W chwili, gdy będziecie trzymali w dłoniach niniejsze wydanie, mijać będzie niemal pół roku od momentu jak chcąc nie chcąc wskoczyłem z powrotem do korporacyjnego kołowrotka.
Kilka lat własnej działalności, pełna wolność działania w jej ramach, górki i dołki budżetowe, możliwość pracy z dowolnego miejsca na świecie, bycie kowalem własnego losu. Te elementy mocno walczyły ze mną pod koniec ubiegłego roku, gdy finalnie rozważałem powrót do etatowych korzeni. Po 6 miesiącach pracy w korporacji zaryzykuję krótkie podsumowanie w rodzinnym kontekście.

Czas poświęcony na pracę
Przy trójce małych dzieci w domu, możliwość codziennej pracy poza domowym „zaciszem” jest wielce pożądana. Żarty krążące w rodzinie oraz wśród znajomych, jakoby chodzę do pracy, aby odpocząć, wcale nie są bezpodstawne. Nie wyobrażam sobie w aktualnej sytuacji pracy z domu, na zasadzie identycznej jak działo się to na własnej działalności przy jednym dziecku. Oczywiście, starszy brzdąc jest w przedszkolu. Ale raczkujące bliźniaki, wspinające się na wszystko co znajdą w zasięgu swojego wzroku, próbujące skonsumować wszystko co znajdą na podłodze – to koszmar każdego, kto próbowałbym załatwiać biznesy w czterech domowych ścianach.

Finanse
Wszystkie doświadczenia z podejściem korporacji do kwestii finansowych zawsze w moim mniemaniu były i są jak najbardziej pozytywne. To głównie z tego powodu jestem obecnie w etatowych ramach. Każdy kto miał małe dziecko/dzieci doskonale sobie zdaje sprawę, że nic bardziej nie uspokaja sytuacji w domu jak stabilizacja finansowa. Idziesz do sklepu po pampersy, mleko, mokre chusteczki i tysiąc innych rzeczy, i nie martwisz się, czy starczy na ten sam pakiet w kolejnym tygodniu. Oczywiście, że wielu z was, zwłaszcza korpouciekinierów z odpowiednim doświadczeniem powie, iż na własnej działalności można zarobić znacznie więcej niż na etacie, trzeba tylko chcieć. Ale co innego chcieć i móc, a co innego chcieć i mieć związane ręce.

Stosunki rodzinne
Praca w domu + dzieciaki w liczbie 3 + żona na urlopie macierzyńskim. Brakuje, za przeproszeniem, tylko psa z biegunką. Czyli wszyscy zamknięci w czterech ścianach i wchodzący sobie na głowę, nawet gdybyśmy mieli 450-metrowy dom z rozłożystym ogrodem. Będąc doświadczonym już przy najstarszym dziecku doskonale wiedziałem, że taka opcja przy kolejnej dwójce nie wchodzi w rachubę. Gdyby nie etat i powiązana z nim praca w biurze, miałem już w głowie listę miejsc, w których będę starał się pracować poza domem. Pracując w korpo musisz (!) być punktualnie i wyrobić swoje 8 godzin. Jaka jest pochodna tego faktu? Zdążysz się w ciągu dnia stęsknić za rodziną, a rodzina za tobą. Wracam po 8 godzinach do domu i z przyjemnością zajmuję się przez resztę dnia opieką nad maluchami, gdy żona zajmuje się własnymi sprawami. Tęsknota to rzecz pożądana w każdym związku, tak twierdzili nasi dziadkowie i tego się trzymam.

Podsumowanie
Podsumowując – tak, jestem zadowolony z obecnej sytuacji zawodowej w kontekście całej sytuacji rodzinnej. Oczywiście część czytelników zapewne zarzuci mi, iż uciekam od ciężkiej pracy z malutkimi dziećmi, że powinienem być codziennym wsparciem od rana do wieczora dla żony, że to ja powinienem przejąć ciężar codziennego prowadzenia domu kosztem kariery zawodowej. Ale wierzcie mi – przy trójce dzieci nie da się, a przynajmniej my nie chcemy lub nie potrafimy, aby oboje rodzice mogli od rana do wieczora spędzać z nimi czas. Dzieciaki są jak gąbka – wchłoną na tym etapie „dorastania” każdą ilość funduszy, które uda wam się zarobić. I należy mocno pilnować finansów, aby nie opróżnić kasetki tydzień przez wypłatą.

PS. Przywieźli nam nową kserokopiarkę do biura, do której użycia potrzebna jest indywidualna karta każdego pracownika. Połowa biura od tygodnia nie potrafi wydrukować choćby jednej kartki. Uwielbiam korpo !

# Korpotata