Jednocześnie ten jeden raz w roku możni zdają się dostrzegać maluczkich, podczepiając się pod silnie zakorzenione w naszej kulturze Boże Narodzenie, starają się pokazać ludzką twarz, obdarowując szaraczków. Bezinteresowność i hojność aż bije po oczach, gdy w korpokalendarzu zakreślamy listopad.

Pierwszy prawdziwy cud objawia się w postaci dokumentu, który obdarowany musi wypełnić zanim otrzyma głęboko przemyślany bon prezentowy. Informacje spływające na papier mają wskazać w jak wielkim stopniu nie stać cię na życie i jak bardzo potrzebujesz zapomogi. Bo tym właśnie jest ów “prezent”. Częścią składową funduszu socjalnego, ale kto by tam kwestionował jego pochodzenie, czy intencję oraz wysiłek obdarowującego, są przecież święta!

Kryterium finansowe również jest częścią podarunku! Im więcej zarabiasz, tym Mikołaj będzie mniej hojny. Niewątpliwie warto karać pracownika za sukces. W takim razie, czy prezesi nie powinni otrzymać rózgi? Czy podobne rozwiązania sprawdzą się w innych dziedzinach życia? W takiej chociażby bankowości, im większą kwotę wpłacamy na lokatę, tym lepszą stopę procentową otrzymamy i na koniec roku zarobimy więcej pieniędzy. To błąd! W myśl świąteczno-korporacyjnej logiki powinniśmy otrzymać niższy procent od większej kwoty. Co się będzie bogacz wychylał? Sam sobie kup pan prezent! Dzwoneczki dzwonią, sanie jadą dalej, a korporacyjny Mikołaj pozostawia po sobie nawet więcej pamiątek!

Zanim przejdziemy do obecnych korpoświąt, warto przedstawić kontekst historyczny. Nie jest tak, że pracodawca zawsze trafia kulą w płot, bądź odwraca się do pracownika spodnią częścią swej szlachetnej sylwetki. Istnieją tzw. stare dobre czasy, których wspomnienie tylko podkreśla mizerię obecnej sytuacji. Nie dalej jak trzy lata temu, w pewnej korporacji, za siedmioma górami i lasami, zorganizowano dużą, obfitującą w strawę i napitki imprezę, na której w ramach loterii rozdawano podarki. Oczywiście nie każdy mógł zostać obdarowanym szczęśliwcem, jednak konkretny charakter owych prezentów, solennie wynagradzał selektywny charakter Świętego Mikołaja. Wieże audio, dyski przenośne, telewizory, sprzęt AGD, odkurzacze, bonifikaty finansowe, czego tylko dusza zapragnie!

Na usta ciśnie się radosne „Hurra”! I właśnie taki okrzyk wypłynął z wnętrza mile zaskoczonych pracowników, wibrując wśród ścian roztańczonej knajpy, w samym sercu stolicy. Efekt „wow” nieco przygasł, gdy okazało się, że fundatorem nagród nie była firma matka, a klienci korporacji. Cóż, pomyśleli sobie pracownicy, liczy się skuteczność, może to sprytne rozwiązanie długofalowe? Nic bardziej mylnego. W kolejnych latach nagród rzeczowych nie przewidziano. Atrakcje były, a jakże. W tej roli losowanie… dni wolnych!

Nie zrozumcie mnie źle, każda godzina poza biurem to wspaniałe przeżycie tyle, że… w poprzednim roku były konkretne prezenty, które niewątpliwie przydały się pracownikom i prawdopodobnie będą dumnie stały na półkach przez najbliższe kilka lat. Następnym razem rozlosują kolejność wychodzenia do łazienki? Miejsce przy oknie? Możliwość ucałowania obu dłoni prezesa?

Pokrzepieni lekcją historii wracamy do obecnych „nic już nie jest takie jak dawniej” czasów, oczekując na kolejne podarki od korporacyjnych Mikołajów!

Kalendarz adwentowy z  papierowymi oknami kryjącymi pyszne czekoladki. Ależ się w tym roku postarali, myślisz sobie. Tylko zaraz, dlaczego na okładce nie ma szopki, zwierząt, Jezuska, czy świętego Mikołaja? Może chociaż choinka, prezenty, trochę śniegu? Nie, zamiast tego przyozdobiono ów kalendarz gustownym logo. Zarządcy budynku. No cóż, miło, że dział PR nie próżnuje. Czuć ducha outsourcingu! To tylko pierwszy prezent, niewątpliwie rodzima firma czeka na moment bliższy Wigilii, to pewne jak fakt, że zima zaskoczy drogowców. Dni mijają, pogoda wariuje, deszcz, śnieg atakują szklane biurowce, zaczynasz się niepokoić. Zdradziecko, w kuluarach, krytykujesz politykę firmy, zakładasz prezesom słomiane buty, ciężko wzdychasz wpatrując się w szare niebo. Niepotrzebnie. Bo oto jest, długo wyczekiwany podarek od Świętego Mikołaja.

Czerwone, całkiem spore pudełko, gustownie oplecione złotą wstążką idealnie koresponduje z pozytywnym zaskoczeniem na twarzach korpoludków. Zaczynasz czuć się głupio, jak niewdzięczne dziecko, które nie zorientowało się, że rodzice szykując niespodziankę jedynie udawali, że nie pamiętają o twoich urodzinach. Z uśmiechem chwytasz spojrzenia pozostałych pracowników. Wreszcie, pełen nadziei i spokojnego, radosnego oczekiwania zdejmujesz pokrywkę, a tam… trociny. Niemal prawdziwe, tylko powstałe z przepuszczonego przez niszczarkę, białego papieru. Niechybnie umieścili w środku coś kruchego, cennego i zabezpieczyli papierem. Dzięki tej myśli odrzucasz rodzące się rozczarowanie i sięgasz po kartkę. Na pewno w środku znajduje się bon prezentowy albo może gotówka? Niestety kartka jest pusta, pozbawiona świątecznych motywów, marnej jakości i opatrzona logiem firmy. Ciężko wzdychając, myślisz sobie:
– Może chociaż z życzeniami się postarali?“

Wszystkiego najlepszego z okazji świąt Bożego Narodzenia”

No cóż, nawet w standardowym szablonie zwykle życzymy również szczęśliwego nowego roku. Z drugiej strony pracodawca wie, że twój takowy nie będzie. Zagryzasz zęby i zaglądasz w przestrzeń pod kartką. Wśród trocin znajdujesz czekoladkę oraz plastikową szyszkę na pokrytej brokatem sztucznej gałązce. Czekoladkę. Jedną. Część pracowników od razu „przyozdobiła” boksy plastikową gałązką, aby stworzyć namiastkę świątecznej atmosfery. Wyszeptano pierwsze dowcipy w stylu: „Hej, to przecież za dużo czekolady! Kiedy ja to wszystko zjem?”.

Nagle przychodzi wiadomość mailowa. Otwierasz ją i patrzysz na zdjęcie rozpakowanego pudełka, w którym ktoś rozgrzebał niby-trociny i “znalazł” 50 zł na dnie. Kolejne zdjęcia przedstawiają ukryte w trocinach pendrive’y, długopisy, temperówki, czy stare myszki komputerowe. Parskasz śmiechem. Część ciebie jednak wciąż żywi nadzieję, więc rozgrzebujesz własne ścinki, które nie kryją nic więcej poza zażenowaniem. Opuszczasz biuro z silnym przeświadczeniem, iż szkoda pieniędzy na takie akcje. Zapomoga świąteczna słabo koresponduje z radosnym obrazem świąt. Lepiej już nic nie przygotować, niż zrobić to źle. Z całego serca, możni korpowładcy:
“Wszystkiego najlepszego z okazji świąt Bożego Narodzenia” I jako że słomiane buty pozostawiamy wam, dopisujemy ręcznie na każdej kartce: „I szczęśliwego nowego roku!

Wracając do domu, postanawiasz się przejść. Szczelniej otulasz zmęczone ciało płaszczem, poprawiasz czapkę, chuchasz w zmarznięte dłonie, uświadamiając sobie, że przecież niedługo kolejna okazja, by wesprzeć pracownika. Noworoczna impreza na pewno przyniesie oczekiwane spełnienie! Mijasz rozśpiewanych, uśmiechniętych kolędników, a mroźne powietrze stopniowo rozwiewa rozczarowanie. Pewnie się oszczędzali, przecież garść prezentów, gdy wszyscy się tego spodziewają to żadna zasługa! Uspokojony, pełen nadziei, idziesz dalej, do domu, by odpocząć i cieszyć się chwilą wytchnienia. Gdy następnego dnia docierasz do biura, jesteś niemal pewnien, że słyszysz dzwonki sań….