Gdy Benita pokazuje mi jak łatwo za pomocą wyszukiwarki Google namieszać w sieci, wprowadzając w niej informacyjny chaos, włos jeży mi się na głowie. Aż trudno pojąć, że prostym internetowym narzędziem można aż tyle nabroić.

Benita Jakubowska – Antonowicz jest właścicielką New Media (www.ighto.com), firmy specjalizującej się w zapobieganiu agresji w internecie oraz usuwaniu z sieci wszelkich treści nieaktualnych, starych czy nieuczciwych. Można powiedzieć, że firma Benity jest swego rodzaju wyspecjalizowanym czyścicielem wirtualnej rzeczywistości. Monitoruje wielkie globalne środowisko i zmniejsza ilość informacji, które negatywnie wpływają na jego ekosystem, a także na interesy jednostek oraz biznesów.

Dziś spotykam się z nią, by omówić problemy, których ostatnio nastręczają użytkownikom sieci wizytówki i mapy Google.

– Cały internetowy ekosystem wyszukiwania opiera się na wpisywanych przez nas do wyszukiwarki słowach. Nie jest to jednak narzędzie, które ma obowiązek pokazywania aktualnych treści. To tylko algorytm, który nie rozumie powiązań i zmian zachodzących w świecie rzeczywistym – tłumaczy mi Benita. – W sytuacji gdy firma zostaje sprzedana, zmienia nazwę, lokalizację lub gdy umiera właściciel, w sieci nic się nie zmienia. Najlepszym przykładem są tutaj różnego rodzaju punkty handlowe, usługowe, opieki medycznej, sklepy czy siłownie. Często zmiany, jakie zachodzą w ich lokalizacjach, nie są na bieżąco nanoszone na internetowych mapach czy informacjach o nich. Dlatego też zdarza się, że klient szuka sklepu czy firmy w miejscu, w którym tych już od dawna nie ma.
Dobrym przykładem takiego stanu rzeczy może być sieć siłowni Zdrofit, która jakiś czas temu przejęła część lokalizacji po Calypso. Zmiany te jednak nie wszędzie zostały odnotowane w wynikach wyszukiwania. Oczywiście bywalcy siłowni w konkretnej lokalizacji zapewne o nich wiedzą, ale inni?

Wizytówka z automatu
Do firmy Benity zaczęli przychodzić klienci, którym Google sam tworzy wizytówki i na podstawie zaciągniętych z sieci danych uzupełnia je. Klienci skarżą się, że w treści wizytówek ich firmy znalazły się informacje niekoniecznie zgodne z prawdą, nieaktualne albo też dodane w sposób zupełnie przypadkowy.

– Ponieważ szukając punku usługowego w wyszukiwarce, zwykle zaczynamy od wpisania w niej nazwy firmy lub specjalisty, Google dla ułatwienia tego procesu wprowadził tzw. wizytówki, które mogą być powiązane z mapami – mówi Benita. – Wizytówki te tworzy zarówno dużym firmom czy instytucjom, jak i małym jednoosobowym działalnościom. Robi to automatycznie, zaciągając dane z różnych miejsc w sieci. Jeśli w internecie znalazły się odpowiednie informacje o firmie i algorytm uzna je za wiarygodne, wkomponowuje je w jej wizytówkę. W celu wyszukania takich danych wykorzysta np. katalogi firm, listy punktów POI, strony internetowe czy serwisy z opiniami. Oczywiście dane te nie będą w żaden sposób zweryfikowane. Obowiązek ich weryfikacji w całości leży po stronie tego, kogo one dotyczą. Warto pamiętać, że informacje o firmie zawarte w wizytówce stworzonej w Google Moja Firma, mogą wyświetlać się na mapach, w wyszukiwarce i innych usługach Google. Niestety okazuje się, że śmietnik, jaki panuje w sieci i fakt, że wielu ludzi czy wiele firm na bieżąco nie „odświeca” informacji o sobie w internecie, sprawiają, że potrzeba sporo wysiłku i pracy, żeby uporządkować te automatycznie tworzone treści.

O jakich problemach klientów New Media z wizytówkami Google mowa, Benita pokazuje mi na konkretnym przykładzie. Wpisuje w wyszukiwarkę Google nazwę znanej warszawskiej placówki edukacyjnej. Na ekranie pojawia się lista wyników, a po prawej stronie wizytówka szkoły. Są w niej dane o placówce zaciągnięte z Wikipedii, adres szkoły, telefon, strona internetowa, itp. Jednocześnie pod tymi informacjami znajduje się link „Zaproponuj zmianę”. Generalnie link dedykowany jest podmiotowi, którego dotyczy (tj. właścicielowi firmy, administracji szkoły, szpitala czy innej instytucji), aby ten mógł zmienić w wizytówce np. adres swojej siedziby, gdy zajdzie taka potrzeba. W rzeczywistości jednak zmiany te zaproponować może każdy zalogowany internauta, a zalogować się można przecież i z fałszywego konta.

– Możliwości zmian jest całe spektrum; od wskazówek związanych z dojazdem, przez godziny otwarcia, do nazwy samego podmiotu, telefonu czy strony internetowej – wymienia Benita.

Zjeżdżamy w dół wirtualnej wizytówki do rubryki „opinie z internetu” oraz „opinie Google”. Interesująca nas placówka ma ich całkiem sporo, więc Benicie łatwo przychodzi pokazanie mi, co się tu dzieje w sferze tzw. „czarnego PR-u”.

– Spójrz na wpisy takich osób jak Nikifor Krynicki czy SkullMaster – pokazuje. – Od razu widać, że to fałszywe konta, stworzone tylko po to, by popsuć reputację tej instytucji. Gdy wejdziesz na te konta, możesz przejrzeć historię wpisów osób, kryjących się pod ich nickami. U jednego i drugiego nie ma nic więcej poza aktywnością, polegającą na szczuciu w sieci na konkurencyjne placówki w danej branży.

– Koszmar – mówię, bo nagle dociera do mnie, że to nie dzieje się w filmach ani w futurystycznych powieściach, lecz tu i teraz, uderzając w konkretne, realne podmioty.

Kłopoty z wizytówkami
Internet to miejsce ciągłej i nieustannej zmiany. Wizytówki są bez dwóch zdań produktem, który w ostatnich latach rozwijał się niezwykle szybko. W rozwój i aktualizację tego rozwiązania Google włożyło mnóstwo wysiłku. Tymczasem nieaktualne czy fałszywe dane robią tu na bieżąco krecią robotę, stając się prawdziwą zmorą tego, w założeniu, niezwykle pożytecznego narzędzia.

– Trafiają do nas klienci, którzy nie rozumieją, dlaczego nagle w wynikach wyszukiwania pojawia się błędna nazwa ich firmy albo zupełnie inny adres niż ten, pod którym fizycznie ona się znajduje – opowiada Benita. – W zasadzie codziennie przychodzi do nas ktoś z prośbą o zmianę w Google czy usunięcie części komentarzy pokazujących się przy jego firmie. Klienci są naprawdę zdziwieni, gdy tłumaczymy im, że nie można zażądać od Google, by wizytówki nie było, jeśli firma istnieje. Nie wiedzą też, że komentarzy nie można przy wizytówce wyłączyć. Można jedynie zgłosić je jako obraźliwe, ale to jest tylko zgłoszenie, które nie daje gwarancji usunięcia. Co do zasady wyszukiwarka jest tylko narzędziem, które ma w jak najlepszy sposób odpowiadać na zapytania użytkowników. Google nie interesowało do końca to, jakiego rodzaju treści pokazuje, jeśli tylko te treści spełniały kryteria wyszukiwania. Dopiero przymuszony przez największych reklamodawców, Google, zajął się jakimkolwiek weryfikowaniem tego, co pokazuje. Gdyby nie presja tych klientów, którzy zagrozili, że wycofają swoje budżety reklamowe, nadal niewiele by się tutaj zmieniło.

Zmiany nazw w mapach
Niedawno w mediach było głośno o tym, że ktoś zmienił w Google Maps nazwę szczecińskiego Pomnika Czynu Polaków na „Pomnik Czynu Polaków Robaków”. Podobne afery wywołały zmiany w nazwach: Zespołu Szkół Nr 1 im. Marszałka Józefa Klemensa Piłsudskiego w Bielsku Podlaskim (przemianowany na Zespół Szkół im. Matki Boskiej Mechanicznej), Politechniki Białostockiej (Poliburdel Białostocki), VIII LO w Łodzi (Kindermafia) czy Gimnazjum nr 1 w Zgierzu (Gimnazjum im. Bohaterów kremówek). Ale przykładów podobnych zmian jest znacznie więcej. Choć te wymienione powyżej mogą śmieszyć i wydawać się niegroźne, mimo wszystko pokazują też jak łatwo w aplikacji Google dokonać zmian i jak duże pole do nadużyć zostawia to narzędzie.

– Większość rozwiązań dostępnych w sieci opiera się na założeniu, że ludzie w dobrej wierze będą dodawać prawdziwe dane i zazwyczaj tak jest – mówi Benita. – Tak naprawdę, to dzięki użytkownikom nanoszącym na bieżąco zmiany na mapach, wiemy, która droga jest zamknięta, a która przejezdna. W przypadku gdy jedziemy w miejsce, w którym wcześniej nie byliśmy, sprawdzamy, gdzie warto nocować, gdzie zjeść, co ciekawego w danym miejscu zobaczyć.
Bez takich serwisów jak TripAdvisor czy Booking większość z nas nie wyobraża już sobie podróżowania. Dlatego nie ma co demonizować, ale warto zadbać o to, by dane, które się wyszukują, były aktualne i odpowiadały stanowi rzeczywistemu.
# Izabela Marczak