Wiatr we włosach każdego poranka w drodze do biura? To możliwe nie tylko na rowerze i w kabriolecie. Tylko jak to w życiu – ma to swoje dobre i złe strony.

Wieki temu amerykańscy naukowcy dowiedli, że motocykl generuje niezwykłą ilość endorfin, adrenaliny i uczucia wolności jednocześnie. Połączenie tych elementów świetnie wpływa na poranny start w biurze. Może więc czas, aby Mordor i jemu podobne, przesiadł się na motocykle?

Z motocyklami jest tak: jeśli pierwsza przejażdżka utkwiła ci pozytywnie w głowie i myślisz o dwóch kółkach dniem i nocą, to znaczy, że połknąłeś haczyk i prędzej czy później będziemy widzieć cię zmierzającego do pracy na własnych dwóch kółkach. Czy to będzie chopper, ścigacz, duży turystyk czy też maszyna do przemierzania bezdroży – nie ma znaczenia. Będziesz w gronie tych, którzy nie tolerują spędzania bezużytecznie czasu w korkach, a drogę powrotną do domu wydłużają o wszystkie ciekawe winkle i urokliwe miejscówki.

Jedną z zalet korporacyjnego życia motocyklistów jest brak odwiecznego problemu zaparkowania w Mordorze i w innych tego typu biznesowych lokalizacjach. Zaparkowanie samochodem w tygodniu, w godzinach 8-16, graniczy z cudem – chyba że ktoś ma dedykowany służbowy parking (a jeśli nawet ma, to wyjazd z niego punkt 16, gdy wszystkie biurowce hurtem się opróżniają, jest nie lada wyzwaniem zajmującym niejednokrotnie nawet 45 minut). A motocyklem podjeżdżamy pod samo wejście i zazwyczaj miejsce znajdujemy błyskawicznie, na dodatek bez łamania przepisów i w zgodzie z regułami życia w danym biurowcu. Nikt nie trąbi, nikt się nie przepycha, nikt się nie wścieka – da się normalnie funkcjonować. Mając pod pracą zmotoryzowane dwa kółka, jesteśmy w stanie także świetnie połączyć codzienne życie zawodowe z załatwieniem w przerwie prywatnych spraw. W ciągu, załóżmy 30 minut przerwy, jesteście w stanie objechać pół miasta, zawieźć dokumenty i zrobić podstawowe zakupy na wieczorną kolację. Piechotą, samochodem, rowerem – bez szans. Nie myślcie jednak, że przyjeżdżanie do korpo na motocyklu ma same zalety. Ma także szereg wad, w niektórych przypadkach utrudniających lub dyskwalifikujących podróż do pracy na dwóch kółkach. Jedną z nich jest wspomniany już wiatr we włosach. Motocykl to nie samochód – nie ma dachu, który zabezpieczy cię przed urokami zmiennej polskiej aury, nie ma klimatyzacji, która chroni przed upałem, nie ma też wieszaka na marynarkę, którą bez wstydu dałoby się włożyć wchodząc do biura.

Tak więc w upalne dni, a zwłaszcza w pełni lata, kiedy i poranki nie grzeszą temperaturą, z rozbawieniem patrzymy na parkujących obok naszego motocykla kolegów, którzy dumni zsiadają ze swoich maszyn i uciekając przed wzrokiem przełożonych, lecą do korpotoalet, by „adaptować się” do biznesowego wyglądu. Twarz do przemycia ze spalinowej maseczki, włosy zgniecione przez podróż w kasku, o ponownym użyciu dezodorantu nie wspominając, bo stojąc w porannym słońcu na światłach w skórzanym kombinezonie człowiek dość szybko nabiera temperatury sadzonego jajka.

Motocykl to także logistyka ubraniowa – zazwyczaj w biurze trzymamy 1-2 garnitury do porannego przebrania (niektórzy jeżdżą w nich tam i z powrotem, ale szybko im mija po pierwszym deszczu), kilka koszul, biznesowe buty. Sprawdzoną metodą jest przywożenie w poniedziałek rano kompletu na cały tydzień, ale do motocykla świeżo uprasowanych rzeczy nie zapakujesz. Ilu motocyklistów w garniturach, tyle mniej lub bardziej sprawdzonych metod.

Co jeszcze jest fajnego i kuszącego w łączeniu motocyklowej pasji z biurową codziennością? Otóż wśród motocyklistów znajdziesz wcześniej czy później biznesowe bratnie dusze. Nieraz zdarzyło się, że pozdrawiający się na drodze motocykliści (a to chyba ostatnia grupa w Polsce, która się jeszcze pozdrawia, widząc się z naprzeciwka) podjeżdżali przed ten sam biurowiec. I okazywało się, że jeden pracuje w firmie od niedawna, a drugi jest prezesem – i nawet o tym nie wiedząc gadali jak dwaj starzy kumple o swoich maszynach, a następnie biznesowo podążali w tym samym kierunku. To także świetne pole manewru w przypadku starania się o pracę – sprawdzić czy potencjalny szef będący na rozmowie rekrutacyjnej przypadkiem nie chwali się na swoim „fejsbuku” nowym motocyklem. Wchodząc wówczas na rozmowę „przez przypadek” z kaskiem w ręce, masz już 100 proc. większe szanse na zwykłą, serdeczną rozmowę.

Powyższe plusy i minusy dotyczą także skuterów, aczkolwiek środowisko ich posiadaczy wydaje się mniej zżyte ze sobą niż motocyklowe. Co więcej, niektóre skutery mocą i możliwościami przewyższają motocyklowe dwa kółka, będąc bardziej praktyczne w przypadku krótkich dojazdów do pracy w garniturze. Wybór na rynku jest ogromny, wiatr we włosach ten sam – na całe szczęście o tych kwestiach decydujemy sami, bez udziału przełożonych. Lewa w górę !

Marcin Ołtarzewsk