Krytykują siedzący tryb życia i narzucają sportowy. Z zazdrością patrzę wtedy na przedstawicieli niektórych zawodów. Są tacy, którym łatwiej jest utrzymać przyzwoitą wagę bądź zrzucić kilka zbędnych kilogramów i podporządkować się rygorowi pięknych i wysportowanych kobiet sukcesu.

Weźmy takiego robotnika, cały dzień na słońcu, dźwiga materiały budowlane, kopie doły, obsługuje ciężki sprzęt. Takiemu to dobrze, zbędne kalorie same wiedzą kiedy odpuścić! Ratownik, policjant, strażak, to oczywiście stresogenne zawody, jednak zestaw wykonywanych obowiązków sprzyja wysokiej formie fizycznej. A co z korpoludkami?

Tragedia. Osiem, dziesięć lub nawet dwanaście godzin spędzonych przy biurku. Do tego siedzę na krześle drugiego sortu, zupełnie odmiennym jakościowo od tych korpotronów pokazywanych w amerykańskich filmach. Wgapiony w ekran komputera. Potem wracam zmęczony do domu, włączam telewizor, a tam Chodakowska, Lewandowska i cała reszta tej perfidnie wysportowanej bandy, tylko czeka, by oskarżycielskim tonem zaatakować:
Jedz zdrowo! Wyjdź na dwór, pobiegaj. Na sport zawsze jest czas!
Jasne, sam się prosiłem, trzeba było nie włączać odbiornika, wszak całe życie nam powtarzają: Przy siedzącym trybie pracy najlepszy jest aktywny wypoczynek! „Aktywny wypoczynek”to jakiś mit. Skąd wziąć energię po zamulającym dniu, pełnym e-maili, ślęczenia przed ekranem, wykonywania sprzecznych korpoobowiązków?

Lewandowska powiedziałaby: Jedz zdrowo, a będziesz pełen energii! Słowo daję, naprawdę chciałbym wcielić w życie te odkrywcze słowa. Nie tylko ja zresztą.

Praca w korporacji, szczególnie w roli najmniejszego trybika, to prawdziwa zmora dla szczupłej sylwetki. Komu udało się po dołączeniu do zespołu zrzucić kilka kilogramów? Ręka w górę! Cóż, za tą polaną na pewno nie znajduje się las rąk.
Kolega z projektu, przychodząc do pracy w korpo ważył 76 kilogramów. Po kilku miesiącach, licznych cateringowych obiadach, promocyjnych kebabach od Pana Kanapki osiągnął zatrważający wynik 114 kg! Przytył prawie czterdzieści kilogramów! Sytuację tylko trochę ratuje fakt, iż ów znajomy mierzy niespełna dwa metry.

Jako że sam dorzuciłem z dziesięć kilogramów, mogę potwierdzić, że moment, w którym uświadamiamy sobie, że waga wcale nie jest zepsuta, a ubrania nie skurczyły się w praniu, nie należy do najprzyjemniejszych. Żeby nie myśleć, jak bardzo powinienem usprawnić swój tryb życia zmieniam kanał. Mecz. 22 wysportowanych milionerów biega za piłką. Przed oczami stają mi buty do biegania oraz ścieżka w parku, którą powinienem wydeptywać regularnie podczas joggingu. Najgorsze, że gdy nie spalamy energii, gnuśniejąc podczas wykonywania siedzącej pracy, niejako „z nudów” odczuwamy większy głód. By zrealizować wiszące nad nami targety, zjadamy cokolwiek, nie odchodząc od biurka choćby na minutę, jedną ręką odpowiadamy na mail, drugą wpychamy ociekającą sztucznym sosem, pozbawioną świeżych warzyw, wysokokaloryczną kanapkę. Wieczorem do biura zagląda Pan Kanapka, oferujący w promocyjnej cenie fast food, którego nie udało mu się sprzedać gdzie indziej. Pomijając śmieciowy charakter użytych składników, wożenie jakiegokolwiek posiłku przez cały dzień, po różnych lokalizacjach, nie sprzyja jego wartości odżywczej.

Niestety, podstawową wadą zdrowych posiłków jest czas i energia, które należy poświęcić, aby je przygotować. Zdaję sobie sprawę, iż w tym wszystkim chodzi o odpowiednie zagospodarowanie wolnego czasu, jednak w korporacyjnej rzeczywistości nie jest to wcale takie łatwe. Wspominałem już o stresie, który towarzyszy niektórym zawodom, które jednocześnie wymuszają aktywny tryb życia. Otóż w korporacyjnym biurze również odczuwamy stres, nie otrzymując rekompensaty w postaci aktywności fizycznej. Czy zdążymy wykonać wszystkie powierzone zadania? Osiągniemy odpowiedni procent danego współczynnika, który mierzy nawet najbardziej absurdalne części składowe wykonywanych obowiązków? Notoryczna ocena pracownika na comiesięcznych spotkaniach z bezpośrednim przełożonym też do łatwych nie należy. Typowo korporacyjne maksymalizowanie zysków jak najmniejszym kosztem, dla wielu pracowników stanowi niewyczerpane źródło zgryzot i stresu.

Moi drodzy, ofiary korporacyjno-siedzącego trybu pracy, przykuci obowiązkami do znienawidzonych biurek, dzielę z wami trudności z uprawianiem „aktywnego wypoczynku”, codziennie wyrzucam sobie brak odpowiedniej postawy i najchętniej porzuciłbym próby zmiany dotychczasowego trybu życia.

Jesteśmy coś winni naszym wymarzonym, szczupłym sylwetkom! Nawet jeśli celem nie będzie przebiegnięcie maratonu, zawodowa gra w piłkę, czy zatrudnienie w modelingu, pamiętajmy, że zdrowie jest najważniejsze! O tak, wkraczam w strefę truizmów i motywacyjnych zaklęć. Będę waszą Lewandowską, Chodakowską, Malinowską, Kowalską czy Ibiszem. Nie dajmy się pogrzebać pod stertą śmieciowego jedzenia, przywiązani w pracy do jednego ekranu, ulokowani w domu przed telewizorem. Wyłączam odbiornik, znajduję zakurzone buty do biegania i wychodzę szukać dawno zapomnianej ścieżki. Wiem, że będzie bardzo trudno, wielokrotnie podczas biegu powtórzę sobie w myślach: Po co się męczyć? Przestań biec!

Jednak wtedy przed oczami stanie mi obraz nieszczęsnych, dodatkowych, ociekających tłuszczem czterdziestu kilogramów, które musi dźwigać mój znajomy, biegnących tuż za mną, próbujących dopaść marzenie o wakacyjnej sylwetce. Wtedy zacisnę zęby i przyspieszę, choćby to miała być ostatnia rzecz jaką zrobię w życiu!