jest fajne. Ale oglądajmy to z pewną dozą nieśmiałości, gdyż nie wszystko co widać jest w stu procentach szczere.

Zamiast siedzieć online, lepiej umówić się ze znajomymi w realu i oderwać się od życia przy komputerze. W innym wypadku coś naprawdę fajnego może Was ominąć.