KorpoMama o urodzinkach. Czyli temat jak kasę wydać, a nie jak zarobić. I powiem Wam, że skala wydatków przy rosnących dzieciach rośnie tak mocno nieproporcjonalnie w stosunku do wpływów na konto, iż człowiek zaczyna się zastanawiać co dalej z tym fantem począć.

Urodzin nie zorganizujesz dziecku? To nie przejdzie. Zorganizujesz je nie po myśli małego solenizanta, to albo on wejdzie ci na głowę, albo co bardziej prawdopodobne, już tydzień wcześniej jego mama. Bo przecież wszyscy na te konie, na gokarty, na symulatory. A wiecie jak było fajnie, mimo że to dziwnie zabrzmi, jak naszemu solenizantowi rozchorowało się rodzeństwo i musieliśmy odwołać wszystkie huczne pomysły? Spotkanie w ogródku tylko z najbliższą rodziną, każdy bez zbędnego pośpiechu poświęcający młodemu czas na indywidualną zabawę, mały tort współgrający z syropem na kaszel dla rodzeństwa. I bez ciśnienia, bez wydawania majątku na atrakcje, tak zwyczajnie. To jest właśnie fajne, gdy w domu macie trójkę małych bohaterów (lub więcej) – zaczyna się kombinowanie jak nie przekombinować ! Dotyczy to nie tylko imprez urodzinowych, ale także wyjść do sklepu, zakupu ubrań czy wyjazdów na wakacje. Zaczyna się kalkulowanie nie tylko cyfr na koncie, ale także sposobów na w miarę spokojne przejście w dzień kolejny. Przy jednym dziecku konto w banku nie cierpi zanadto i można wyskoczyć do super hotelu na weekend całą rodziną, z basenem i oczywiście szybkim wi-fi, aby dziecko można było na chwilę „sprzedać” tabletowi. Przy trójce szuka się fajnego miejsca na campingu, organizuje się mecz w siatkówkę na sąsiednim boisku i na koniec wieczorne ognisko – w hotelu cała zgraja mniej lub bardziej by się pozabijała. I przy tym ognisku pojawia się fajne uczucie wspomnianego „nieprzekombinowania” – jak za starych, dobrych czasów. Chyba się starzejemy, Droga KorpoMamo ?

#KORPOTATA