Stan idealny łatwo sobie wyobrazić. Dojeżdżamy do pracy wygodną, szeroką, wydzieloną drogą rowerową, z której intuicyjnie trafiamy do budynku wjazdem znajdującym się na poziomie ulicy – bez wjazdu pod górkę, zjazdu, o schodach nie wspominając.

W środku czeka na nas odpowiednia liczba stanowisk, w których można zostawić rower bez strachu, że ktoś go ukradnie, potrąci czy zabrudzi. W dodatku, sam rower powinien swobodnie wyschnąć, jeśli pada deszcz lub śnieg. Na nas powinna czekać szatnia z prysznicami i z szafkami, w których można zostawić strój rowerowy, jeśli ktoś pedałuje w profesjonalnym outficie. A stąd już kilka kroków do windy, która zawiezie nas na odpowiednie piętro.

I wiele firm o tym wie. Stojaki rowerowe i miejsce na nie w garażu już nikogo nie dziwią. Ochroniarze już nie wyganiają rowerzystów, którzy ubłoceni pakują się do budynku. Łazienki z prysznicem stają się w każdym większym biurze równie powszechne, jak kuchnie. Ale diabeł tkwi w szczegółach.
Niektóre rzeczy można zrobić bardzo łatwo. Zasugerowałem na przykład, żeby skrócić szlaban o metr. Dojazd do miejsca parkowania rowerów byłby ułatwiony, a pozostałym użytkownikom by to nie zaszkodziło. Brak reakcji. Jeżdżę więc przez furtkę dla pieszych – opisuje swoją drogę do pracy w jednym z biurowców na Służewcu Krzysztof, nasz czytelnik. – Wygospodarowanie miejsca w garażu dla rowerów to też problem. Na obietnicach się skończyło. Na zewnątrz są stojaki, ale jest ich zbyt mało. Latem są obwieszone rowerami, a zimą oblepiony błotem rower potrafi na zewnątrz po prostu zamarznąć – wylicza.
Kolejny kłopot jest z prysznicami. Mamy trzy, ale zlokalizowane w toaletach dla niepełnosprawnych. Po przyjściu do pracy najlepiej posiedzieć na kibelku z nieodłącznym telefonem w ręku i wyciągniętymi nogami w toalecie dla niepełnosprawnych wzbogaconej prysznicem. Wyłania się z tego taki obraz, że niby wszystko jest, ale w szczegółach nie jest tak dobrze – podsumowuje.

Od prysznica w Aquariusie

Infrastruktura rowerowa dla niektórych deweloperów może być jednak okazją, żeby się wyróżnić. Echo Investment nie ukrywa, że komfort pracownika, który przyjeżdża do biurowca na rowerze, to jedna z zalet ich budynków.
– Tak jak wszyscy, zaczęliśmy od strzeżonych miejsc na rowery w okolicach biurowców. Szybko okazało się, że to po prostu nie wystarczy – mówi Paweł Słupski, specjalista ds. PR w Echo Investment. – To zaczęło mieć znaczenie około 2013 r. To wtedy, przy okazji naszej wrocławskiej inwestycji Aquarius Business House, pokazaliśmy, że można zrobić coś więcej niż postawić stojak i ochroniarza. To był pierwszy budynek z miejscem w garażu dedykowanym właśnie rowerzystom, wyposażony w szatnię, suszarnię i prysznice. O takich drobiazgach jak zestawy narzędzi do naprawy roweru nie wspomnę. Potem to samo zaplanowaliśmy w Parku Rozwoju na warszawskim Służewcu, w gdańskim Tryton Business House, w krakowskim O3 Business Campus, czy w innym wrocławskim budynku West Gate, który w całości zajmuje Nokia. Dziś to nasz standard, w każdym nowym budynku planowany na wstępie – wyjaśnia.

Dlaczego? Bo na takie rozwiązania jest popyt. Słupski podkreśla, że klienci sami w pewnym momencie zaczęli pytać „czy będzie to samo, co w Aquariusie”.
– Liczbę miejsc rowerowych uzależniamy od wielkości budynku. W warszawskim Q22, obliczonym na ok. 50 tys. m kw. powierzchni biurowej to sto dziesięć miejsc. W gdańskim Trytonie, który jest mniej więcej o połowę mniejszy, to odpowiednio mniej. Ale w każdym z tych przypadków pracownik wjeżdża do garażu, zostawia rower tam, skąd nikt go nie zabierze, kilka kroków dalej ma szatnię z szafkami, gdzie może wysuszyć ubranie, przebrać się i wziąć prysznic, czyli właściwie taki standard jak na basenie. A potem, odświeżony, wsiada do windy – opisuje Słupski.

Pracownik kuszony serwisem

We Wrocławiu, gdzie lokalny „Mordor” rozrasta się między ulicami Legnicką a Strzegomską, w okolicach Mikołajowa, zarówno miasto, jak i firmy widzą, że rowerzystów jest coraz więcej.
Sieć dróg rowerowych jest niezła. Z każdego miejsca łatwo dojechać do centrum, a szczególnie Mikołajów jest dobrze skomunikowany, bo na Legnickiej są dwie drogi rowerowe, a na Strzegomskiej jedna. Właściwie przy każdym biurowcu powstaje sensowny, zadaszony parking rowerowy – wylicza Krzysztof Nowak właściciel rowerowej marki Hultaj i warsztatu rowerowego, który sam jeździ po mieście na dwóch kółkach.
Nowy trend to serwisy rowerowe, na przykład w czasie pikniku dla pracowników. Przygotowujemy wtedy miejsce, do którego można przyjechać z rowerem, a tam go przejrzą i naprawią. Sami zostaliśmy niedawno wynajęci przez jedną z firm na sześć dni – dodaje.

Nowak zaznacza, że w stolicy Dolnego Śląska lobby rowerowe jest silne, co przekłada się na korzyści dla korporowerzystów. Ale wskazuje też na zwykłą konieczność, z powodów, które znają też pracownicy warszawskiego Służewca.
Wrocław jest w katastrofalny sposób zakorkowany. W dodatku promocja komunikacji miejskiej nie działa tak dobrze jak w Warszawie. Mam wrażenie, że przynajmniej gdy jest lato, łatwiej przekonać kierowcę, by w drodze do pracy skorzystał z roweru, niż z komunikacji miejskiej – zauważa.

Gdańsk rowerowy z natury

– Biurowce Olivia Business Centre i Alchemia mają bardzo dobre warunki – osobne parkingi rowerowe, szatnie, prysznice – wylicza Remigiusz Kitliński gdański pełnomocnik prezydenta miasta ds. rowerowych. – Firma LPP zakupiła ostatnio rowery służbowe dla pracowników, a niektóre inne firmy dopłacają do ich zakupu. W Gdańsku promowanie dojazdów do pracy na rowerach jest zjawiskiem dość powszechnym. Warto wziąć choćby pod uwagę duże zaangażowanie firm w kampanię European Cycling Challenge – wskazuje.
Gdańsk to zresztą najbardziej rowerowe polskie miasto. Jedyne, w którym udział podróży rowerowych sięga w niektórych miesiącach dwucyfrowego odsetka. Już wiele lat temu zaczęto tam intensywnie rozbudowywać infrastrukturę rowerową, jednocześnie uspokajając ruch samochodowy. Choć w Gdańsku, co nietypowe dla dużych polskich miast, nie ma systemu roweru publicznego, miasto w dwóch ostatnich latach wygrywało w ogólnoeuropejskim konkursie ECC, o którym wspomniał Kitliński, który polega na zliczaniu kilometrów przejechanych przez rowerzystów. W tegorocznej, majowej edycji też jest na czele.

Kitliński podkreśla, że udogodnienia w biurowcach, to pomysły firm i ich zarządców, ale np. odpowiednia liczba miejsc postojowych wymagana jest w zapisach miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego.

W Krakowie z kolei przykładem biurowca, który rowerzystów lubi i hołubi jest Enterprise Park, w którym swoje siedziby mają m.in. firmy Cisco i Delphi. Poza tym już trzeci sezon pracownicy mogą od zarządcy budynku wypożyczyć rower. Początkowo, testowo, było ich 10. Dziś flota rozrosła się do 30. Nic to nie kosztuje, sprzęt można wypożyczyć nawet na trzy dni, a sama wypożyczalnia jest niezależna od raczkującego dopiero systemu roweru publicznego w stolicy Małopolski.

Co więcej, zarządca biurowca planuje w tym roku zorganizować po raz drugi z rzędu Bike Day, czyli imprezę dla pracowników, podczas której stawia serwis rowerowy, organizuje zawody dla pracowników, możliwość testowania nietypowych rowerów itp. Głównym celem ma być promocja dojazdów do pracy na jednośladzie. W zeszłym roku z serwisu skorzystało ponad sto osób.

Bike Days są organizowane przez Bike2Box, która sama jest przykładem na coraz większą chęć korzystania przez pracowników korporacji z rowerów. Bike2Box to jedna z tych firm, które dzięki nim funkcjonują. Poza organizacją wspomnianych imprez – nie tylko w Krakowie, bo od początku kwietnia podobne odbyły się w Busines Garden w Warszawie i w Poznaniu, a także w Arkońska Business Park w Gdańsku – oferuje deweloperom systemy wypożyczalni składanych rowerów, czy systemy ich przechowywania, np. przez montaż obsługiwanych jedną ręką wieszaków rowerowych.

Kiedyś stojak, dziś prysznic, jutro…?

Mam wrażenie, że zwrócenie uwagi na rowerzystów wymusili sami pracownicy – zastanawia się Słupski z Echo Investments. – To bardzo często wciąż młodzi ludzie, którzy pracują w zachodnich firmach technologicznych ,mających swoje oddziały w Polsce, a wcześniej pracowali w tych samych firmach za granicą. Dla nich infrastruktura, o której mówimy, jest czymś naturalnym – twierdzi.

Lepsza infrastruktura dla korporowerzystów w miejscu pracy, została też, siłą rzeczy, wymuszona przez lepszą infrastrukturę rowerową w drodze do pracy.
Od kilku lat miasta wydają duże pieniądze nie tylko na wymalowanie białej linii w połowie chodnika, ale na wydzielone pasy, śluzy rowerowe, przejazdy, które coraz rzadziej ustępują jakością tym z Holandii, Danii, czy Niemiec. Pieniądze, początkowo głównie unijne, coraz częściej są wydawane z własnego budżetu. Bo dobra droga rowerowa od razu zapełnia się rowerzystami, którzy domagają się kolejnych udogodnień.

Systemy rowerów miejskich to tylko wierzchołek tego procesu. Sukces Wrocławskiego Roweru Miejskiego, a niedługo później jeszcze większy sukces Veturilo i systemów w innych miastach to efekt pomysłu urzędników. Przekonali do niego mieszkańców, pokazując, że rower nie służy wyłącznie rekreacji, ale jest pełnoprawnym miejskim środkiem transportu. W Warszawie zauważono, że regularni użytkownicy Veturilo, którzy w pewnym momencie z niego rezygnują, to najczęściej osoby, które po prostu kupują własny rower.

Dlatego na szatni i prysznicu zapewne się nie skończy, a pierwsze próby – jak w Krakowie – by pracownikom udostępniać rowery, a nie tylko infrastrukturę do nich mogą za kilka lat być kolejnym biurowym standardem.

Co dalej? W Belgii, Holandii i Francji są firmy (czasem to inicjatywa miast) dopłacające swoim pracownikom za przyjeżdżanie do pracy na dwóch kółkach. Pionierem w Polsce była kilka lat temu sopocka firma Blue Media. I temu pomysłowi pracownicy korporacji, zwłaszcza ci, którzy już dziś pedałują do pracy, kibicują chyba najmocniej.