A gdyby tak nagle zyskać wiedzę o istocie wszystkiego? Zrozumieć swoje miejsce w świecie, otrzymać odpowiedzi na nurtujące nas od lat pytania? Zyskać nową energię, dostrzec sens w życiu i… w umieraniu? Niektórzy twierdzą, że można to zdobyć za sprawą łaski. Chemicznie zaś – ayahuaski.

Nauka, cywilizacja, postęp, nowe technologie – wydaje się, że to wszystko pozwala wznieść się człowiekowi na wyższy szczebel egzystencji. Żyjemy szybciej, intensywniej, bardziej komfortowo. Mając zaspokojone podstawowe potrzeby piramidy Maslowa, możemy ewoluować w poszukiwaniu wyższych wartości. A jednak coraz więcej ludzi wchodzących w skład współczesnych cywilizowanych społeczeństw, cierpi na psychiczne dolegliwości, szuka wytchnienia w używkach, próbuje wypełnić wewnętrzną pustkę śmieciowym jedzeniem, nałogowym seksem, nabywaniem rzeczy. Codzienność nas wypala, wyjaławia. Praca jakkolwiek nieudana, kariera jakkolwiek niebłyskotliwa, nie przynoszą spełnienia. Podobnie rodzina i relacje z innymi ze współczesną niejednoznacznością ról w nich pełnionych, nie stają się ostoją, chroniącą przed rozpadem. Współczesny człowiek coraz częściej uświadamia sobie, że brakuje mu… korzeni. Że gdzieś w życiowym pędzie i koncentracji na świecie materialnym, utracił łączność z tym co duchowe. Świadomość tego wewnętrznego braku, mimo życia w świecie dobrobytu, skłania współczesnego człowieka do powrotu do tego, co pierwotne, do mądrości przodków, do natury. Dla wielu zbawienna w tych poszukiwaniach okazuje się ayahuasca. Sięgają po nią milionerzy z Doliny Krzemowej, menedżerowie pracujący w korporacjach, gwiazdy, celebryci, ci wszyscy, którym życie nie daje satysfakcji lub dla których jest źródłem cierpienia. Ale nie brakuje i takich, dla których ayahuasca jest po prostu modnym sposobem na rozrywkę.

Pnącze duchów
Jedni nazywają ją napojem bogów, inni lianą duszy, świętą księgą, receptorem kosmicznej łaski. Fizycznie ayahuasca jest wywarem z pnącza dwóch amazońskich roślin: Ayahuaski (Banisteriopsis caapi) – pnącza zawierającego alkaloidy harmala, będące inhibitorem MAO, odpowiedzialnym za blokowanie rozpadu neuroprzekaźników w mózgu oraz Chacruny (Psychotria viridis) – krzewu zawierającego DMT (dimetylotryptaminę), psychodeliczną substancję psychoaktywną. Wywar z tych dwóch roślin, obecny w medycynie szamanów z Ameryki Południowej, dziś stał się specyfikiem pożądanym przez ludzi z wielkich miast, z mainstreamowej śmietanki zachodnich cywilizacji. Modna dziś turystyka ayahuascowa, sprzyja rozwojowi usług szamańskich w Brazylii, Ekwadorze, Boliwii, Peru, Kolumbii i na Karaibach. Ale by spróbować wywaru, wcale nie trzeba od razu szykować się na długą podróż. Ceremonię ayahuaski można przejść niemal w każdym kraju i na każdym kontynencie, nawet w Polsce, gdzie wywar ten uchodzi za narkotyk i jest prawnie zakazany, aczkolwiek niektórzy twierdzą, że nic nie zastąpi ceremonii przeżytej w kraju pochodzenia magicznych roślin, wchodzących w skład wywaru, odprawianej przez prawdziwych indiańskich szamanów.

„Świadoma praca z tą tajemniczą rośliną rozpoczyna się już przy zbiorze składników, z których następnie przygotowuje się uzdrawiający wywar i trwa zarówno podczas jego przygotowywania, w trakcie samej ceremonii, jak i po jej zakończeniu. W tym procesie liczy się wszystko: jakość oraz proporcje zebranych składników, wiek zebranej rośliny (pnącza i liści), długość gotowania i mieszania wywaru, tego, kto wywar przygotowuje (intencja, doświadczenie, uważność, atmosfera, „mówienie i śpiewanie do niej”), ogromne znaczenie ma również sposób przefiltrowania, przechowania i przekazania, a potem podawania wywaru, albowiem świadome oraz kompleksowe podejście zapewnia odpowiednią ochronę i ukierunkowanie prowadzących, wpływając na jakość doświadczenia wszystkich uczestników” – tłumaczą polscy organizatorzy ayahuaskowych ceremonii z TribuNydek.

Do wypicia wywaru trzeba się przygotować. Minimum przez dwa tygodnie przed ceremonią należy wstrzymać się od spożywania mięsa, nabiału, alkoholu, kawy, leków. Zaleca się stosować w tym okresie dietę owocowo-warzywną, pić dużo wody, wysypiać się i powstrzymać od kontaktów seksualnych.

Tradycyjna ceremonia ayahuascowa rozpoczyna się późnym wieczorem. Uczestnicy siedzą w kręgu, w którego centrum pali się ogień. Szaman i jego świta wprowadzają uczestników w trans muzyką (pieśni, bębny i inne instrumenty ludowe). Następnie każdy z uczestników otrzymuje do wypicia kieliszek (do trzech) wywaru i zaczyna halucynogenną podróż w głąb siebie, która może trwać od 5 do 10 godzin, a nawet dłużej. Charakterystycznym objawem działania wywaru jest proces oczyszczania się organizmu, co u wielu skutkuje wymiotami, a czasem także rozstrojem żołądka. Rodzaj przeżyć psychicznych jest bardzo indywidualny, choć gros uczestników wskazuje na elementy wspólne ayahuascowych wizji.

Połączenie
Ayahuasca, podobnie jak leki psychotropowe, wpływa na centralny układ nerwowy i na to w jaki sposób mózg przetwarza informacje. Oznacza to, iż zmienia nastrój, myśli, emocje, zachowanie i percepcję. Częstymi efektami działania ayahuaski są intensywne halucynacje przeżywane po zamknięciu oczu, a objawiające się szeroką gamą wzorów geometrycznych, kolorowych fraktali, magicznych krajobrazów oraz postaci. Wielu uczestników ceremonii doświadcza pozaświadomego i niekontrolowanego obrazu dobra i zła, jasności i ciemności, szczęścia i cierpienia. Wielu mówi o doświadczeniu połączenia tego, co dualne i co na poziomie świadomości uchodzi za niemożliwe do połączenia.

Tina Courtney z Montany (USA), która przez 11 lat uczyła się szamanizmu, przechodząc przez ponad 1000 ceremonii ayahuaski w dżungli amazońskiej, twierdzi, że poznała ludzi wyleczonych przez „Ayo” z raka, z cukrzycy, boreliozy, depresji, z uzależnień i wielu innych współczesnych schorzeń cywilizacyjnych. Niemniej twierdzi, że sama ayahuaska nie jest uzdrowicielem, lecz jedynie narzędziem, zaś moc uzdrowienia tkwi w samych uczestnikach ceremonii.

„Ayahuasca jest ekspanderem świadomości – mówi. – Pokazuje nam, jak się leczyć, jeśli jesteśmy na to gotowi i chętni. Nie może do tego zmusić, może tylko pokazać nam portal. Jeśli nasza dusza wie, że nadszedł czas, magia może się rozwinąć. Otwiera nas na inną perspektywę, bardziej poszerzone spojrzenie na nas samych, nasze plemię i nasz świat. Daje nam możliwość zrozumienia naszej prawdziwej natury, naszych wzorców, naszych lęków, a następnie zapewnia wskazówki, jak wybrać inaczej. Uzdrawiać. Rozwijać nasze postrzeganie. Ostatecznie jednak Ayahuasca jest tym, co nazywam „lekarstwem dualności”. Działa poprzez tworzenie głębokich doświadczeń kontrastów, takich jak strach i nieustraszoność, ciemność i światło, opór i poddanie”.

Ayahuasca jest obecnie badana przez naukowców m.in. z Cambridge University pod kątem działania antydepresyjnego, zwłaszcza w depresji lekoopornej oraz w obszarze działania antyuzależnieniowego (m.in. badania kanadyjskie zespołu MAPS pod kierunkiem Dr. Geralda Thomasa). Co ciekawe w wielu przypadkach te działania potwierdza – leczy „duszę” i pomaga wyjść z nałogów. Niestety nie znaczy to, że nie może również zaszkodzić.

Rozpad
Choć naukowcy są zgodni, przynajmniej co do tego, że w przeciwieństwie do innych substancji narkotycznych, ayahuasca nie uzależnia, to również twierdzą, że nie jest ona substancją dla każdego.

Joshua Hanna, specjalizujący się w medycynie holistycznej i naturopatii, choć nie przeczy cudownym i uzdrawiającym mocom ayahuaski, osobiście po jej zażyciu doświadczył całkowitego rozpadu i załamania psychicznego, z których później wychodził latami.

„Ayahuaska ma silny potencjał aktywujący zaburzenia psychiczne – ostrzega. – Może być groźna zwłaszcza dla osób predysponowanych do zaburzeń dwubiegunowych, schizofrenii, zaburzeń dysocjacyjnych, depersonalizacji/derealizacji, stresu pourazowego, zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych, depresji, zaburzeń przetwarzania sensorycznego, oraz zaburzeń postrzegania spowodowanych halucynogenami (HPPD)”.

Doświadczenie ciemności i śmierci, które przeżył podczas kolejnej swojej ceremonii ayahuaski, wpłynęło u Joshua’y na postrzeganie rzeczywistości. Jego ayahuascowe halucynacje niejako zlepiły się z jego świadomością, napawając trudnym do ogarnięcia lękiem i doprowadzając do załamania nerwowego.

„Miałem halucynacje, moja percepcja wzrokowa była zakłócona i zniekształcona, dzwoniło mi w głowie, byłem przerażony, że umrę – wspomina swój stan długo po ceremonii. – Żyłem z dnia na dzień, cierpiąc na (czasami skrajnie silne) zawroty i bóle głowy, intensywne nocne koszmary, poważne zaburzenia poznawcze, problemy z mówieniem (afazja) i doświadczając braku poczucia celu. Znalazłem się nagle w sytuacji „toń lub płyń”, walcząc o swoje życie. Nie potrafiłem przestać płakać i byłem przytłoczony przez nieznaną mi wcześniej, zupełnie mi dotąd obcą myśl, by zakończyć swoje życie. Nie byłem w stanie się pozbierać”.

Tak negatywne efekty ayahuaski, jakie przeżył Hanna, nie są jednak standardem. Znacznie więcej przypadków, dotyczy pozytywnych skutków działania wywaru. Gros osób, które przeszły ceremonię ayahuaski uważa ją za najważniejsze doświadczenie w swoim życiu.

Integracja
– Znalazłem się w zupełnie innym świecie, świecie, gdzie zapomniałem o własnym ego. Co chwilę krzyczałem „kurwa, fuck”, bo były tam śmierć, palenie ciała, głód, miłość, tęsknota, wcielanie się w różne istoty (m.in. pająk, kruk) – opowiada o swoim spotkaniu z ayahuascą Norbert, CTO w firmie wytwarzającej oprogramowanie. – Po tym doświadczeniu dosłownie zniknęła depresja, którą miałem. Zmieniły się moje nawyki żywieniowe. Przestałem pić kawę, alkohol, a pokochałem smak wody i zdrowego jedzenia. Życie dosłownie nabrało kolorów – świat widziałem wyraźniej, przyjemność zaczęły mi sprawiać najdrobniejsze nawet czynności, wzmogły się moja kreatywność oraz intuicja.

Tak naprawdę Norbert nie wypił typowego ayahuaskowego wywaru rodem z Ameryki Pd., lecz jego europejską wersję składającą się z ruty stepowej i mimozy, o bardzo zbliżonym składzie substancji psychodelicznych.

– Ceremonia odbyła się w domowym zaciszu, przy dźwiękach muzyki Wingmakers – wspomina. – Udział w niej wzięły w sumie trzy osoby. Mną kierowała przede wszystkim ciekawość. Nie spodziewałem się jakichś efektów terapeutycznych, tymczasem to, co się stało, odmieniło moje życie.

Podkreśla jednak, że integracja doświadczenia, zdobytego podczas spotkania z ayahuaską, to proces, który trwa wiele miesięcy. Norbert zdecydowanie odradza przechodzenie przez ceremonię bez opieki doświadczonego szamana, przewodnika, bo jego zdaniem ten odgrywa istotną rolę właśnie w pracy nad integracją psychodelicznych wizji jak i w sytuacji tzw. bad tripów.

Również dla Filipa, dawniej pracownika korporacji, a dziś właściciela firmy informatycznej, spotkanie z ayahuascą w Londynie miało przełomowe znaczenie.

– Po pierwsze, oczyściłem się z negatywnych emocji, które przez lata w sobie nosiłem: z poczucia winy, wstydu, z poczucia krzywdy, ran wyniesionych jeszcze z dzieciństwa – opowiada. – Po drugie, otrzymałem odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, dotyczące mojego prywatnego życia. Ale także, co ciekawe, w ayahuaskowych wizjach dokładnie ujrzałem, jak będzie wyglądać mój przyszły biznes.

Według Filipa filmowy Matrix przy rzeczywistości z ayahuaskowych wizji to pikuś. Uważa, że nie da się tego przeżycia porównać z żadnym innym.
Tyle, że Filip nie poprzestał na jednej ceremonii. O ile jednak do pierwszej podchodził z należytą uważnością i z szacunkiem, przygotowując się do ceremonii zgodnie z zaleceniami przewodników duchowych, o tyle za drugim razem poszedł na żywioł, niejako z marszu, bez wyraźnej duchowej potrzeby i bez ważnej intencji.

– To było najgorsze 10 godzin w moim życiu – wspomina. – Przez tych 10 godzin dosłownie wyrzygiwałem raka. Musiałem się zmierzyć z moim lękiem przed śmiercią, ze swoim cieniem, z bólem i z przerażeniem. Dostałem nauczkę – mówi. – Nie można igrać z pierwotną mądrością amazońskich roślin. Niemniej z walki, jaką wtedy przeszedłem, wyszedłem zwycięsko, ostatecznie wydostając z siebie żrącego mnie od środka potwora i tym samym łagodząc własne lęki przed nieuleczalną chorobą.

I Norbert, i Filip chcą jeszcze kiedyś powtórzyć spotkanie z ayahuascą, tyle że tym razem w Peru pod okiem prawdziwego indiańskiego szamana. Uważają jednak, że muszą do tego dojrzeć.

– To nie zabawa, lecz duchowe spotkanie – zapewniają. – Doświadczenie łaski, przekraczające granice świadomości i mające moc uzdrawiania.

#Iza Marczak