Wrzesień dla większości korporodziców jest naprawdę ciężkim okresem. Z jednej strony musimy odnaleźć się po wakacjach, z drugiej mamy początek szkoły, przedszkola i cały bałagan z tym związany.

Każdy z rodziców przez to przechodzi, ale my, korporodzice, kładziemy na to jeszcze większy nacisk w trosce o naszych przyszłych junior brand managerów. Wiemy o co toczy się gra i że odpowiednio dobrane zajęcia dodatkowe to podstawa udanego startu w przyszłość ( żeby za lat 20 nasze dzieci stały się jeszcze lepszymi korpoludkami niż my).

Zajęcia dodatkowe muszą być liczne i oczywiście ambitne, więc przerabiamy wszystkie możliwe języki, zajęcia z robotyki i programowania dla przedszkolaków, pływanie, piłkę nożną, tenis (na wypadek, gdyby okazało się, że nasza pociecha ma wielki talent i będziemy odcinać kupony od jej kariery sportowej). Oczywistym jest, że w przedszkolu czy szkole, dzieci nie robią nic, więc sami musimy odpowiednio zadbać o ich edukację. Przecież takie zajęcia to dużo lepsza zabawa niż … zabawa, a w domu i tak nasz potomek tylko się nudzi.

Zaczynamy więc żonglerkę, kto o której zawozi, kto odbiera oraz jak w 7 dni zmieścić 40 godzin zajęć dodatkowych. Przecież takie zajęcia, to nie tylko kwestia samej edukacji, ale również świetna okazja do rywalizacji z tą małpą z księgowości, bo jej dzieciaki może i chodzą na angielski i algebrę dla przedszkolaka, ale naszym udało się dodatkowo dopchnąć w piątek o 20.30 kurs kreatywnego myślenia.

Tak sobie obserwuję ten chory wyścig. Słyszę, jak na zebraniu w zerówce rodzice dopytują o możliwości „nadgonienia” programu, bo ich pociechy już piszą i czytają biegle w trzech językach i zaczynam sobie zadawać pytanie, czy to świat oszalał, czy może ze mną jest coś nie tak? Na pewno będę zachęcał dzieci do aktywności pozaszkolnej, będę wręcz wymagał nauki języków obcych, ale na pewno nie dam się zwariować.

Naprawdę poważnie się zastanawiam nad tym, co się dzieje z naszymi dziećmi, skoro potrzebują kursu pobudzającego wyobraźnię. Czy to nie jest tak, że to właśnie dzieci mają najbardziej kreatywne pomysły? Za czasów mojej młodości tak właśnie było. Smutne jest to, że najpierw sami zabijamy w nich abstrakcyjne myślenie, wkurzając się, że rysują różowe słonie z dwiema trąbami, zamiast szarych z jedną, a później wysyłamy je na zajęcia z rozwijania wyobraźni. A czy kiedykolwiek zadaliście sobie pytanie, co zmusza dzieci do jej rozwijania? Odpowiedź jest banalnie prosta: nuda.

Według mnie dzieci powinny mieć czas na naukę i zabawę, ale również na odrobinę nudy. To właśnie ona powoduje, że trzeba się czymś zająć i absolutnie nie możemy w wymyślaniu tych zajęć wyręczać naszych pociech. Nie mówmy im w co i jak mają się bawić, zostawmy im trochę wolnej ręki. Pamiętajmy również, że nasze dzieci nie są od tego, aby realizować marzenia i ambicje rodziców. Dzieci mają być dziećmi, a w swoim czasie same wybiorą to, co jest dla nich ciekawe, co je bawi i czym chcą się zająć w życiu. Oczywiście naszą rolą jest to, aby je w tym wspierać, dać im możliwość wyboru i spróbowania wielu rzeczy, ale nie podejmować za nie decyzji. A teraz lecę odebrać młodą z baletu, bo mamy tylko 15 minut na przebranie się i dalej na robotykę. Pozdrowienia.

Więcej na: www.korpotata.com