Krótka rozprawka o tym, czy w korporacji warto rozpychać się łokciami, blokować innym możliwość wykazania się oraz zagarniać pod siebie kolejne obszary odpowiedzialności. Poradnik dla każdego, kto za wszelką cenę chce awansować w klasyfikacji generalnej wyścigu szczurów.Najsłynniejszy zawodnik Formuły 1, siedmiokrotny mistrz świata Michael Schumacher kierował się w karierze dwiema zasadami. Po pierwsze: zrób wszystko, żeby wygrać. Po drugie: gdy nie możesz wygrać, zrób tak, by twój przeciwnik przegrał. 25 lat temu przed ostatnim wyścigiem sezonu miał tylko jeden punkt przewagi nad Brytyjczykiem Damonem Hillem. W ostatnim wyścigu Niemiec prowadził przez 36 okrążeń. Pech chciał, że zaraz potem uderzył w barierkę, poważnie uszkodził swój niebiesko-zielony bolid i tym samym pogrzebał szanse na ukończenie zawodów. Co wtedy zrobił? Zaczekał, aż Brytyjczyk zbliży się do niego i ostatkiem sił zajechał mu drogę. Doszło do kraksy, w wyniku której Hill również nie ukończył wyścigu i nie zdobył punktów. Tym prostym sposobem Schumacher utrzymał jednopunktową przewagę i wywalczył swój pierwszy tytuł mistrza świata.
Brzmi znajomo? Tak, to zupełnie jak w korporacji. Liczy się wyłącznie osiągnięty wynik i sława zwycięzcy. Gdy możesz wykazać 101 proc. realizacji celów, a sukces projektu lub autorstwo pomysłu są przypisywane tobie, możesz napawać się wygraną. Fair play? To dobre na olimpiadzie. Praca zespołowa i miła atmosfera? To tylko wabik, by przyciągnąć więcej kandydatów. Koszty społeczne, moralne i emocjonalne? Nie ma dla nich rubryki we współczesnych standardach rachunkowości.
Zanim zaczniesz rozpychać się łokciami, koniecznie opanuj umiejętność koordynacji pracy innych oraz motywowania. Dzięki temu uwolnisz niezbędne zasoby, by piąć się po szczeblach kariery. Jak to działa? To proste. Gdy już zbudujesz wizerunek osoby wiecznie zajętej Bardzo Ważnymi Sprawami (pamiętasz o wysyłaniu maili w środku nocy?), podziel swoją pracę na drobne kawałeczki, które będziesz w stanie rozdać innym pracownikom. Następnie znajdź osoby, którym brakuje asertywności i bez skrępowania proś je o tzw. wsparcie – czyli o zrobienie czegoś za ciebie. Gdy się zgodzą, dziękuj, komplementuj, doceniaj, jednym słowem – motywuj. Wystarczy odrobina wytrwałości, a uciążliwe zadania, nad którymi ślęczysz długie godziny, zrobią się same. Nie myśl jednak, że chodzi o twoją wygodę! Nie. Tu chodzi o to, żeby piąć się w górę.
Gdy się uwolnisz od niepotrzebnych zadań, przyjrzyj się tym, którzy wzięli na siebie zbyt wiele i teraz nie wyrabiają z robotą. Ale bądź ostrożny! Wiele osób w korpo tylko udaje, że ma nadmiar pracy. Chcą zbudować wizerunek osoby wiecznie zajętej – ale ty jesteś o krok przed nimi. Pamiętaj: kiedy ktoś naprawdę się nie wyrabia, to nie ma czasu o tym mówić! Gdy już znajdziesz takich nieszczęśników, sprawdź, czego nie zdążyli zrobić, i zacznij to robić. Równocześnie poinformuj, że to robisz jakichś ważnych decydentów – sponsora projektu, dyrektora, prezesa, zależnie od sytuacji. Zapunktujesz u nich za inicjatywę, a przy okazji zwrócisz uwagę Bardzo Ważnych Osób na fakt, że twoi tzw. koledzy (mówmy wprost: przeciwnicy!) nie wyrabiają się z zadaniami. Ty zyskujesz, oni tracą – wygrywasz więc podwójnie, czyli dla ciebie jest win-win.
Każde zwycięstwo należy czymś przypieczętować. W tym przypadku koniecznie zadbaj o to, żeby rzeczy, które już raz zrobiłeś, pozostały przypisane do ciebie. Nie musisz w tym celu tworzyć procedur, wystarczy że nikt nie zgłosi jawnego sprzeciwu – a ty spokojnie robisz swoje. Cały ten cykl (od oddania niepotrzebnych zadań, poprzez przejęcie działań cudzych, aż po przypisanie ich zwyczajowo do ciebie) należy powtórzyć kilkakrotnie. Jeśli wykażesz przy tym cierpliwość i konsekwencję, to w nagrodę już po kilku kwartałach (w najgorszym razie – po kilku latach) będziesz w oczach Bardzo Ważnych Osób odpowiedzialny za olbrzymią ilość pracy. Wówczas pora na zwieńczenie dzieła: wykażesz, że wykonujesz robotę co najmniej za czterech. Z punktu widzenia firmy przyjaznej pracownikom – korzystnie to wygląda, gdy do takiej ilości pracy zatrudnia się więcej niż jedną osobę. Stąd już tylko krok dzieli cię od tego, aby twoje samodzielne stanowisko przekształcić w niewielki zespół pod twoim kierownictwem. Gratuluję awansu i życzę dalszych sukcesów!
Możesz oczywiście zrobić na odwrót: sumiennie wykonywać obowiązki, dbać o atmosferę, przestrzegać zasad etyki, a do przeciążonych pracą kolegów bezinteresownie wyciągać pomocną dłoń i spokojnie czekać, aż ktoś to doceni. Wybór należy do ciebie.
#Zdzisław Puzon