Święta, czyli magiczny czas, kiedy bliźni staje się nam bliższy. Przede wszystkim dlatego, że wpycha się przed nasze auto, jadąc z pasa dla lewoskrętów prosto, bo przecież spieszy mu się bardziej niż każdemu innemu kierowcy tkwiącemu w tym korku.

W innej wersji „bliskość” polega na tym, że z wózka w Lidlu podkrada nam wywalczonego łokciami karpia, na którego czekaliśmy w kolejce od rana, bo kosztował 5 złotych za kilogram, to o 25 groszy taniej niż w Biedrze.

Podobnie rzecz się ma z magicznym czasem rodzinnym. Powoli zaczyna się żonglowanie miejscami przy stole, by zdecydować kto nie powinien siedzieć koło kogo i o czym przypadkiem nie rozmawiać ze stryjeczną siostrą teściowej, żeby nie wywołać rodzinnego armagedonu. Aby miło i w świątecznej atmosferze spędzić ten czas, trzeba również zrobić zakupy spożywcze i przygotować prezenty, co w dobie internetu da się ogarnąć bez ruszania się z kanapy. Niestety ze sprzątaniem, gotowaniem i przerwą świąteczną w systemie edukacji naszej latorośli już tak łatwo nie będzie.

Od razu uprzedzę: Grinchem nie jestem i absolutnie nie jest tak, że świąt nie lubię. Marzą mi się święta spędzone w rodzinnej atmosferze, z uśmiechniętą żoną, podającą potrawy, dziećmi cieszącymi się na myśl o prezentach, bez kłótni, pośpiechu, tak jak to wygląda w telewizyjnych reklamach. Tylko czemu, rzeczywistość w znacznej mierze odbiega od tej kreowanej w telewizji? Święta Bożego Narodzenia to chyba jeden z bardziej stresujących momentów w roku. Nie tylko trzeba się uporać z rodziną, korkami, czy bliźnimi życzącymi ci śmierci w wyścigu po choinkę, ale również z ostatnimi momentami na realizację targetu sprzedażowego, a także wigiliami firmowymi, podczas których dzieją się rzeczy co najmniej dziwne.

Coraz częściej myślę o tym, aby spakować rodzinę i na święta po prostu wyjechać, tak, aby ten czas spędzić razem, bez pośpiechu, stresu czy kłótni. Odciążyć małżonkę, bo kilka dni sprzątania, potem gotowanie jedynie po to, aby przy wigilijnym stole stwierdzić, że padamy na twarz, chyba nie jest tym, na czym ostatnimi czasy mi mocno zależy.

Dwójka dzieci wystarczająco daje w kość, więc tym bardziej nie chcę, aby święta kojarzyły się z dodatkowymi jeszcze obowiązkami. Odrzucę ideę pojednania z dalszą rodziną, którą spotykamy i tak dwa razy w roku, celem budowania fajnych wspomnień dla moich najbliższych. Bardzo chciałbym, aby moje dzieci w przyszłości wracały do tych wspomnień, a nie do wizji świąt umęczonych, spędzonych na generalnych porządkach i napiętej atmosferze.

Czy mi się to uda, a raczej czy uda nam się wspólnie zbudować naszą własną rodzinną tradycję, która będzie miło wspominana w przyszłości przez moje dzieci, tego nie wiem. Na pewno mocno będę się starał, aby ten okres nie był dla nich traumą. Odłożę na bok firmowe problemy i roczne targety, wraz z ukochanym smartfonem, bez którego tak ciężko nam się ostatnio żyje i przez te kilka dni po prostu będę w 100 procentach obecny dla mojej rodziny, to chyba najlepszy prezent, jaki pod choinkę mogę podarować sobie i moim najbliższym.

Więcej na: www.korpotata.com