Mit numer 1: Motywacja bierze się skądś
Choć dla niektórych może być to zaskoczeniem, motywacja znikąd się nie bierze. Nie istnieją centra dystrybucji, punkty skupu, wypożyczalnie, ani jej czarny rynek. Motywację się wytwarza. Gdy zaczynałem przygodę z bieganiem i wstając rano spoglądałem na marznącą listopadową mżawkę, byłem najmniej zmotywowaną formą życia we wszechświecie. Pierwsze trzy kilometry były tragiczne – woda chlupała mi w butach, marzły mi palce i zaczynałem pachnieć mokrym psem. Koło czwartego kilometra nadchodził pierwszy kryzys i myśl o tym, żeby wbiec do pobliskiego baru i zamówić gorącą kawę z kanapką. A potem zaczynała dziać się magia. Organizm przyjmował do wiadomości, że nie żartuję i wchodził na wyższe obroty. Na szóstym i siódmym kilometrze, włączałem szybszą muzykę i przyspieszałem. Potem świat przestawał istnieć, a ja czułem się cudownie. Na drugi dzień wyskakiwałem z łóżka i zmotywowany wczorajszym sukcesem dawałem z siebie jeszcze więcej. Po miesiącu nie wyobrażałem sobie już dnia bez biegania.

W procesie motywacji kluczowa jest dopamina. To wytwarzany w mózgu i rdzeniu kręgowym neuroprzekaźnik, odpowiadający za nasze samopoczucie i energię do działania. Organizm nagradza sam siebie w ten sposób za osiągnięcie sukcesu, a wówczas jego apetyt rośnie i jeszcze chętniej podejmuje kolejne wyzwania w celu otrzymania zastrzyku upragnionej substancji. Dlatego właśnie nie sposób czerpać motywacji z zewnątrz. Pojawia się ona jako skutek nagrody, którą otrzymujemy za realizację kolejnych małych celów. Bądź jak Forrest, zacznij biec, a motywacja pojawi się samoczynnie. Konsekwencja jest najważniejsza.

Mit numer 2: Wielkie cele motywują najbardziej

Tak, ale pod warunkiem, że faktycznie wypływają z naszego serca. Z drugiej strony bywają onieśmielające. Jeśli założysz sobie, iż przebiegniesz maraton, schudniesz dwadzieścia kilogramów albo zarobisz dziesięć milionów dolarów, to nagły atak paniki nie będzie niczym zaskakującym. Strach przed porażką bywa tak silny, że spora grupa osób kompletnie odpuszcza realizację swoich celów.
Dlatego kluczowy jest plan. Wybierz swoje wielkie cele, a następnie stwórz plan działania, który cię do nich doprowadzi. Umieść tam kamienie milowe, po których poznasz, że idziesz we właściwym kierunku (np. cele jedno- lub kilkumiesięczne). Najważniejsze dla twojej motywacji będą jednak zadania na kolejny dzień! To na tym punkcie wywraca się większość ludzi. Każdego wieczora siadaj z kartką papieru i zanotuj co zrobisz nazajutrz. Chodzi o drobne rzeczy, takie jak: wykonanie kilku telefonów, odwiedzenie doradcy finansowego lub zakup sportowych butów. Zapisz je, a następnego dnia skrupulatnie odhaczaj kolejno zrealizowane etapy. Mózg uwielbia takie odhaczanie i wynagrodzi cię za nie strzałem dopaminy, który zwiększy twoją motywacją do odhaczenia kolejnego punktu! Kup duży ścienny kalendarz i zaznaczaj wielkim iksem każdy dzień, w którym wywiązałeś się ze swoich planów. Nie myśl o wielkim celu, pewnego dnia, ni stąd ni zowąd, zorientujesz się, że po prostu go osiągnąłeś. Skup się tylko na tych iksach. Najważniejsze to nie przerwać łańcucha!

Mit numer 3: Ludzie sukcesu mają supermoce
Nie, nie mają. Najczęściej nie są wyjątkowo zdolni, utalentowani, ani genetycznie predysponowani do bycia fajnymi. Mają za to dwie niezwykle istotne cechy: dobrze wiedzą czego chcą od życia i są cholernie pracowici. To wszystko, przysięgam. Zwracam na to uwagę, gdyż ludzie, którzy sukcesu jeszcze nie osiągnęli często traktują te wyimaginowane predyspozycje jako wymówkę dla własnego „nie chce mi się”. Jeśli należysz do tej grupy, muszę cię zasmucić. Ludzie sukcesu to tacy sami śmiertelnicy jak ty czy ja. Przestań szukać wymówek i nie przerywaj łańcucha.

Mit numer 4: Jeśli powiem innym o swoim celu, dodatkowo zwiększę motywację
Badania nowojorskich psychologów wskazują na coś innego. Jak pisze Peter Gollwitzer w Psychological Science: „[…] kiedy inni zwracają uwagę na behawioralne intencje jednostki związane z jej tożsamością, daje to jej przedwczesne poczucie posiadania tożsamości, do której aspiruje”. Tak wiem, ja też nie przepadam za naukowym językiem. Co to oznacza w praktyce? Jeśli przykładowo chcesz przebiec maraton i podzielisz się tą informacją z przyjaciółmi, istnieje szansa, że część z nich zacznie patrzeć na ciebie z zachwytem należnym maratończykowi. Będą mówić rzeczy w stylu: „niesamowita sprawa, podziwiam twój upór”, albo: „szacun stary, ja w życiu nie pobiegłem dalej niż do sklepu”. To z kolei może sprawić, że poczujesz się jak maratończyk już teraz, mimo że nie zacząłeś nawet trenować. Mózg nagrodzi cię strzałami dopaminy, a ty poczujesz, że właściwie nie musisz już biec, bo i tak masz szacunek długodystansowca, więc po co się męczyć. Nie gadaj więc, tylko działaj! Niech wyniki mówią za ciebie.

#Piotr Cielecki
Trener & Coach www.mowy-motywacyjne. piotrcielecki.pl kontakt@piotrcielecki.pl