Mam znajomych, którzy od kilku lat nie brali urlopu. Bo czują, że są bardzo potrzebni w pracy, bo boją się, że po powrocie z wakacji okaże się, że wcale nie są aż tak niezastąpieni, bo… sto innych powodów. Jakie skutki niesie taka postawa?

Przemysław Staroń: Skutki są zarówno psychologiczne, jak i fizyczne, choć nie da się ich radykalnie oddzielić, gdyż psychika wpływa na ciało i odwrotnie. Ale zacznijmy od tego, co się dzieje z naszą psychiką: apatia, drażliwość (kiedy nawet drobne rzeczy irytują), problemy z koncentracją, spadek jakości wykonywania zadań, frustracja prowadząca do agresji, stany okołodepresyjne, problemy ze snem. No i nieustające poczucie zmęczenia, które może stanowić początek przewlekłego zespołu wyczerpania. Do tego objawy fizjologiczne, różnego rodzaju bóle: głowy, brzucha, kręgosłupa. Na horyzoncie skutków w końcu pojawia się wypalenie zawodowe.

Wiele osób mówi: mnie nie stać na wypoczynek. I nie chodzi tu o brak pieniędzy na wyjazdy, tylko fakt, że zawsze muszą być na posterunku.

To jest właśnie zasadniczy problem. Tymczasem odpoczynek jest wpisany w nasze funkcjonowanie, ale globalnie mamy wciąż bardzo błędne rozumienie istoty wypoczywania. Z jakiegoś powodu w toku przemian kulturowo-cywilizacyjnych wytworzyło się przekonanie, że odpoczynek jest tak naprawdę zbędnym luksusem, przeszkodą w osiąganiu sukcesu. Coraz częściej więc lekarze, psychologowie zwracają uwagę na rzecz wcale nie tak oczywistą: wypoczynek jest niezbędną częścią naszego życia – tak jak sen. Jeżeli pracujesz i nie dajesz sobie czasu na regenerację, tak naprawdę pogarszasz nie tylko stan swojego zdrowia i dobrostan psychofizyczny, ale także wydajność swojej pracy. Taki paradoks: odstawiasz odpoczynek, żeby lepiej pracować, a osiągasz efekt przeciwny.

Ile powinien odpoczywać człowiek, który pracuje 8-9 godzin dziennie, pięć dni w tygodniu?
Idealnie jest, gdy osiem godzin dziennie poświęcamy na pracę, osiem na własne sprawy, osiem na sen. Nawet jeśli brzmi to jak z jakiegoś filmu sf o tematyce wellnessowej, jest to możliwe, jeżeli tylko człowiek odpowiednio ustawi swoje priorytety. Choć nie da się tego ani jednoznacznie wyznaczyć, ani zgeneralizować – są osoby, które z natury mają więcej energii i one mogą wypoczywać skutecznie w sposób aktywny, robiąc rzeczy, które teoretycznie nam się nie kojarzą z odpoczynkiem, np. sprzątać.

Oczywiście. Dla mojego taty urlop to pobyt na działce i od rana różne prace ogrodowe aż do zmęczenia. Ale jak się zmęczy, jest szczęśliwy. Przycinając gałęzie, kopiąc i przesadzając rośliny, wyłącza się od codziennych problemów.

Odpoczynek, w tym urlop, to stan, kiedy możemy się psychofizycznie zregenerować. Może on przybierać różne formy, w tym ulubioną przez wiele osób bierną: nic nie robię, wyleguję się na łóżku, gram w grę, oglądam telewizję. I to bardzo kusi.

No tak. Wreszcie nic nie muszę, nie goni mnie czas, nigdzie nie muszę się spieszyć.
Problem w tym, że tego rodzaju odpoczynkiem ludzie szybko się… męczą. Gdy człowiek leży i jego ciało nie jest w ruchu, owszem, jest przyjemnie – ale do czasu. Ponieważ to w trakcie ruchu wydzielają się endorfiny – gdy wracamy z treningu, z jazdy rowerem, z górskiej wspinaczki, to tak, jesteśmy zmęczeni fizycznie, ale psychicznie wypoczęci i zadowoleni. Gdy leżymy i nic nie robimy, jednocześnie nic się dzieje. I wkrótce włącza się natrętne myślenie: może powinniśmy coś robić, czymś się zająć, nie marnować czasu. Dołącza się poczucie winy i świadomość zmarnowanego czasu. Muszę jednak zaznaczyć, że tego typu bierny odpoczynek sam w sobie nie jest zły! Zajmuje on należne miejsce w naszym życiu. Wszystko zależy od tego, jak długo, jak często i czy w ogóle odpoczywamy także w inny sposób – aktywnie. Pamiętajmy jednakże o sprawie fundamentalnej. W odpoczynku bardzo ważne jest wspomniane już poczucie „nic nie muszę”, nie gonią mnie punkty harmonogramu ani dedlajny. Zatem jeśli wypoczywamy czynnie, ale traktujemy to jako kolejne zadanie, to nie odpoczniemy skutecznie. Dołożymy sobie tylko kolejny stres, bo z tyłu głowy dźwięczeć będzie nam „trzeba iść na rower”, „nie mogę się wylegiwać na kanapie”, itd.

To jedna z pułapek, w które wpada współczesny człowiek. Jest wreszcie wymarzony urlop, ale oczywiście nie może to być namiot na Mazurach, tylko wypasione wczasy w egzotycznym kraju, bo przecież trzeba (znów to „trzeba”) mieć czym się pochwalić znajomym, mieć co wrzucić na fejsa i co „zaliczyć”. Urlop musi być super. A więc kolejna presja.

Tak, to bardzo poważny problem. Wypoczywanie staje się kolejnym obowiązkiem. Ludzie zaczynają urlop od: „Boże święty, a jak w tym roku też tak naprawdę nie wypocznę?”.

Z czym pracownicy korporacji mają największy problem podczas wakacji? Przymus dyspozycyjności? Ciągłe sprawdzanie służbowych e-maili? Poczucie, że trzeba być na bieżąco? A może zadaniowe podejście do każdego dnia i wyznaczanie celów całej rodzinie?

– Dla wielu problemem jest przestawienie się na inny tryb i brak dystansu do pracy. Zwróćmy jednak uwagę na to, że niekoniecznie wynika to z braku umiejętności pracowników. W raporcie Monitor Rynku Pracy (autorstwa Instytutu Badawczego Randstad) z 2015 roku możemy znaleźć niepokojące dane: 60 proc. pracowników otrzymało od przełożonych polecenie, aby w czasie urlopu byli pod telefonem, natomiast 36 proc. zostało zobligowanych przez szefów do natychmiastowego odpowiadania zarówno na służbowe telefony, jak i e-maile. Można postawić pytanie: czy szefom tak naprawdę zależy na zregenerowanych pracownikach? Przecież jeśli nie wrócą wypoczęci, ich wydajność zdecydowanie osłabnie.

Jak długo powinien trwać urlop, żeby wykończony wyścigiem szczurów pracownik rzeczywiście złapał oddech?
Nie ma uniwersalnej rady, dotyczącej długości urlopu. Idealnie, gdy trwa minimalnie 3 tygodnie. Pierwszy tydzień to płukanie umysłu z naleciałości, stresów pracowych, drugi tydzień to już przestawienie się na rzeczywistość wakacyjną – zwolnienie, relaks, autentyczne odprężenie się, a trzeci tydzień pozwala powoli wrócić do kieratu. Ale nawet tydzień urlopu jest potrzebnym „podładowaniem” organizmu, które pozwoli przedłużyć nam jego sprawne funkcjonowanie. Zwróćmy także uwagę na fakty: na podstawie „Diagnozy zmęczenia Polaków – Bodymax”, na wyjazdy tygodniowe udało się 24 proc. Polaków, na dwutygodniowe 22 proc., a na te trwające trzy tygodnie albo więcej tylko 6 proc. Ponad 1/3 badanych nie była na żadnym urlopie w ciągu ostatniego roku.

Jak człowiek żyjący pod presją wyników i planów sprzedażowych powinien odpoczywać? Jak skutecznie przestać myśleć o pracy? Nie da się niestety włączyć programu „urlop” i wszystkie problemy nagle znikną.
Po pierwsze przygotowanie do urlopu to proces długofalowy, powinno się go zacząć… jesienią. Mówiąc inaczej – powinniśmy nauczyć się wypoczywać na co dzień. Jeśli nie wprowadzimy tego w życie, pierwszym akcentem urlopu będzie np. przeziębienie. Niemniej nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem i robić to, co się da. Przede wszystkim się wysypiać! Sen to absolutna podstawa. Do tego – uwaga, powiem coś niepopularnego – jak najmniej alkoholu i zdrowa dieta. To potrafi realnie poprawić samopoczucie już w ciągu kilku dni, gdyż organizm się regeneruje. No i ruch, plus oczywiście robienie tego, na co się ma ochotę. Ale jeśli ktoś po przeczytaniu tej rozmowy pomyśli sobie: „Aha, to muszę na wakacje odstawić drinki, muszę zapomnieć o schabowych i muszę dużo spać”, to niech o tym zapomni. Bo zasada dobrego odpoczynku to „żadne muszę”.

Kto łatwiej przestawia się na tryb wakacyjny – kobiety czy mężczyźni? Kierownicy czy podwładni?
To jest sprawa dość złożona. Jeżeli za wskaźnik weźmiemy dane z „Diagnozy zmęczenia Polaków” pokazujące, że zmęczenie odsypia 60 proc. Polek i 56 proc. Polaków, możemy uznać, że kobiety w naszym kraju nieco lepiej korzystają z jednego z największych dobrodziejstw jakim jest sen. Z drugiej strony – kobietom trudniej się przestawić na tryb wakacyjny, bo wciąż w większości przypadków mają „drugi etat” w postaci zajmowania się domem. W przypadku kierowników/podwładnych wiele zależy od tego, na ile pracownicy są zobowiązani do dyspozycyjności.

Ludzie których branż najbardziej nie potrafią odpoczywać?
Mimo że umiejętność odpoczynku lub jej brak to sprawa indywidualna, można podejrzewać, że dotyczy to przede wszystkim osób pracujących umysłowo, pracowników korporacji, kadry menedżerskiej, gdzie niestety trudniej postawić granicę pomiędzy pracą i niepracą. Zwróćmy także uwagę, że „Diagnoza zmęczenia Polaków” zauważa: to osoby najbardziej przemęczone najrzadziej idą na urlop. To jest bardzo niepokojące.

A co jeśli ktoś dobrze czuje się czuje w pracowym kołowrotku? Uważa, że to świetne, że on się w tym realizuje, spala i wcale nie potrzebuje odpoczynku?

Tacy ludzie muszą pamiętać, że nie są wieczni. Niech się zastanowią, czy ten wymarzony dom, do którego dążą, wart jest dziesięciu lat morderczej pracy, po których najpierw przyjdzie jednak zawał.