Niedawno byliśmy z Agnieszką w Krakowie. Nie sami. Towarzyszyły nam liczne grupy turystów z Polski, jak i wręcz przeciwnie. Jedną z nich była wycieczka dzieciaków na oko ośmioletnich. Pani wychowawczyni z uporem heroicznym, aczkolwiek bez większych sukcesów usiłowała zwrócić uwagę rozwrzeszczanej bandy na monumentalność krakowskich kamienic, piękno średniowiecznych ołtarzy i ogólną podniosłość dziejową czającą się w każdym zaułku. Dzieciaki oczywiście bardziej zajęte były łapaniem pokemonów, kupowaniem obwarzanków i sprawdzaniem ile emenemsów zmieści się w nosie kolegi. Jeden z chłopców, cechujący się szczególnie wysokim poziomem energii jakby w ciągu ostatniego tygodnia podstawowymi składnikami jego diety była kawa, cukier i tabletki na kaszel, szczególnie utrudniał kobiecie pracę.

–   Michałku, czy ty nie możesz być bardziej jak twój brat? – spytała zmęczona nauczycielka.

–   Proszę pani, ale ja nie mam brata – odpowiedział rezolutne chłopiec.

–   No właśnie.

Piękne.

Z okazji zbliżających się wakacji przede wszystkim życzę Wam luzu. Jeden z najmądrzejszych ludzi, jakich miałem przyjemność poznać powiedział mi kiedyś, że nastolatkowie bez przerwy martwią się tym, aby przynależeć do jakiejś grupy (sportowców, popularnych dzieciaków, anarchistów, tych mądrych, pięknych, albo po prostu znanych i lubianych). Kiedy kończymy dwudziesty rok życia zaczynamy szukać swojej drogi i pasji, która sprawi, że inni będą myśleć o nas jak o kimś wyjątkowym. Po trzydziestce wiemy już mniej więcej co lubimy, oraz w czym jesteśmy dobrzy i otaczamy się ludźmi, którzy myślą podobnie i mają na nasz temat dobre zdanie. I dopiero gdzieś w okolicach czterdziestki człowiek orientuje się, że nigdy nie był aż tak ważny i ludzie nie poświęcali mu nawet połowy uwagi, o którą tak starannie przez ostatnie trzydzieści lat zabiegał.

Mając na uwadze powyższą prawidłowość, zachęcam Cię, abyś w te piękne i ciepłe miesiące był dobry przede wszystkim dla siebie samego i chociaż na chwilę odpuścił zamartwianie się tym, co pomyślą inni. Dlatego idź na kolację do restauracji podającej Twoje ulubione jedzenie i nie fotografuj posiłków, tylko po prostu je zjedz, ciesząc się smakiem. Wyłącz telefon i zostaw go na cały dzień w hotelu, a wieczorem zauważysz, że Twoja obecność online nie jest koniecznym warunkiem przetrwania wszechświata. Gwiazdy będą na swoich miejscach, planety będą się kręcić wokół własnych osi, a życie w oceanach nadal będzie kwitło. Pamiętaj, że wcześniej czy później będziemy tylko czyimiś wspomnieniami, więc w ramach dbania o to, by wspomnienia te były piękne rozluźnij pośladki i więcej się uśmiechaj. Dzieci i wnuki znacznie przyjemniej wspominać będą zrelaksowanego ojca i radosną babcię, niż ponuraka o wyrazie twarzy strażnika więziennego, komunikującego się ze światem przy pomocy kompilacji zwrotów: „brokuły”, „szlaban” i „zakaz masturbacji”. Wisława Szymborska mawiała, że Panu Bogu, nie licząc kotów, świat wyszedł tak sobie. Nie przejmuj się więc, że nie jesteś doskonały, gdyż nikt tego od Ciebie nie wymaga. Dużo częściej sami jesteśmy mistrzami świata we wpędzaniu się w poczucie winy i w stawianiu sobie nierealnych oczekiwań. Nie przejmuj się, że jeszcze nie podbiłeś wszechświata. Wszechświat poczeka przynajmniej do momentu, kiedy wrócisz z wakacji.

Na koniec zachęcam Cię, abyś pamiętał o paradoksie rybaka. Łona, jeden z moich ulubionych raperów, opowiadał kiedyś historię biznesmana, który dla podreperowania zdrowia wyjechał na wakacje do tropikalnego raju. Koło południa zobaczył rybaka pijącego wino na pomoście. Autochton zagadnięty o przyczynę tak wczesnego oddawania się alkoholowym przyjemnościom wyjaśnił, że od rana złowił pełną sieć ryb, sprzedał je na targu i obecnie ma wolne. Przedsiębiorczość prezesa z wielkiego miasta nie mogła pozostać obojętna wobec takiego marnotrawstwa czasu i zasobów, toteż zareagowała natychmiastowo, tworząc czytelny biznesplan.

–   Przecież mógłbyś łowić do wieczora i odłożyć pieniądze – zauważył biznesman. – Za miesiąc kupiłbyś drugą łódź i wynajął pomocnika. Potem kilku kolejnych i po sześciu miesiącach byłbyś właścicielem niewielkiej firmy. Kilka lat wytężonej pracy i twoje kutry zaopatrywałyby w owoce morza wszystkie lokalne sklepy i restauracje, a ty byłbyś prezesem wielkiego przedsiębiorstwa.

–   Fajnie to brzmi – zgodził się rozmarzony rybak. – Tylko jedno pytanie, co ja będę wtedy robić?

–   Jak to co? – zdziwił się biznesman. – Będziesz odpoczywać.

–   Tak? No a co ja teraz robię?

Kurtyna.

Jeśli wśród naszych czytelników znajdują się miłośnicy psów, którzy poczuli się urażeni cytatem z naszej noblistki, pragnę na koniec zapewnić, że według mojej prywatnej oceny, psy są równie fajne jak koty. Chociaż śmierdzą po deszczu i zasłaniają telewizor. Dziękuję, pięknych wakacji.

 

Piotr Cielecki

Mówca&Coach

https://mowy-motywacyjne.piotrcielecki.pl/