Uciekając z korpo, Jacek Kwiecień i Bartosz Krudysz zaczynali od zera na zupełnie nieprzyjaznym ich biznesowej koncepcji rynku. Dziś, dzięki nim, 300 tys. pracowników polskich firm każdego dnia ma dostęp do zdrowych warzywno-owocowych przekąsek. A ich firma nieustannie się rozwija.

Gdy 8 lat temu porzucaliście krakowską firmę badawczą, w której wspólnie przepracowaliście prawie trzy lata, rynek nie otrząsnął się jeszcze po gospodarczym kryzysie, a pracodawcy nie szafowali benefitami dla swoich pracowników.
Jacek Kwiecień: Zdecydowanie to nie był rynek pracownika. Pracodawcy nie musieli walczyć o pracowników, nie byli więc skorzy do ponoszenia dodatkowych kosztów z nimi związanych. Tym bardziej nasza propozycja, by zapewnili swoim podwładnym codzienny zestaw owoców, wielu z nich wydawała się fanaberią.
Bartosz Krudysz: Poza tym ludzie nie mieli takiej świadomości na temat zdrowego odżywiania, jakiej zaczynają nabierać obecnie. Musieliśmy więc stanąć na wysokości zadania i wykreować potrzebę na zdrowe produkty spożywcze w miejscu pracy.

Patrząc na to, jak obecnie kręci się wasz biznes, można chyba powiedzieć, że odnieśliście na tym polu prawdziwy sukces.
JK: Rzeczywiście, gdy zaczynaliśmy w 2011 r. nasza firma była dwuosobową działalnością. Pierwszą dodatkową osobę w
Dailyfruits zatrudniliśmy dopiero po roku. Do tego czasu wszystko organizowaliśmy sami: zamówienia, dostawy, sprzedaż, marketing, pozyskiwanie nowych klientów. Sami rozwoziliśmy owoce do firm dwoma samochodami dostawczymi. Zaczynaliśmy pracę o 4-5 rano, a kończyliśmy późnym wieczorem. Dziś mamy 120 pracowników, nasze dostawy docierają do 1800 klientów w całej Polsce, mamy 53 samochody dostawcze, centra magazynowe w dziewięciu miastach w kraju i miesięcznie dostarczamy pracownikom 700 ton owoców i warzyw. Sami zaś możemy zająć się opracowywaniem dalszych strategii rozwoju.

Skąd w ogóle przyszedł pomysł na tego rodzaju biznes?
BK: Pracując w korpo odczuwaliśmy dyskomfort z powodu braku dostępu do zdrowego jedzenia. Poza tym wiedziałem, że np. w USA są firmy, które zajmują się dostawami do korporacji tego rodzaju zdrowych produktów. Podglądając sytuację w innych krajach, wyszło nam, że trend na zdrowe przekąski powoli się rozwija, choć zupełnie nie widać go jeszcze w Polsce. Ale pomyśleliśmy, że może to nawet dobrze, bo mamy szansę być w czymś pionierami na rodzimym rynku.

Jak w waszym wykonaniu wyglądało to karczowanie ścieżki dla nowego trendu rynkowego?
BK: Ponieważ firmy nie były skore do wykupywania u nas pakietów abonamentowych, w ramach których codziennie lub kilka razy w tygodniu dostarczalibyśmy im owoce dla pracowników, wymyślaliśmy rozmaite jednorazowe akcje np. Dzień Wiosny, Dzień Ziemi, etc., w których mogli sobie przetestować świętowanie z naszą ofertą. Przez pierwsze dwa lata w zasadzie bazowaliśmy w dużej mierze na takich akcjach właśnie. Nie powiem, żeby był z tego zysk, ale w ten sposób, powoli firmy zaczęły się do naszej oferty przekonywać. Zobaczyły, że pracownicy chętnie korzystają ze zdrowych przekąsek, jeśli tylko da się im do tego okazję.

I w końcu zaskoczyło? Zrozumieli, że może się im to opłacać?
JK: Wraz z przeniesieniem firmy z Krakowa do Warszawy, zaczęliśmy pozyskiwać więcej klientów. Faktycznie, pracodawcy zaczęli doceniać to, że oferując swoim pracownikom dostęp do zdrowej żywności, nie tylko robią coś dobrego dla nich, ale także i dla siebie. Bo ci z pracowników, którzy stale jadali w pracy owoce i warzywa, byli zdrowsi, bardziej wydajni, rzadziej przebywali na zwolnieniach lekarskich.

Dziś, gdy mamy rynek pracownika i coraz większą społeczną świadomość prozdrowotną oraz ekologiczną, wasza oferta musi być rozchwytywana.
BK: Fakt, wciąż musimy zatrudniać nowe osoby, by nadążać z realizacją zamówień. Na brak zainteresowania z pewnością już nie narzekamy. Niemniej naszym celem jest uczynić z owoców tak samo niezbędny i oczywisty produkt w każdym biurze, jakim dziś jest kawa. Mamy bowiem świadomość, że tylko wtedy gdy będziemy regularnie dostarczać naszym organizmom dobre, zdrowe przekąski, tylko wówczas mamy szansę dobrze, efektywnie funkcjonować i wyraźnie zmniejszać ryzyko zapadania na choroby cywilizacyjne, takie jak cukrzyca czy otyłość.

W urokliwych drewnianych skrzynkach, w których klienci znajdują sezonowe owoce i warzywa z Dailyfruits, co jakiś czas pojawiają się też rozmaite materiały edukacyjne: ulotki, broszury na temat zdrowego stylu odżywiania się.
JK: Staramy się poprzez tego typu działania wspierać pracodawców w ich pozytywnym wpływaniu na pracownicze wybory żywieniowe. Na pokładzie naszej firmy mamy dietetyków, którzy dodatkowo organizują w firmach naszych klientów wykłady i konsultacje na temat zdrowego odżywiania się.
BK: Tworząc Dailyfruits oprócz oczywistych celów zarobkowych, przyświecała nam także misja zmieniania negatywnych przyzwyczajeń żywieniowych i zastępowania ich pozytywnymi. Tym bardziej teraz, kiedy słyszy się często, jak ogromy wpływ na jakość naszego życia i na naszą kondycję ma właściwa dieta, wydaje się zasadnym kontynuowanie i poszerzanie tego typu prozdrowotnych działań.

Inny trend, który obecnie determinuje zakupowe wybory Polaków to tzw. zero waste. Zastanawiam się, jak wam udaje się rozwiązać problem bycia eko. W skrzynkach, które trafiają do firm, znajdują się przecież tylko te najpiękniejsze, najbardziej idealne, wyselekcjonowane owoce czy warzywa, a co robicie z resztą?
BK: Oddajemy do ZOO. Każdego tygodnia kilka ton owoców, które nie spełniają naszych standardów jakościowych, bo właśnie nie są idealne, trafia do ogrodów zoologicznych w Warszawie, Krakowie i we Wrocławiu.
JK: Te natomiast, które w ogóle nie nadają się nawet na karmę dla zwierząt, odbiera od nas firma zajmująca się bioodpadami.

Słyszałam, że macie w swojej ofercie również owoce i warzywa krojone. Myśleliście żeby oferować je w biodegradowalnych opakowaniach?
JK: Właśnie testujemy tego typu opakowania i mamy nadzieję niedługo je wprowadzić.
BK: Natomiast kubki z krojonymi przekąskami już pojawiły w naszej ofercie, podobnie jak soki, jogurty czy bakalie.
JK: Zaczęliśmy też proponować firmom specjalne lodówki na produkty Dailyfruits. Klienci bardzo sobie chwalą takie rozwiązanie, bo dzięki temu ich pracownicy mają dłużej dostęp do świeżych i zdrowych przekąsek, dodatkowo podanych w atrakcyjnej formie.

Patrząc z perspektywy czasu na firmę, którą stworzyliście, macie jakieś refleksje na temat tego, jakim cudem udało wam się wspólnie przetrwać, zarówno ciężki czas na początku rozwijania się biznesu, jaki i później, gdy wszystko ruszyło z kopyta? Wiele spółek takich prób nie wytrzymuje.
JK: Pomogło nam chyba to, że mamy jednakową determinację, choć różne cechy charakteru. Dzięki różnicom w charakterze często patrzymy na wyzwania z dwóch perspektyw, dzięki temu mamy pełniejszy obraz. Nie konkurujemy ze sobą, nie wchodzimy w swoje kompetencje, raczej wspieramy się w różnych kwestiach.
BK: Myślę, że dla odniesienia sukcesu w spółce ważne są: wspólna wizja, wspólny cel, podobne nastawienie do ryzyka, a także determinacja i zaangażowanie. Sądzę, że mimo wielu różnic między nami, te które wymieniłem akurat nas łączą i pozwalają kroczyć razem w wyznaczonym sobie kierunku.
JK: Trzeba też dodać, że wielkie znaczenie mają tu również ludzie, z którymi pracujemy. Wielu z tych, którzy dziś w Dailyfruits pracuje na stanowiskach kierowniczych, zaczynało podobnie jak my, od robienia w tej firmie dosłownie wszystkiego. Ale przetrwali, zostali z nami i z pewnością to, gdzie dziś jesteśmy, zawdzięczamy właśnie świetnemu, zaangażowanemu zespołowi, jaki stworzyliśmy.

Tym, którzy podobnie jak kiedyś wy, marzą, by wyrwać się z korpo i rozpocząć przygodę „na swoim”, co byście doradzili?
JK: Niech liczą się z tym, że przez pierwsze dwa pierwsze lata może być naprawdę ciężko.
BK: Ja na to patrzę z drugiej strony. Nie, no proszę cię, nie możesz tak mówić. Może napiszmy, że jeśli mają jakąś wizję i mocno w nią wierzą, to niech się nie poddają, niech wytrwale dążą do celu. I niech nie zrażają się tym, że nie wszystko od razu idzie po ich myśli. Czasami na sukces po prostu trzeba trochę poczekać.
JK: I się napracować (śmiech).

# Justyna Szawłowska