Mężczyźni w korpo mają przechlapane. Mniej im wolno. Więcej się od nich wymaga. Rzadziej się ich wspiera. Surowiej karze. Powierza najbardziej niewdzięczne zadania. Na dodatek ciągle muszą wysłuchiwać o „wyrównywaniu szans kobiet” w firmach, podczas gdy sami są dyskryminowani. Czy będzie już tylko gorzej?Dzisiejsza sytuacja mężczyzn coraz bardziej zaczyna przypominać sytuację czarnoskórych Amerykanów w latach sześćdziesiątych – stają się pracownikami „gorszej kategorii”. Dla kobiet w wielu korporacjach tworzone są specjalne programy rozwojowe, w których doświadczone i wysoko postawione mentorki wspierają uczestniczki w wejściu na ścieżkę szybkiej kariery. Popularność zyskuje tzw. parytet na najwyższych stanowiskach: mając do wyboru dwoje kandydatów na członka zarządu o identycznym doświadczeniu i kompetencjach, rada nadzorcza wybiera kobietę, kierując się „polityką równych szans”. Mężczyźni takich przywilejów nie mają.

Czy to jest sprawiedliwe?
Kobieta w korpo, która skraca dystans wobec kolegów z pracy, zachowuje się wobec nich prowokująco, a następnie wykorzystuje osobisty urok i wdzięk do tego, by zaangażować przedstawicieli płci przeciwnej do swojego projektu lub uzyskać od nich input – zwykle jest uważana za osobę zaradną, łatwo budującą relacje, może nawet posiadającą cechy przywódcze. Mężczyzna próbujący postępować w analogiczny sposób wobec koleżanek – nie dość, że niczego tym nie osiągnie, to jeszcze narazi się na zarzuty o molestowanie.
Gdy facet przestaje performować i nie dowozi kej-pi-ajów, dostaje stanowcze ostrzeżenie i jasny komunikat: ma się wziąć w garść i to zaraz. Gdy to samo dzieje się z kobietą, znacznie częściej jest przestrzeń na rozmowę o tym, czy ma jakieś problemy, czy można jej w czymś pomóc, jakiego potrzebuje wsparcia. Mężczyznę nie wypada o to pytać – mężczyzna ma sobie poradzić, bo tak nakazuje ugruntowany od tysięcy lat stereotyp. I znów mamy taryfę ulgową tylko dla jednej płci.
Kolejny przykład to helpdesk IT – dźwiganie wielkiej ilości sprzętu, praca pod ogromną presją w przypadku awarii systemu, ciągły kontakt z niezadowolonymi i sfrustrowanymi pracownikami, którym coś nie działa. Czy w helpdesku często pracują kobiety? Oczywiście nie. Wszędzie tam, gdzie w grę wchodzi silny stres, wysiłek lub ciężkie warunki pracy, mężczyźni są „preferowani”. Tymczasem w radach nadzorczych największych korporacji obecnie zasiada więcej kobiet niż mężczyzn. Określenie „ktoś od czarnej roboty” wzięło się dawno temu od dyskryminowanych, czarnoskórych Amerykanów. Dziś bardziej by pasowało określenie: „ktoś od roboty dla facetów”. I nie chodzi tu wcale o podkreślenie, że mężczyzna wykonujący taką pracę jest męski i wspaniały.
Po pracy wcale nie jest lepiej. Mężczyźni niby wciąż dostają taką samą kartę MultiSport jak ich koleżanki, ale coraz więcej fitness-klubów posiada szyld: „tylko dla kobiet”. Przedstawiciele „płci brzydkiej” mogą co najwyżej popatrzeć przez szybę, jak w przestronnej i sterylnie czystej salce zadowolone panie ćwiczą na nowiutkich sprzętach, w towarzystwie młodych i zaangażowanych trenerów personalnych. Dla mężczyzn często pozostaje bardziej „tradycyjna” (czytaj: ciasna, brudna i przesiąknięta potem) osiedlowa siłownia.

A gdyby tak uciec z korpo? Proszę bardzo: dziesiątki kobiecych inkubatorów biznesu, spotkań networkingowych dla kobiet oraz klubów przedsiębiorczyń. Setki dofinansowanych kursów doskonalących dla przyszłych instruktorek jogi i fitnessu, dietetyczek, projektantek ogrodów. Wysyp ofert pracy dla przedszkolanek i nauczycielek klas 1-3, wcześniejsze doświadczenie nie jest wymagane. Internetowe fora z poradami dla pań, które postanowiły nie pracować, tylko pozostać w domu i zajmować się dziećmi. To wszystko są rzeczy niedostępne dla mężczyzn.

Facet uciekający z korpo może liczyć tylko na siebie. A jeśli mu się nie powiedzie, szybko otrzyma łatkę „życiowego nieudacznika”.
Wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze? Otóż najgorsze jest to, że „prawdziwy mężczyzna nie narzeka”. Kobietom narzekać wolno, w końcu to przejaw ich wrażliwości. Facet powinien zacisnąć zęby i znosić wszystko w milczeniu, bo to przecież takie męskie. I to jest błędne koło. Wmawia nam się, że kobiety mają gorzej, dlatego należy im się więcej przywilejów. A gdy czujemy się dyskryminowani, nie wypada nam o tym mówić.
10 marca obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Mężczyzny. Panowie! Nie dajmy się. Powstańmy wreszcie z kolan. Połóżmy kres gorszemu traktowaniu. Mężczyźni wszystkich korpo – łączcie się!
#Zdzisław Puzon