Jeszcze nie tak dawno był korpoludkiem. W firmowej kantynie namiętnie czytał „Korpo Voice” i myślał o własnym biznesie. Któregoś dnia napisał do redakcji: „Spełniło się. Piszę do was, z adresu mojej własnej firmy. Może zrobimy coś razem?”.

Pamiętasz mail zwrotny od redakcji po swoim entuzjastycznym liście?

Andriy Grinchak: Bardzo się z niego ucieszyłem. Napisałaś do mnie mniej więcej tak: „Gratulacje! Pewnie! Róbmy coś razem! Byle szybko!”.

Chociaż szczerze mówiąc nie miałam wtedy jeszcze pojęcia jak skarpetki Warsaw Saints mogą zaistnieć we współpracy z „Korpo Voice”.
Mówisz to tak, jakby chodziło WYŁĄCZNIE o skarpetki…

A tak nie jest?
W którymś momencie zdałem sobie sprawę, że skarpetka może nie być jedynie mało istotnym elementem odzieży, ale również narzędziem do wyrażania stylu i emocji. WARSAW SAINTS to nie tylko marka odzieżowa. To żywa platforma, która daje nam możliwość mówienia o ważnych dla nas tematach, problemach, projektach, ludziach. Jej siłą jest nadawanie ogólnie znanym hasłom – prawdziwości. W sposób inteligentny puszczamy oko do stereotypów. A najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że projekty Warsaw Saints żyją. Nie leżą tylko na półce w sklepie, nie zostają tylko w internecie, ale dosłownie chodzą po świecie na nogach klientów i niosą przekaz.

13 lat pracowałeś w korpo w działach marketingu, dlaczego tak długo zwlekałeś z założeniem własnej firmy?
Miałem już jedną próbę przejścia na swoje, ale nie wyszło. Źle się do tego zabrałem. Zamiast zadbać o produkt, w pierwszej kolejności skupiłem się na marketingu. Nie starczyło pieniędzy na dalszy rozwój, a nie chciałem pakować się w kredyty. Zwinąłem więc interes, zanim go na dobre rozkręciłem i pokornie wróciłem do korpoświatka.

Widać, nie zniechęciło cię to do podjęcia kolejnej próby?
Bo wiedziałem, że ta porażka wynika z błędów, z niewiedzy, a nie oznacza od razu, że jestem do bani i że w ogóle mam zapomnieć o myśleniu o pracy na własną rękę. Jeśli wiesz, co poszło źle, w czym tkwił błąd, to już dobrze. Bo takie rzeczy można naprawić. Zresztą nie bez powodu mówi się, że człowiek uczy się na błędach. Teraz działam rozsądniej, ostrożniej, krok po kroku posuwając się do przodu. Wtedy chciałem szybko, na „hurra”. Zapewne, gdy dysponujesz dużym budżetem, możesz sobie na takie działanie pozwolić, ja jednak rozwijam Warsaw Saints wyłącznie z własnych oszczędności i z tego, co na bieżąco zarobię. Nie mogę pozwolić sobie na taki rozmach, jaki mi się marzy. Mimo wszystko nie narzekam, skarpetki ewidentnie chwyciły.

Jak w ogóle wpadłeś na ten pomysł, by przenieść sposób komunikacji z t-shirtu na skarpetę?
Początkowo nie myślałem o skarpetkach, lecz raczej w ogóle o odzieży jako narzędziu marketingowym. Pewnego dnia, podczas sesji zdjęciowej do lookbooka z pierwszymi moimi projektami, okazało się, że to nie koszulki, ale właśnie skarpetki z logo Warsaw Sainst przyciągnęły największą uwagę ludzi, którzy pracowali przy zdjęciach. Po sesji każdy chciał dostać parę takich skarpet dla siebie. Każdy. Wtedy coś „kliknęło” w mojej głowie i pojawił się pomysł – czemu nie skarpeta? Jest odbiór. To ma sens. Robię to.

Nadal pracowałeś w korporacji, gdy startowałeś z własnym biznesem?
Nie dałbym rady pogodzić jednego z drugim. Więc nie, wiedząc, że chcę rozwijać własną markę, odszedłem z korpo. Swoją drogą, jeszcze rok temu siedziałem na piętrze w budynku obok, gdzie mieszczą się biura koncernu, dla którego wtedy pracowałem i patrzyłem na okna tej kawiarni nie wiedząc jeszcze gdzie moje pomysły mnie zaprowadzą.

Nie lubiłeś pracy w korporacji?
Czy nie lubiłem? Mam dużo fajnych wspomnień z tych czasów. Dużo się tam nauczyłem, miałem stały dochód, benefity. Ale z drugiej strony, nigdy nie interesowało mnie pięcie się po szczeblach kariery w korporacyjnej machinie. Nie miałem ambicji, by zostać dyrektorem, raczej myślałem o korpo, jako o dobrym sposobie zarobienia pieniędzy i przeznaczenia ich na realizację własnych projektów biznesowych.

Dlaczego właściwie tak bardzo ciągnęło cię do pracy „na swoim”?
Bo mam głębokie przekonanie, że dopiero własny biznes pozwala ci zweryfikować, co naprawdę umiesz i czego jesteś wart. Kiedy nie masz za plecami korporacji, która działa jak bufor dla wielu twoich zawodowych decyzji, gdy za wszystkie wybory odpowiadasz sam, gdy nie stać cię na badania rynku, więc musisz polegać wyłącznie na swojej wiedzy oraz intuicji, gdy musisz liczyć każdy grosz, wtedy dopiero zdobywasz świadomość własnych możliwości.

Czego się dowiedziałeś podczas ostatniego roku o sobie, ludziach, biznesie?
Jeśli myślisz nieszablonowo, to bez względu na liczbę upadków, w końcu musi ci się udać! Jeśli sam działasz kreatywnie, to przyciągasz podobnych ludzi. W ciągu roku poznałem mnóstwo niesamowitych osób, ludzi o wielu talentach – fotografów, muzyków, artystów. Byliśmy przy powstaniu nowego singla i teledysku „GLOW” Blu Mantic. Miałem przyjemność wziąć udział w akcji charytatywnej, gdzie stworzyliśmy specjalną świąteczną edycję skarpetek. Dziś moja praca daje mi więcej, niż lata spędzone w korpo – otwiera na nowe.

Pełen sukces?
Nie. Do sukcesu daleka droga, ale jest wiele pomysłów, inspiracji, możliwości. To, co dzieje się dookoła marki przerosło moje oczekiwania. Nie spodziewałem się, że skarpetka może budzić tyle emocji i angażować. Ludzie piszą wiersze inspirowane „skarpetkowymi” tekstami mojej marki, tworzą kolaże i grafiki, a nawet tatuaże. Powoli coś, co było jedynie w mojej głowie staje się rzeczywistością.

Czego najbardziej obawiałeś się po raz drugi próbując zaistnieć biznesowo?
Nijakości. To najgorsze, co mogłoby spotkać markę. Przykładam dużą wagę do jakości ubrań, ale nie chciałem, żeby Warsaw Saints wybierano tylko ze względu na jakość. Uważam, że najbardziej emocjonujące związki to takie, w których jednocześnie się kocha i nienawidzi. I chciałbym, żeby taką właśnie była Warsaw Saints. Albo ją kochasz albo nienawidzisz.

Skąd bierzesz pomysły na skarpetkowe hasła i które z nich najbardziej lubisz (i dlaczego)?
Na szczęście żyjemy w tak ciekawych czasach i tyle się dzieje dookoła, że nie ma problemów z hasłami. Kolega rozstał się z dziewczyną i powstało hasło RELATIONSHIT, gdy spotkaliśmy się na kawie, pogadaliśmy o naszych „korpoczasach” i MONDAY SUCKS samo pojawiło się w naszych głowach.

Gdzie można kupić skarpetki Warsaw Saints i czy można zamówić sobie u ciebie takie z własnym napisem?
Skarpetki można kupić w stacjonarnym butiku w Warszawie, bądź on-line. Nie realizuję jednostkowych zamówień na skarpetki i inne ubrania, ale pojawia się coraz więcej kooperacji, która pozwala y wspólnie z innymi markami czy artystami tworzyć limitowane serie. Tak stało się właśnie z „Korpo Voice”, gdy razem wyprodukowaliśmy skarpety z korpohasłami oraz logo twojej gazety. Jednak mam swój pomysł na markę i trzymam się go, a to wyklucza godzenie się na coś, co kłóci się z moją wizją produktu nawet, jeżeli ktoś coś takiego proponuje.

Zatem nic, tylko życzyć ci dalej tak dobrej passy i oby syndrom poniedziałku dopadał jedynie twoje skarpetki, a nie ciebie.
Dziękuję, mam nadzieję, że tak właśnie będzie.

# Justyna Szawłowska