Spam, żerowanie na znanej marce, próby wyłudzenia środków, nieupoważnione wykorzystanie treści, czarny PR – każda duża firma ma dziś tego typu problemy w internecie. Z pomocą przychodzą wówczas specjaliści od waste data handlingu.

„Czyściciele” – tak można by ich nazwać. Ludzie od usuwania danych i tożsamości klientów z internetu. Bez nich, niektóre firmy nie poradziłyby sobie z przeżyciem w sieci. Bo współcześnie, w globalnej wiosce, roi się od oszustów i hochsztaplerów, hejterów i specjalistów od czarnego PR. Wizerunek łatwo dziś popsuć: bezpodstawnymi oskarżeniami, pokrętnymi informacjami, powiązaniem marki z treściami czy stronami o wątpliwej wiarygodności, itp.

Internet to również wielki śmietnik, do którego łatwo coś wrzucić, ale trwale usunąć już trudniej. Algorytmy wyszukiwarek choć nieustannie doskonalone, nadal nie zawsze poprawnie rozróżniają kontekst, a to oznacza, że treści niekoniecznie indeksowane przez wyszukiwarki, pozwalają właściwie pozycjonować naszą markę. Dlatego dziś, dbając o swój wizerunek, firmy muszą stale monitorować treści pojawiające się na ich temat w internecie i na bieżąco rozwiązywać problemy. Wiele z nich korzysta z usług „czyścicieli”.

Houston! Mamy problem!

Benita Jakubowska-Antonowicz, właścicielka firmy New Media (www. ighto.pl), zajmującej się waste data handlingiem, twierdzi, że obecnie nie ma żadnej dużej firmy, która nie miałaby problemów w internecie. – Problemy te zaczynają się już na poziomie autosugestii w Google’u, gdzie spora część firm jest nazywana oszustami – opowiada. – Wpisujesz nazwę swojego przedsiębiorstwa w wyszukiwarkę, a tam od razu otwiera się dziesięć podpowiedzi, sugerujących, że twoja firma gra nie fair. Te wszystkie frazy są nadpisywane automatycznie i do czasu, aż nie usunie się treści, gdzie głównym identyfikatorem jest właśnie słowo „oszustwo”, wyniki wyszukiwania będą tak wyglądać.

Kolejnym problemem jest to, że wyszukiwarki usuwają tylko pojedynczą frazę, ale już nie frazę powiązaną. Jak to działa w praktyce?

– Załóżmy, że Anna Kowalska, która pracuje w korporacji, ma problem z tym, że jest wyzywana w internecie – tłumaczy Jakubowska-Antonowicz. – Nawet jeśli wystąpimy do Google’a o usunięcie jej imienia i nazwiska z wyszukiwarki i Google przystanie na naszą prośbę, usunie z niej jedynie imię i nazwisko. W sieci i tak zostaną wszystkie frazy dodatkowe powiązane z tą osobą. To znaczy, że co prawda na frazę „Anna Kowalska” wyszukiwarka nie znajdzie treści, ale na „Anna Kowalska + nazwa firmy”, w której pracuje, już tak.

Problemem, z którym borykają się korporacje jest także zaciąganie informacji PR, w których wypowiada się ka
dra kierownicza, na serwisy z treściami generowanymi automatycznie, a służącymi do budowania sztucznego ruchu na innych serwisach. Oznacza to, że publikując treść PR, dział PR danej firmy traci zupełnie kontrolę nad tym, gdzie się ona pojawia.

– Często klienci pytają nas, jak to się dzieje, że treści z nazwą ich firmy lub ich imieniem i nazwiskiem są opublikowane np. w Rosji lub Chinach. To właśnie wynika z tego, że jest mnóstwo serwisów automatycznie zaciągających wszelkie możliwe artykuły – mówi właścicielka New Media.

Mnóstwo firm ma też problemy ze sztucznym pozycjonowaniem w opisach rozszerzonych, gdzie nazwa klienta jest wykorzystywana do generowania ruchu na stronach np. pornograficznych, kasyn czy do wyłudzania pieniędzy (np. banki borykają się z promowaniem się na ich nazwie nielegalnych firm oferujących tzw. „chwilówki”).

Sprzątanie i przemeblowywanie

Waste data handlingerzy nie tylko jednak wszelkimi środkami walczą z nieczystymi zagrywkami rozmaitych podmiotów w sieci ( tropiąc kradzież znaków towarowych, filmów i treści, usuwając z serwisów społecznościowych fałszywych, służących kradzieży danych kont, ip..) , ale również pomagają firmom dbać o ich wizerunek na inne sposoby.

– Wyobraź sobie, że jesteś osobą reprezentatywną w korporacji, bierzesz udział w jakiejś konferencji, a potem okazuje się, że do sieci trafiają zdjęcia, na których dość niekorzystnie wyglądasz – mówi Benita Jakubowska-Antonowicz. – W takich sytuacjach interweniujemy. Staramy się usunąć bądź podmienić niekorzystne zdjęcia na inne.

Inna sytuacja to taka, gdy np. firma wprowadza na rynek nową linię produktową, co często zdarza się zwłaszcza w branży FMCG. „Czyściciele” dbają wówczas o to, by usunąć z sieci wszystko o produktach danej firmy w starej oprawie. Dzięki temu, oczyszczają scenę dla nowej linii i redukują zamęt, na jaki mogliby natrafić klienci, gdyby takiej „czystki” nie było.

To, że warto zadbać o swoje bezpieczeństwo i renomę w sieci, wie dziś każdy szanujący się przedsiębiorca. Nie musi jednak walczyć z ciemną stroną internetu sam. „Czyszczenie” sieci nie jest łatwe, nierzadko jest czasochłonne, dlatego „brudną robotę” warto zlecić specjalistom. Waste data handlingerzy dobrze znają wroga i mają narzędzia, by skutecznie sobie z nim poradzić.

Marta Dawi