Kiedy nasza rodzina wraca z wakacji, opalona, ze zdartymi kolanami, z bąblami po komarach i z piachem we włosach, to wiemy, że jeszcze kilka dni, jeszcze tylko kilka krótkich dni trzeba wytrzymać i wreszcie dzieci pójdą sobie do placówek. Day One. Carte Blanche. New Start.

Czyste, z obciętymi paznokciami, z włosami uczesanymi na bok, pomaszerują w stronę drzwi, a my odetchniemy z ulgą. Ale zanim dowieziemy projekt „szkoła” do fazy realizacji, musimy poświęcić trochę czasu i środków na fazę przygotowawczą. Pamiętaj, że dzieci do szkoły chcą iść nie ze starym, dziecinnym plecakiem, ale z zupełnie nowym tornistrem, w nowych świecących butach i z workiem na kapcie z wizerunkiem bohatera bajki, którego nie znały przed wakacjami!

Jeśli jesteś rodzicem, to doskonale znasz ten temat. A jeśli nie jesteś, to musisz wiedzieć, że nawet jeśli wszystkie zaskórniaki zainwestowałeś w drinki z palemką na plaży albo rozdałeś dzieciom znajomych, żeby sobie pograły w cymbergaja, to dopiero teraz zaczyna się szaleństwo zakupów. I na pewno nie są to zakupy na letnich wyprzedażach w galerii handlowej, ani tym bardziej nie chodzi o wyprzedaż rocznika w salonie samochodowym.

Rodzic na przełomie sierpnia i września staje się lżejszy o gruby plik banknotów ze względu na mityczny powrót dziecka do szkoły.

Bo przecież ze wszystkich długich spodni dziecko zdążyło wyrosnąć od wiosny. Teraz ich nogawki nie sięgają nawet do kostek. Rękawy w bluzach sięgają ledwie do łokci, a tiszerty kończą się nad pępkiem. Ale ubrania to tylko pierwsza pozycja na długiej liście zakupów. Co dalej? Książki, zeszyty, kolorowe papiery, bibuły, krepiny, flamastry, mazaki, kredki takie, kredki śmakie, ołówki, gumki, temperówki. Ten excel nie ma końca. I nie myśl sobie, że pojedziesz do sklepu z wydrukowaną listą, dasz sprzedawcy i on ci przyniesie wszystko zapakowane w jedno pudełko. Nie, nie, nie. Na zakupy musisz zabrać ze sobą Głównego Interesariusza, czyli dziecko.

I to ono ma Głos Decydujący w procesie wyboru produktów. To ono zdecyduje, czy piórnik ma być w kucyki pony, w Barbie czy też może cały w brokacie. Twoja rola w tym procesie ogranicza się do bycia Financial Partnerem. Decyzyjność na poziomie zero. Zapamiętaj to sobie. Jedyne o czym możesz decydować to wybór Dostawcy. Pamiętaj, że wybór musi być szeroki, ceny niskie, a dostępność produktów natychmiastowa, bo rok szkolny tuż-tuż.

Korpomama zazwyczaj robi zakupy w sieci, bo wiadomo, zarobki w korpo nie powalają na kolana. Słyszałam ostatnio, że pracownicy Mordoru nie noszą ze sobą pasków z pensją, bo gdyby ulegli wypadkowi, to od razu pomyślano by, że to było samobójstwo. Zatem żeby połączyć przyjemne z pożytecznym, odwiedźcie sklepy internetowe. Papiernik, księgarnię, a na koniec www.sferis.pl – znajdziecie tam rzeczy do szkoły, o których nawet nie śniliście w czasach, kiedy sami byliście uczniami.

Nowinki techniczne, gadżety, fajne plecaki, bidony – aż samemu chciałoby się wrócić do szkolnej ławy! KorpoSyn wybrał plecak Lassig z potworem i bidon z szopem. Z takimi gadżetami pierwszy dzień szkoły nie będzie taki straszny!