Człowiek musi pracować. Bez pracy, uczenia się, obowiązków, traci się motywację do rozwoju i do życia. Ale też i nie samą pracą człowiek żyje. Równie ważna jest zabawa – mówi Wirginia Szmyt, najstarsza DJ’ka w Polsce, znana fanom jako DJ Wika.

Od lat grywa pani w pubach, klubach, na imprezach masowych. Prowadzi pani imprezy, także firmowe i gra na nich do białego rana! Jak – dobiegając 80 lat – udaje się pani zachować tyle energii i jeszcze promieniować uśmiechem?
Nie wiem. Nie zastanawiam się nad tym. Po prostu staram się dobrze wykorzystać każdy dzień i cieszyć się z tego, co przynosi. Staram się myśleć pozytywnie. Niczego też nigdy nie żałuję. Nie zadręczam się, że coś zrobiłam nie tak, jak być może powinnam albo że czegoś nie zrobiłam. Takie zadręczanie się nic nie daje, a tylko człowieka osłabia, więc po co? Staram się też nie porównywać z innymi, bo to zawsze rodzi jakieś wewnętrzne konflikty. Zaczyna się myśleć źle o sobie lub o innych. Przez całe życie spędzam też dużo czasu z innymi ludźmi. Wcześniej, pracując jako pedagog specjalny z młodzieżą, dziś z seniorami czy też grając, jako DJ. To także pozwala mi pozytywnie ładować akumulatory, stawiać sobie nowe cele i nadaje działaniom sens. Myślę też, że remedium na wiele problemów jest kreatywność. Szukanie rozwiązań, a nie roztkliwianie się nad trudnościami. Poza tym lubię pracować, lubię się uczyć, a to również wyzwala energię.

Jak to się stało, że w ogóle została pani DJ’ką?
Gdy przeszłam na emeryturę, zaczęłam prowadzić na Okęciu Klub Seniora. To tam wpadłam m.in. na pomysł organizacji dancingów dla klubowiczów. Później związałam się z fundacją, której siedziba mieściła się w tym samym budynku co warszawski Pub Bolek. Żeby zarobić na bieżące sprawy fundacji, nawiązałam kontakt z pubem, gdzie również grałam dla gości. Pewnego dnia, mnie oraz to co robię dla seniorów, zauważyły zachodnie media. Zachwyciły się, że starsi ludzie w Polsce nie tylko potrafią klęczeć, ale i tańczyć. A potem powoli zaczęłam być rozpoznawalna także w Polsce i dostawać coraz więcej propozycji występów. Od młodych DJ’ów, z którymi zaczęłam wspólnie grywać, nauczyłam się obsługiwać sprzęt mikserski. Dziś mam już swój własny, bez którego się nie ruszam. I jestem szczęśliwa, bo ciągle coś się dzieje, bo poznaję wspaniałych ludzi, bo ciągle czegoś nowego dowiaduję się o świecie.

Gdy grywa pani na imprezach korporacyjnych, jaki obraz współczesnych przedsiębiorstw pani z nich wynosi?
Chyba nie potrafię w tym momencie uogólnić. Każdą imprezę, podobnie jak każdą korporację, tworzą ludzie. To od nich zależy, jak wszystko funkcjonuje. Na jednych imprezach widzę wyraźne podziały, jeśli chodzi o hierarchię wśród pracowników, na innych całkowity jej brak. Te drugie, bardziej mi się podobają, bo ja jednak całym sercem jestem za integracją, a nie podziałami. Na podziały szkoda życia. Dlatego podoba mi się, kiedy zaciera się relacja szef-podwładny, wszyscy pracownicy siedzą przy jednym stole, bawią się wspólnie, a nie w podgrupach. Oficjalne relacje są przydatne w pracy, ale kiedy mamy się bawić, kiedy spotykamy się poza zawodowymi obowiązkami, żeby się lepiej poznać i zrelaksować, podkreślanie braku równości, moim zdaniem, jest zbędne i wręcz utrudnia osiągnięcie celów takiego spotkania.

Wielu ludzi marzy o wcześniejszej emeryturze, o tym, by już w końcu nie musieć chodzić do pracy, żeby wreszcie skończył się obowiązek codziennego wstawania i pedałowania do roboty. Pani za to wydaje się tytanem pracy.
Lubię żyć aktywnie i chyba zwariowałabym na emeryturze, siedząc w domu i gapiąc się w okno. Być może niektórzy ludzie nie lubią tego co robią albo nie dostrzegają w swoich działaniach większego sensu, więc marzą o ucieczce. Pewnie jest też grupa osób, które co prawda chodzą do pracy, ale wcale nie po to, żeby w niej pracować. Motywuje ich jedynie to, że muszą coś robić, żeby mieć na utrzymanie, a nie praca sama w sobie. Oni faktycznie mogą uważać, że emerytura będzie dla nich wybawieniem. Osobiście nie jestem zwolenniczką takich rozwiązań. Myślę, że bez pracy, bez obowiązków człowiek się uwstecznia. Dlatego jestem wielką zwolenniczką zatrudniania przez firmy nie tylko młodych ludzi, ale i seniorów. Według mnie byłoby to z pożytkiem dla obu stron.

To znaczy?
Dziś mamy coraz więcej ludzi starszych w społeczeństwie. Wśród nich jest wielu specjalistów, ludzi o ogromnej wiedzy, umiejętnościach, doświadczeniu, czyli bogatych w to wszystko, co powinno być istotne dla przedsiębiorcy – zakładając, że zależy mu na posiadaniu kompetentnego personelu. Gdy owi specjaliści przechodzą na emeryturę, ich potencjał się marnuje. Bez pracy, bez właściwego wykorzystania wiedzy, jaką dysponują, potencjał traci ukierunkowanie, rozmywa się. Z kolei firmy przyjmując młodych, muszą zainwestować w ich szkolenie, przygotowanie do pracy na danym stanowisku. W przypadku zatrudniania seniorów nie musiałyby już ponosić takich kosztów. Część starszych pracowników z powodzeniem mogłaby też służyć swoją wiedzą młodszym pracownikom, stając się ich mentorami.

Pani zdaniem, współczesne przedsiębiorstwa powinny poważnie pomyśleć o wprowadzaniu większej równowagi wiekowej w swoich zespołach, a nie tylko hołdować młodości?
Dokładnie. Zatrudnienie seniora ma wiele zalet. Ma on mniej obowiązków niż młodzi, którzy zajęci są budowaniem rodziny, wychowywaniem dzieci, realizacją zawodowych ambicji. Większość starszych ludzi ma to już za sobą. Nie muszą już niczego nikomu udowadniać, więc nie będą stawiać nacisku na rywalizację. Mogą regulować niekorzystne nastroje w grupie. Wbrew pozorom potrafią być bardziej elastyczni choćby godzinowo, jeśli chodzi o wykonywanie zawodowych obowiązków, bo przecież w życiu prywatnym mają mniej na głowie, niż młodsi. Jednocześnie dla seniorów byłoby to korzystne z tego względu, że cały czas byliby aktywni, mieliby poczucie, że są ważni i potrzebni, a tego wielu z nich, dziś właśnie najbardziej brakuje.

Stąd pomysł na organizację Parady Seniorów, która we wrześniu przeszła ulicami Warszawy?
Organizacja takiego wydarzenia od dawna była moim wielkim marzeniem. Tak, chodziło o to, by pokazać, że seniorzy są wśród nas, że potrafią być pełni życia, bawić się, być aktywni. Nie są szarą strefą, której nikt nie zauważa. Są radośni, kolorowi, otwarci na innych i widoczni czy to się komuś podoba, czy nie.

A są osoby, którym się to nie podoba?
Czasem ktoś napisze do mnie na FB: „Pani już nie jest nastolatką, żeby się tak ubierać, tak zachowywać. W tym wieku trzeba już siedzieć cicho, nie wypada się odzywać”. Odpowiadam wtedy, że nie wypada nie dbać o higienę, łazić nago po ulicy, kraść, kłamać, być wulgarnym czy opryskliwym, ale nikt mi nie wmówi, że osiągając pewien wiek, nie mam prawa wypowiadać swojego zdania czy cieszyć się z życia. Że nie wypada tańczyć czy włożyć czerwonych spodni.

To dlatego ma pani różowe włosy i ubiera się tak kolorowo?
Lubię taki styl i dobrze mi z nim. Pasuje do mojej osobowości i tego, jak młodo czuję się duchem. Nie wiek ma tu decydować, ale to, co nam w duszy gra. W Polsce jeśli seniorzy chcą wyjść z cienia, muszą porzucić ten toksyczny przekaz: „nie wypada”. Nie dajmy sobie tego wmówić. Chrzanić „nie wypada”! Pozwólcie sobie żyć i cieszyć się tym życiem.

Jak zatem żyć za młodu, by dorobić się szczęśliwej starości?
Pracować, uczyć się i nie zapominać o zabawie.