Fantastyczna atmosfera, tłum tak samo ubranych uczestników, wspaniały doping w stylu: „Dasz radę, już tylko sto metrów”!

Tegoroczny Poland Business Run odbył się w ośmiu miastach i przyniósł ponad 1 650 tys. zł. Dzięki temu będzie można zakupić protezy i opłacić rehabilitację dla co najmniej 66 osób.

“Świetne jest to, że wiele osób biegło po raz pierwszy, w zwykłych adidasach, z kondycją dość średnią, więc często to był raczej trucht niż bieg. Ale najważniejsze, że ci ludzie wstali zza swoich korporacyjnych biurek żeby w aktywny sposób zrobić coś dla innych” – mówi Olaf, jeden z uczestników tegorocznego, szóstego już Poland Business Run.

Olaf startował w drużynie Korpo Voice z Warszawy, wydawcy naszego magazynu.

Sam prowadzę aktywny tryb życia: chodzę po górach, biegam w maratonach i półmaratonach od dziesięciu lat, PBR był więc dla mnie przebieżką. Ale i nowym doświadczeniem, bo w biegu charytatywnym wziąłem udział po raz pierwszy. I byłem bardzo pozytywnie zaskoczony skalą przedsięwzięcia, profesjonalnym przygotowaniem.
Skala faktycznie może robić wrażenie. Tym razem pobiegło bowiem 20 135 biegaczy, czyli o ponad 4 tysiące więcej niż rok temu. Swoje pięcioosobowe sztafety wystawiły 1363 firmy z ośmiu miast: Krakowa, Warszawy, Łodzi, Poznania, Katowic, Gdańska i Wrocławia oraz –debiutującego – Lublina.

Lublin pobiegł po raz pierwszy, a to doskonały dowód na to, że impreza się rozrasta” – nie kryje radości Agnieszka Pleti, prezes Fundacji Poland Business Run. “I mimo że to miasto bez dużych firm, zaangażowanie uczestników, a także urzędu wojewódzkiego, było ogromne. Kolejna cudowna sprawa, że we związku z PBR pojawiają się nowe inicjatywy. W tym roku pobiegli też żołnierze z kontyngentu polskiego w Kosowie. W ten sposób chcieli wesprzeć swoich rannych kolegów.

Lampka nadziei

Poland Business Run to bieg, którego celem jest zebranie funduszy dla osób po amputacjach. Tegoroczny wynik to ponad 1 650 tys. zł, o 500 tys. zł więcej niż w roku poprzednim. Dzięki temu Fundacja będzie mogła kupić protezy i opłacić rehabilitację dla co najmniej 66 osób. Jedną z nich jest Łukasz Ciszek, który niecały rok temu w wypadku stracił obie nogi.

– To niezwykłe wrażenie widzieć tylu zwykłych, zapracowanych ludzi, którzy biegną dla nas – mówi Ciszek. – Kibicowałem im w Krakowie. Mieszkam 120 km od tego miasta, wyruszyliśmy więc z żoną o 6 rano. Całą drogę lało jak z cebra. „Nie ma mowy żeby ktoś przyszedł w taką pogodę, na pewno odwołają imprezę” – mówiliśmy sobie jadąc w strugach deszczu. Ale przyjeżdżamy, a tu mrowie gotowych do startu biegaczy. Zatkało nas ze wzruszenia.

Dla Łukasza Ciszka PBR ma też bardzo wymierne znaczenie. – Koszt jednej protezy nogi to 50 tys. zł, ja potrzebuję dwóch – mówi. I zaznacza: – Moim marzeniem jest, by w przyszłym roku też pobiec w Poland Business Run. Mój kolega, osiem lat po wypadku, z protezą już biega. Dla mnie więc też jest jakaś lampka nadziei.

W Krakowie najlepszą drużyną (tu biegło ich najwięcej, bo aż 1063) była ekipa Dotfizjo. Jeden z jej zawodników, Adam Czerwiński, okazał się nie tylko najszybszym biegaczem w teamie, ale też najszybszym w Krakowie i Polsce (patrząc tylko na średnią prędkość – 2,54 min./km). Nic z w tym dziwnego. – Dziesięć lat trenowałem w kadrze Polski, do dziś biegam regularnie – mówi Czerwiński, obecnie nauczyciel WF. – W naszej drużynie większość chłopaków ma na koncie niezłe doświadczenie w biegach. W PBR startowaliśmy po raz trzeci i po raz trzeci wygraliśmy. Zwycięstwo ma oczywiście znaczenie, ale nie tylko to jest ważne – liczy się też pomoc potrzebującym.

W Gdańsku, gdzie startowało 228 składów najszybszy był IP Kwidzyn Team. Dla nich to też nie był debiut w PBR, w tym roku wystartowali po raz drugi. – Rok temu mój zespół zajął drugie miejsce, tym razem pierwsze – nie kryje dumy Krzysztof Wasiewski, kapitan drużyny. – Świetna impreza, a dzięki temu, że charytatywna, daje podwójną przyjemność. Raz, że można pobiegać, co w naszej sztafecie wszyscy lubimy, dwa, że jest fajny cel.
Wrocław reprezentowało 471 składów, najszybszy był team Trenujznami.pl. Natomiast w Warszawie pobiegło w sumie 857 drużyn, z których najlepszą okazała się Krosno Glass Running Team.

Za rok znowu startuję!

Biegłam po raz pierwszy, a na co dzień nie uprawiam joggingu. Choć cały dystans to ok. 4,2 km, dla mnie było to wyzwanie życia – pół żartem przyznaje Justyna Szawłowska, założycielka Korpo Voice. – Oczywiście zamierzałam zacząć treningi przynajmniej dwa tygodnie przed imprezą, ale z dwóch tygodni szybko zrobił się jeden, z czego trzy dni kurowałam się po tym, jak podczas wakacji wywaliłam się, potykając w lesie o korzeń. Mimo braków kondycyjnych Szawłowska z entuzjazmem opowiada o biegu.

Fantastyczna atmosfera, tłum tak samo ubranych uczestników, wspaniały doping w stylu: „Dasz radę, już tylko sto metrów!”.

Tak motywowali mnie ludzie na ostatnim odcinku, kiedy już ledwo zipałam – śmieje się naczelna Korpo Voice. – I fajne jest to, jak te drużyny sobie robią selfie po biegu. Uśmiechnięte twarze i mega integracja firmowa. Niby zagonione korpoludki, a potrafią zwlec tyłek (i to w niedzielę!) na trzy godziny po to, by zrobić coś dla siebie, poczuć adrenalinę zawodów, doping  kibiców i jeszcze komuś przy tym pomóc. I dodaje: – Mimo że po PBR nie zostałam fanką biegania, w przyszłym roku na pewno znów wystartuję i gorąco namawiam do tego wszystkich!