Jak co roku, na początku grudnia nasza firma organizuje imprezę mikołajkową. Co prawda obecność nie jest obowiązkowa, ale team leaderka zasugerowała nam, że byłoby świetnie, gdyby cały nasz team zjawił się w komplecie. Osobiście jestem pełna obaw co do udziału i najchętniej nie poszłabym wcale. Wciąż mam w głowie dantejskie sceny z zeszłorocznej imprezy. Przekąski i trunki były co prawda za półdarmo (paszteciki po 6 zł, dla wegetarian koreczki śledziowe po 5 zł, kufel piwa z kija po 7, kieliszek wina za 6 zł, ogórki kiszone i chleb zupełnie za darmo!), ale to, co działo się z naszymi żołądkami dnia następnego, przechodzi korpoludzkie pojęcie! Połowa zespołu w ogóle nie dotarła do pracy, natomiast pozostała część, blada jak ściana open space’ u, zamiast walczyć z klientem toczyła walki z zatruciem pokarmowym… w toalecie! Skręt kiszek, bladozielone twarze, ścisk w biurowych toaletach, deficyt papieru toaletowego – taki oto świąteczny prezent podarowała nam firma, najwyraźniej chcąc zaoszczędzić na świątecznym jedzeniu…
Do dziś wzdrygam się na widok śledzika „na raz”, gdy mijam go na półce w wiadomym discouncie…Droga Aneto, czy Ty, wiedząc, że Twoja firma próbuje Cię otruć, częstując niskiej jakości jedzeniem, odważyłabyś się pójść na imprezę mikołajkową? Dodam jeszcze, że w tym roku firma ma zamiar pokryć 100 proc. kosztów żywności (!). Obawiam się, że jeśli pójdę na Christmas Party, nie będę mogła oprzeć się kuszącym, niebezpiecznym, obślizgłym śledzikom, a następnego dnia w pracy będę tego gorzko żałować…
Aneto! Jak korpożyć?
Aleksandra 26 lat, Warszawa

Aleksandro!
Nie wierzę własnym oczom! Ty chyba sama nie wierzysz w to, co napisałaś! Czy naprawdę myślisz, że Twoja własna firma ryzykowałaby, po pierwsze swoim dobrym imieniem, a po drugie zdrowiem swoich pracowników? Po co miałaby to robić? Po co miałaby szkodzić samej sobie? Po co korporacja, zarabiająca miliony (euro), miałaby dopuszczać się tak chytrych występków? W imię czego? Oszczędności? To niedorzeczne.
Aleksandro! Nie wiem, kto podpowiedział Ci tak korpoobrazoburczy scenariusz, ale żywię głęboką nadzieję, że to nie byłaś Ty.
Z pewnością uknuł to jakiś teamowy malwersant! Już ja znam te CHYTRE KORPOSZTUKI… W każdym teamie znajdzie się taki… KORPORACYJNY HERETYK! Uważaj na nich. Bądź czujna. Moja droga! Zapewniam Cię, że Twoja firma bynajmniej nie miała zamiaru ani Cię otruć, ani na Tobie zaoszczędzić. To na pewno była wina kucharza. Tym samym gorąco zachęcam Cię, abyś wybrała się na tegoroczne pracownicze Christmas Party i nie z obawą, a z przyjemnością zajadała firmowe śledziki. Tym bardziej, że w tym roku wasza hojna firma serwuje Wam jedzenie zupełnie za darmo!
To świetna okazja aby, jak na prawdziwego Polaka przystało, najeść się do syta, aż popękają ścianki żołądka. A potem znowu można zacząć dietę.
Ja na Twoim miejscu bez wahania wybrałabym się na Christmas Party i bez opamiętania zajadałabym pyszne, obślizgłe rybki i inne wegetariańskie przysmaki! Być może będzie też szansa zabrać trochę niedojedzonych resztek do domu i wykorzystać je w porze lunchu dnia następnego? Who knows? I am so excited about that!