Aleksandra Kozłowska: Za oknami listopad. Zimno, ciemno, człowiek z trudem krzesze z siebie energię, by rano wstać i zrobić kawę, a co dopiero zmotywować się do pracy.

Dorota Wellman (szybko, głosem pełnym energii): Nie rozumiem takiej sytuacji, kiedy człowiekowi nie chce się wstać do pracy. Sama bardzo ją lubię, więc wstaję raźno, by jak najszybciej się w niej znaleźć. Codziennie mam wiele planów, spieszy mi się, by zacząć je realizować. I myślę tu nie tylko o korporacji, jaką jest TVN, ale również o moich pasjach, dla których równie chętnie zrywam się z łóżka, takich jak choćby lotnictwo czy czytanie.

Myślę, że to również bardzo istotne – mieć zajęcia, zainteresowania, które napędzają nas do życia. To, czy mamy rano energię, by wstać do pracy, moim zdaniem, zależy od nastawienia do życia. Jeśli wciąż nas ciekawi co przyniesie dzień, jeśli chcemy się sprawdzać, ciągle uczyć, zdobywać nowe doświadczenia, to nawet w najciemniejszy listopadowy poranek wstaniemy rześko i bez problemów.

Już wiem co panią najbardziej motywuje do pracy. A co zniechęca?
Motywują mnie nowe zadania, wyzwania. Lubię sprawdzić czy dam sobie radę, jak wypadnę w nowej roli. Rzeczywiście, w mojej pracy nie doświadczam na szczęście nudy i powtarzalności. Każdy dzień jest dla mnie czymś nowym. Gdyby tak nie było, zmieniłabym pracę. Bo najbardziej zniechęca mnie monotonia.

Ktoś może powiedzieć, że jest pani po prostu szczęściarą, która ma bardzo ciekawą, dobrze płatną pracę w telewizji i nic dziwnego, że tak ochoczo pani do niej wstaje. A co mają zrobić ci, którzy w stresie i pocie czoła mozolnie pną się w korporacyjnej hierarchii?
Tacy ludzie, jeśli nie czerpią z tego satysfakcji, może powinni zastanowić się nad tym, czy nie cierpią na wypalenie zawodowe lub na depresję. W takich sytuacjach powinni poszukać pomocy specjalistów. Nie warto przecież tkwić w czymś, co nie daje nam radości, poczucia, że się rozwijamy. Jeśli mamy się męczyć, pogrążać w zniechęceniu, bez szans na awans, zacznijmy szukać nowej pracy, choć oczywiście nie zawsze jest to łatwe. Najważniejsze to zacząć o tym myśleć, wyjść poza schemat codziennej rutyny i rozglądać się za czymś nowym. Może warto zastanowić się nad założeniem własnej firmy? Po latach praktyki, zdobywania wiedzy i doświadczeń takie rozwiązanie często okazuje się najlepsze. Wreszcie robić coś po swojemu, na własny rachunek. Różne mikrobiznesy, np. w internecie przynoszą swoim właścicielom satysfakcję i niezłe pieniądze.

Dlatego nie należy bać się zmian?
Właśnie! Oczywiście „stara” praca wydaje się bezpieczna, daje stabilizację, co w sytuacji, gdy spłacamy kredyt jest ważne. Często właśnie kredyty trzymają nas przy niesatysfakcjonującym zajęciu. Ale równie ważny jest rozwój. Zmian można szukać nawet w obrębie tej samej korporacji; na innym stanowisku, w innym dziale.
Ale tu pojawia się strach przed nowymi zadaniami, nowymi technologiami. A jeszcze ci młodzi, pełni zapału i pomysłów depczący nam po piętach.

Ci młodzi pełni energii niech się dowiedzą, że mam 56 lat, a energii i odwagi jeszcze więcej. I że zamierzam pracować jeszcze długo, długo. Zmiany to dziś clou tego świata. Pracownik, który jest na zmiany otwarty, który nie zakłada z góry, że każda zmiana oznacza zmianę na gorsze, to pracownik idealny. Takich ludzi się poszukuje: chętnych do poznania czegoś nowego, sprawdzenia się. Odwagi, otwartości na zmiany można się nauczyć, wyćwiczyć małymi krokami.

Czy zdarzały się w pani życiu zawodowym chwile zwątpienia, rezygnacji?
Każdy je ma, ja też. Takie momenty przeżywałam, gdy dostawałam propozycje odległe od moich oczekiwań. Z niektórych rezygnowałam, niektórych się podejmowałam, choćby po to, by zobaczyć jak sobie poradzę. Dzięki temu wiem, że nie poprowadziłabym dobrze np. teleturnieju – to nie moja „bajka”.

Wykłady motywacyjne, które pani prowadzi, opiera pani na własnych doświadczeniach?
Wyłącznie! Wtedy są one w stu procentach wiarygodne. Mówię o tym, co rzeczywiście miało miejsce, opowiadam o prawdziwych sytuacjach i wydarzeniach, nie o czymś, co zasłyszałam gdzieś z drugiej ręki. Opowiadam o tym, czego sama doświadczyłam – o sukcesach i klęskach – ta autentyczność najlepiej działa na słuchaczy. I okazuje się, że choć wykonujemy różne zawody, mnie i słuchaczy bardzo wiele łączy. Praca w telewizji to tak samo, jak w innych korporacjach nieraz sprawy, które trzeba zrobić, a niekoniecznie ma się na nie ochotę, to współpracownicy, z których część się lubi, część nie, to szef i jego określone wymagania…

Dostaje pani potem jakiś odzew? Wie, jakie efekty przynoszą wykłady?
Często tak. Nawet po kilku latach ktoś mi mówi, że po takim spotkaniu jednak zmienił pracę, otworzył własny biznes. W październiku dostałam Nagrodę Hortensji, którą przyznaje Kapituła National Speakers Awards i Stowarzyszenie Profesjonalnych Mówców za mówienie „do rzeczy i do ludzi” oraz użyteczną twórczość dla publiczności. A więc moje wykłady to nie czcza gadanina. Przyjęłam w nich zresztą zasadę, że najpierw ja mówię przez godzinę, rozmawiam ze słuchaczami, odpowiadam na ich, często trudne pytania, o karierę w telewizji, o tym jak radzić sobie z głupcami w pracy. Moje wystąpienie jest tylko pretekstem do dyskusji, z której ja również dużo czerpię dla siebie.