Jesień zbliża się nieubłaganie, a wraz z opadającymi liśćmi i deszczem, może spaść nam poziom energii, odporności na stres i motywacji do pracy.

O tym jak zachować dobrą psychiczną formę rozmawiamy z fachowcem – Agnieszką Szafrańską-Romanów, psycholożką, psychoterapeutką, terapeutką uzależnień w Centrum probalans w Warszawie.

Aleksandra Kozłowska: – Z jakimi problemami przychodzą do waszego centrum pracownicy korporacji?
Agnieszka Szafrańska-Romanów: – Spektrum jest bardzo duże. Problemy ze stresem, niewyrabianie się z planami, mobbingowanie przez kierownictwo i to najczęściej w białych rękawiczkach, bez widocznej dla innych przemocy werbalnej. To uporczywe nękanie e-mailami (także w czasie urlopu), pomijanie w awansach, mimo dobrze realizowanych obowiązków, pomniejszanie zasług. Jest to dla pracownika niesłychanie obciążające psychicznie, co z kolei nierzadko wiąże się z zajadaniem stresu, a w dalszej kolejności tyciem.

Kolejne zgłaszane problemy to: kłopoty ze snem (trudności z zaśnięciem, budzenie się w nocy często z uczuciem niepokoju, sen złej jakości), problemy z libido (a co za tym idzie pogorszenie relacji partnerskich, rozdrażnienie, wybuchowość, brak kontroli nad emocjami, co źle wpływa na atmosferę w rodzinie), dolegliwości somatyczne np. w postaci kłopotów z układem pokarmowym, napięciowymi bólami głowy, problemami z kręgosłupem (m.in. różne drętwienia). Takiemu pacjentowi zwykle fizycznie nic nie dolega; dokładnie się przebadał, zdiagnozował wzdłuż i wszerz, ale poczucie, że coś złego dzieje się z jego ciałem pozostało. Tymczasem to w ten sposób maskuje się depresja. Nie zawsze bowiem objawia się klasycznie, czyli apatią, brakiem energii, radości życia.

Z jakimi problemami jeszcze zmagają się pracownicy?
Osobna sprawa to uzależnienia: od pracoholizmu po „alkoholizm w krawacie”. Pracoholizm to uzależnienie, z którego często trudno zdać sobie sprawę, bo przecież pochłonięty obowiązkami, oddany pracownik, który pierwszy przychodzi do biura i ostatni wychodzi, jest ceniony i nagradzany. Do „alkoholizmu w krawacie”, jak nazywa się zapijanie stresu, przyznać się jest bardzo trudno, więc często pracownicy trwają w iluzji, że skoro piją drogie, markowe alkohole (co z tego, że co wieczór), to nie są przecież alkoholikami, jak ci, którzy przed blokiem upijają się tanim winem.

Pracoholizm jest szczególnie podstępny. Zaangażowanie w pracę niepostrzeżenie zmienia się w zbyt silny związek. Praca staje się drugim domem, człowiek spędza w niej coraz więcej czasu. A to sprawia, że traci kontakt z żoną, mężem, partnerem, rodziną. Więzi się rozluźniają, a wtedy powstaje przestrzeń na… romans. I to najczęściej romans z kimś z pracy. Bo koleżanka/kolega lepiej mnie rozumie niż żona/mąż, bo to ona/on mnie wspiera, bo z nią/z nim łączą mnie emocje przy przygotowaniu ważnego projektu, a po pracy fajna rozmowa przy piwie. Coraz więcej par, które przychodzą na terapię małżeńską doświadcza kryzysu spowodowanego zdradą właśnie z osobą z otoczenia korporacyjnego. Bez terapii po zdradzie, powrót do nawet względnej normalności jest praktycznie niemożliwy. Rany otwierają się przy każdym małym kryzysie, kłótni, niejednoznacznej sytuacji. I wszystko zaczyna się od nowa.

Jak dużo osób z korpo trafia na przysłowiową kozetkę?
– Jeśli chodzi o pacjentów z dużych firm to zgłasza się ich coraz więcej. Większość z nich to kobiety, choć i coraz częściej mężczyźni zaczynają się przełamywać. A jeszcze kilka lat temu mężczyzna na terapii był ewenementem. Nic zresztą dziwnego skoro pracownicy korporacji wciąż mają wdrukowywane, że trzeba być silnym, nie mazgaić się, nie rozklejać. Tego samego uczy się przecież chłopców: „nie becz”, „bądź mężczyzną”. Stąd w dorosłym wieku męskie problemy z przyznaniem się do takich emocji jak smutek czy lęk. Albo potrzeba terapii. Wszystko to odbierane jest jako oznaka słabości. Dziewczynki z kolei blokowane są w wyrażaniu złości – mogą sobie popłakać, ale krzyknąć i tupnąć nogą? Co to, to nie. Na złość pozwala się mężczyźnie. Szef może się wkurzyć i ujdzie mu to na sucho.

Na czym polega pomoc terapeuty? Czy pacjenci z korporacji oczekują szybkiego efektu? Dziś wizyta, dziś ulga?
– Zdarza się takie podejście, ale na szczęście rzadko. Większość osób rozumie, że terapia to proces. Jak można pomóc? Przede wszystkim wspólnie z pacjentem ustala się źródło problemów. Często fakt, że ujawniają się one u pracownika korporacji jest wtórny. Prawdziwe przyczyny leżą w dzieciństwie, w tym jaki był dom rodzinny: czy była w nim przemoc, alkohol, chłód emocjonalny, jakie były relacje z rodzicami, jak wyglądała komunikacja. Dom to źródło wzorców, schematów towarzyszących nam przez całe życie. Czasem dopiero w gabinecie terapeuty osoba uświadamia sobie, że jest dorosłym z rodziny dysfunkcyjnej, często alkoholowej (tzw. DDA) i dalsza terapia polega na pracy nad tym syndromem. Gdy już dotrzemy do genezy problemów, pracujemy nad sposobem jak lepiej sobie z nimi radzić. Jak na przykład zbudować w sobie poczucie wartości, jak dbać o związek. Często to właśnie terapeucie, a nie przyjacielowi czy przyjaciółce łatwiej opowiedzieć o najbardziej bolesnych sprawach. Terapeuta zawsze zachowa to w tajemnicy, będzie starał się pomóc. Dyskrecja to podstawa w naszym zawodzie. Na pewno warto spróbować dać sobie pomóc.

Jak zatem pracować w korporacji i przetrwać? Czy na dłuższą metę to w ogóle możliwe?
– Oczywiście! Bardzo ważna kwestia to umiejętność stawiania granic. Praca, owszem, obowiązki, wytyczne, wyniki – na tym przecież polega korporacja, ale w tym wszystkim istotne są granice. Trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć „Stop! Ten weekend jest dla rodziny, wyjeżdżam i wyłączam telefon.” Urlop to czas dla mnie i najbliższych. Asertywność, a co za tym idzie szacunek dla siebie.

Druga sprawa to poznanie technik radzenia sobie ze stresem. Stres zawodowy jest ściśle związany z wykonywaną pracą i nie oszukujmy się, nie da się go uniknąć, ale tym bardziej trzeba umieć odreagowywać napięcia w konstruktywny sposób, aby nie nabawić się depresji czy zawału serca.

Kolejna kwestia: umiejętność kontrolowania emocji. Wiele osób gubi się we własnych odczuciach, nie potrafi się do nich przyznać, nie potrafi się z nimi skonfrontować, bo w dzieciństwie odmawiano im prawa do części z nich. Pierwsza rzecz to dać sobie prawo do odczuwania i wyrażania wszystkich emocji – od smutku, żalu i lęku, po zazdrość i gniew. Co nie znaczy jednak, że skoro mam prawo do złości, to mogę ją w nieskrępowany sposób okazywać. Asertywny komunikat emocjonalny nie może ranić czy obrażać otoczenia.

Myślę, że kluczową sprawą jest także dystans, o który – jak mi się wydaje – łatwiej, gdy ma się rodzinę. Praca to praca, wiadomo, że ważna, ale zawsze można ją zmienić. Natomiast związek, dzieci to fundament. Jeśli z nimi wszystko jest dobrze i mamy z nimi fajny kontakt, reszta jest naprawdę mało istotna.

Brak dystansu i zatracenie się w pracy może mieć katastrofalne skutki nie tylko dla samego korpopracownika, ale dla jego związku i rodziny. Przewlekły stres, wypalenie zawodowe czy w konsekwencji depresja, doskwiera przede wszystkim pracownikowi, ale oddziałuje negatywnie także na partnera i dzieci. Ale rodzina jest także źródłem wsparcia. Zatracenie się w robieniu kariery może skutkować samotnością. Na wszystko w życiu jest odpowiedni czas, na założenie rodziny także.

Niestety, jeżeli przed czterdziestką ktoś ocknie się i stwierdzi „no to teraz czas na rodzinę” , może najzwyczajniej nie zdążyć np. z byciem rodzicem. A to bywa frustrujące. Trzeba mieć zdrową równowagę między życiem zawodowym a osobistym, umiejętnie dzielić czas i zaangażowanie pomiędzy te dwa kluczowe obszary – na to w Centrum Probalans kładziemy szczególny nacisk.