Od 2019 roku 11 mln pracowników w Polsce, w tym ok. 9 mln zatrudnionych w przedsiębiorstwach, zyska szansę na zwiększenie swoich oszczędności. Dzięki nowemu systemowi Pracowniczych Planów Kapitałowych nawet ci, którzy zarabiają najmniej, mogą zacząć gromadzić własny kapitał. Tylko czy PPK nie okaże się kolejnym OFE?

Kiedy Polacy słyszą o kolejnym cudownym systemie oszczędzania proponowanym przez państwo, podchodzą do tego jak do jeża.

Grzegorz Chłopek*: Rzeczywiście na skutek tego, co w 2013 stało się z OFE, Polacy darzą niskim zaufaniem kolejne rządowe pomysły na długoterminowe oszczędzanie. Cierpi na tym m.in. najnowsze rozwiązanie zaproponowane przez państwo, czyli PPK. A szkoda, bo według mnie to najlepszy system długofalowego gromadzenia kapitału z wszystkich dostępnych na rynku.

Sama mam trudność z wiarą, że to dobry produkt. Ale chętnie posłucham argumentów, które przemawiają za tym rozwiązaniem. Zacznijmy może od tego, dla kogo w ogóle przeznaczone są PPK.

PPK przeznaczone są dla wszystkich osób zatrudnionych, od wynagrodzeń których odprowadzane są składki ZUS. Niezależnie od tego czy ktoś jest zatrudniony w małej, średniej czy dużej firmie, jeśli pracuje na etacie lub w ramach innej umowy, od której opłacane są składki emerytalne, ma prawo uczestniczyć w PPK. Mikroprzedsiębiorstwa, zatrudniające do 9 osób, mogą zostać zwolnione z konieczności wprowadzenia PPK, ale tylko wtedy, gdy żaden z pracowników nie będzie chciał przystąpić do tej formy oszczędzania. Jednak jeśli choć jedna z osób chciałaby uczestniczyć w systemie, mikroprzedsiębiorca zobowiązany jest do wdrożenia PPK w strukturach swojej firmy. Jedynie samozatrudnieni są pozbawieni możliwości udziału w PPK – dla nich zwiększono o 50 proc. limit wpłat na IKZE.

Czy w prosty sposób, na jakimś przykładzie możemy wyjaśnić na czym oszczędzanie w ramach PPK polega?

Załóżmy, że ktoś zarabia brutto 3 tys. zł/mies. Przystępując do PPK, godzi się na to, by każdego miesiąca minimum 2 proc. (60 zł), a maksymalnie 4 proc. (120 zł) z pensji było odprowadzane na jego „konto oszczędnościowe” w funduszach zdefiniowanej daty, czyli instytucji finansowej wybranej przez pracodawcę. Jeśli pracownik zgodzi się oszczędzać w ten sposób, pracodawca zobowiązany jest co miesiąc wpłacać na jego konto wpłatę w wysokości minimum 1,5 proc. (45 zł), a jeśli taka jego wola, to nawet 4 proc. od jego zarobków. Przy czym te 1,5 proc. jest obligatoryjne, zaś to co powyżej dobrowolne i powinno być jasno zapisane np. w regulaminie wynagrodzeń. Po 12 miesiącach takiego oszczędzania, państwo dodatkowo z Funduszu Pracy wpłaca na konto oszczędzającego 240 zł (raz w życiu na powitanie w systemie będzie to 250 zł). Podsumowując przy naszych 12 wpłatach po 60 zł, dodatkowo od pracodawcy dostajemy 12 wpłat po min. 45 zł i na koniec jeszcze od państwa 240 zł. Oznacza to, że w systemie PPK dostajemy właściwie dwa razy więcej niż sami odkładamy.

Niegłupie. A gdzie jest haczyk?

No, właśnie nie ma. Bo od samego początku PPK zakładają, że to są nasze i tylko nasze, prywatne oszczędności. To, co sami wpłacamy, nie może nam zostać odebrane. W każdej chwili możemy zrezygnować z udziału w systemie, wypłacić nasze pieniądze. Zaś to, co dopłacają pracodawca i państwo przechodzi na naszą własność pod pewnymi warunkami.

O i już się zaczyna…

To są warunki, które mają nas skłonić do długoterminowości. Dlatego je wprowadzono, a nie po to, żeby kogoś ograbić.

No, dobrze, więc co to za warunki?

Jeśli chcielibyśmy wypłacić pieniądze przed 60 r. ż., wówczas to, co sami wpłacaliśmy, dostaniemy w całości, ale pomniejszone o tzw. podatek Belki. Z pieniędzy, które wpłacał pracodawca dostaniemy natomiast jedynie 70 proc., zaś 30 proc. wpłynie na nasze subkonto w ZUS, co potem zwiększy wysokość naszej emerytury. Niestety stracimy te pieniądze, które co roku dostawaliśmy od państwa. One wrócą do budżetu.

Kiedy więc możemy zgarnąć wszystko?

Po 60 r. ż. Najbardziej opłaca się to wtedy, gdy wypłacać będziemy oszczędności regularnie gromadzone minimum przez 10 lat. W takim scenariuszu wszystkie pieniądze (te nasze, od pracodawcy i z Funduszu Pracy) są nasze i nie musimy od nich odprowadzać żadnego podatku. Możemy wówczas wypłacić je na trzy sposoby. Pierwszy, 25 proc. od razu, a 75 proc. w co najmniej 120 miesięcznych ratach. Drugi, 100 proc. w ratach. Trzeci, możemy całość przenieść do banku np. na lokatę, ale z wypłatą również rozłożoną na co najmniej 10 lat lub np. przeznaczyć na wykupienie dożywotniego ubezpieczenia.

A co jeśli przekroczyliśmy 60-kę, ale chcemy wypłacić po krótszym niż 10 lat okresie oszczędzania?

Wtedy także zachowujemy wszystkie wpłaty w ramach PPK, ale jeśli chcemy wypłacić pieniądze, to jedynie 25 proc. z nich jest zwolniona z podatku, natomiast 75 proc. opodatkowana jest podatkiem Belki.

To wróćmy jeszcze na chwilę do początku. Czy przystępując do PPK, pracownik może wybrać podmiot, który będzie zarządzał jego oszczędnościami?

To jest właściwie jedyna rzecz, na którą pracownik ma ograniczony wpływ. Podmiot zarządzający oszczędnościami pracowników w ramach PPK wybiera bowiem pracodawca w porozumieniu z radą pracowników czy związkami zawodowymi. Po tym wyborze, pracownik może wybierać jedynie rodzaj funduszu zdefiniowanej daty (bardziej bezpieczny lub bardziej ryzykowny), ale jedynie w ramach oferty podmiotu zarządzającego, wybranego przez pracodawcę. Jeśli sam nie zdecyduje o rodzaju funduszu, z automatu zostanie przypisany do funduszu zdefiniowanej daty, który dostosowuje strukturę zarządzanych oszczędności do wieku klienta.

Osobom młodszym pewnie opłaca się wybrać bardziej ryzykowny fundusz?

Tak, ale co ciekawe, młodzi, a za takich system uważa osoby do 45 r. ż., w ramach PPK mogą dodatkowo użyć środków zgromadzonych na swoim koncie oszczędnościowym jako wkładu własnego podczas ubiegania się o kredyt hipoteczny. Jedynym warunkiem takiego użycia środków z PPK, jest to, żeby w ciągu 15 lat, spłacić pobrane z konta pieniądze. Niemniej można je potraktować jako 0-proc. kredyt.

A co z pracownikami, którzy zarabiają naprawdę mało i liczą każdy grosz? Już słyszę jak prychają: „Ledwo mi starcza do końca miesiąca! Z czego niby mam odkładać?”.

PPK to system, który potrąca, zanim zaczniemy konsumować. Dla niektórych osób to jedyny sposób na dorobienie się jakichkolwiek oszczędności. Wiele badań pokazuje, że jest to w zasadzie dla większości z nas jedyny skuteczny sposób zmiany nawyku regularnego oszczędzania. Co do tych, którzy zarabiają najmniej, PPK i w tym wypadku, uwzględniając postulaty związków zawodowych, proponuje korzystne rozwiązanie. Zmniejsza bowiem limit minimalnych wpłat pracownika na PPK z 2 proc. do 0,5 proc. Dla przykładu, ktoś zarabiający 2,5 tys. zł, nie będzie musiał odkładać miesięcznie 50 zł, lecz tylko 12,50 zł. Tymczasem, przy tak niskich wpłatach własnych, pracodawca i tak będzie mu musiał dopłacić do tego 37,50 zł (1,5 proc.), a raz do roku państwo da 240 zł. Według mnie tych, którzy zarabiają najmniej, zwyczajnie nie stać na rezygnację z PPK.

Niepokoi mnie jeszcze jedna sprawa. Skoro pracownik musi przystąpić do funduszu zdefiniowanej daty instytucji finansowej wybranej przez pracodawcę do zarządzania PPK, to co się stanie jeśli zmieni pracodawcę i ten nowy będzie miał inny podmiot wybrany do tego celu?

Tu pracownik może zdecydować czy chce przenieść swoje oszczędności do funduszy nowego pracodawcy, czy też zostawić je w starym. Trzeba jednak dodać, że jeśli zdecyduje się na drugie rozwiązanie, to nowe wpłaty u nowego pracodawcy będą trafiać na konto nowego funduszu, a pierwszym kontem PPK będziemy musieli administrować sami. Jego oszczędności, nawet jeśli zarządzane przez różne fundusze od różnych pracodawców, będą się sumować w ostatecznym rozrachunku.

Z tego, co pan mówi, faktycznie PPK wydają się sensownym rozwiązaniem…

I są. Sensownym i bezpiecznym. W każdej bowiem chwili oszczędzający w PPK pracownicy mogą zdecydować czy chcą uczestniczyć w planie, czy nie. Mogą wstrzymać wpłaty, mogą do nich wrócić. Wypłacić oszczędności lub zostawić na czarną godzinę. Na koniec warto dodać, że oszczędności gromadzone w PPK są dziedziczone, można w nich wskazać uposażonego. Można też 25 proc. z nich wypłacić bez opodatkowania w sytuacji ciężkiej choroby swojej albo dziecka czy współmałżonka.

**Grzegorz Chłopek – prezes Nationale-Nederlanden Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego
# Klaudia Nowak