Cicho wszędzie, pusto wszędzie,
Nikt nie siedzi w żadnej grzędzie.
O tej porze – chodzą słuchy –
Z szaf wyłażą duchy.
Duchy starych korpoludków,
Co odeszli w wielkim smutku:
Przygnieceni asapami,
Strofowani fakapami,
W stresie za deadline’y wszelkie –
Aż do pracy pękło serce.
Jak siedzieli – tak zostali.
Teraz błądzą między nami:
Raz kartki wywieją,
Raz kawę wyleją,
Raz ekrany przepną,
Raz myszkę odepną,
Raz maile skasują,
Laptopa popsują,
Raz lunch Ci zabiorą…
Tak sobie swawolą!
Z czystej złośliwości!
A może z zazdrości?…
A gdy północ już wybije
Open space znów jakby żyje:
Duchy schodzą się na meeting,
Przekrzykując się wciąż przy tym
O tym, co znów zmajstrowali.
Każdy duch się innym chwali.
I tak każdy pęka z dumy,
Że znów zrobił jakieś bzdury.
Później każdy cicho słucha
Najstarszego korpo-ducha –
Autorytet ma wśród zjaw,
bo seniorem był pięć lat.
Co też powie? Czy spodoba
Mu się prowokacja nowa?
I kto wpadł na najciekawszy
Psikus głupi albo straszny?
Słucha cicho i wybiera
spośród zjaw top performera!
ememte