Dzień dobry! Jestem tu nowa. I zacznę od początku.

Tak, jestem nowa. Nowa na łamach Korpo Voice, nowa także w pracy, którą właśnie rozpoczynam. Spędziłam ostatnie 5 lat (!) w pieluchach, mlekach i czterech domowych ścianach. Mam dwójkę ślicznych dzieci, starsze ma wspomniane 5 lat, młodsze 1,5 roku i właśnie rozpoczęło karierę żłobkową.

Tak, odzwyczaiłam się od codziennej pracy zawodowej i najzwyczajniej boję się powrotu do niej. Przez 5 lat pracowałam 24 godziny na dobę, 365 dni w tygodniu. Owszem, miałam wsparcie męża, rodziny, ale gdy inni szli do pracy, ja zostawałam przynajmniej z jednym dzieckiem w domu i prowadziłam konferencje w niemowlęcym języku.

Stanowisko „mama menedżer” było ciężkim doświadczeniem – zarówno od strony fizycznej (ponoście cały dzień dziesięciokilogramowego brzdąca, który jeszcze nie potrafi chodzić, ale chce już poznawać świat), jak i psychicznej (były dni kiedy mąż przychodził z pracy, a ja jeszcze nie zdążyłam od rana umyć zębów!).

Zaczynam od początku. W momencie pisania tego tekstu jestem trzeci dzień po zakończeniu projektu „mama menedżer” – starszy syn w przedszkolu, młodszy w żłobku. Ja za tydzień wracam do pracy. Mam 5 dni na doprowadzenie się do porządku – tylko inne matki zrozumieją co to znaczy być u fryzjera raz na dwa miesiące i nie mieć czasu na zrobienie sobie paznokci. Jest źle, ale widać światełko w tunelu.

Tak, wracam do korpo. Mam ten komfort, iż wracam na swoje byłe stanowisko, w firmie, którą lubiłam i do niemal niezmienionego składu zespołu. Ale nawet nie wyobrażacie sobie jak się stresuję – po pięciu latach pracy bez komputera złapałam się ostatnio na poszukiwaniu, który klawisz to „spacja”. Serio, siedzenie w domu odmóżdża na maxa.

Za miesiąc przeczytacie czy odnalazłam się po tylu latach w „starej” firmie. Ja sama mocno trzymam za to kciuki.

# Korpomama