SSUCv3H4sIAAAAAAAEAJ1TSW7jMBC8D5A/GDzbGC1e5NzmA/OBIIfmYokITQpky0Fg+O9pUqaHDnSaG7uaVb2weH35tVoxDkEL9rq6xohibcwU0ANqZwmu13fcKyuVJ6TKiJIanddgSpADisHCWRFoJ2MifEtJFhBwCirEYndIAKqeNGbwITF39DbHq5xISWJQirF1gYWJJyxDt/V/M+fDe54GemXF17/eImWYEJUP6MRH2SSl6voh9P6owqRXcA6o00qerzdPzfz9s0Tnuk+1xsGh+6GwzJBqdEFjIoQfjHa7xLgoQS+5NNJu8X7vYRy08PqSHFES7lK/hbNCjTiROx4C8+FWWMIro2C2xNuszz4+abvn0iQwSe0Kf1ycABMvtIXS6LXQti9oDofUXaYJN1n08TFZUx/z5plxbgRu4uOcSFZlfIAQiCEzXtQS9EHcuShlHaYZ7uZikmwdw7qtj9tDtWvaQ3vsunbbsfwVaNVallPOv2PQlEpNZlzHDtiJd10tT2LTdoJvtk0lNlDv+abibbXfw/7QNTta9O0bIbyretQDAAA=

Mamy w biurze jednego magika od Excela. Gdy projekt stoi w miejscu, nie wiemy jak zacząć lub co gorsza – sfinalizować raport, ów czarodziej tworzy kilka odświeżalnych arkuszy, których nikt nie rozumie, ale wyglądają na tyle profesjonalnie, że kupują cenny czas dla teamu, niezbędny, by ostatecznie dostarczyć rozwiązanie. Gdy zapytaliśmy go jak to robi, opowiedział osobliwą historię

Pewien wilk morski stał się legendą nie tylko wśród załogi, ale także mówiono o nim w portowych barach, czy okrętowych kantynach. Prezentując niesamowite umiejętności w starciu z kapryśnym żywiołem, mimowolnie sprawił, że o jego talencie pozwalającym uratować okręt w najtrudniejszych sytuacjach układano piosenki, wierszyki, limeryki, czy inne poematy. Niezrównany nawigator, inspirujący kapitan, unikał mielizny, tam gdzie osiadał niejeden statek, a z największych sztormów załoga wychodziła suchą stopą. Mówiono o nim Wirtuoz Prądów Morskich, Posejdon, Zaklinacz Fal, a rozentuzjazmowani kompani nie szczędzili pochwał i darmowych kolejek rumu. W przerwach pomiędzy kolejnymi sukcesami i morskimi wyprawami, wszyscy zastanawiali się, jaki jest sekret owego wilka morskiego. Czemu zawdzięczał legendarne szczęście, czy jak kto woli nieomylność. Całej sprawie tajemniczości dodaje pewien osobliwy szczegół, w postaci swoistego rytuału, któremu ulegał słynny Zaklinacz Fal. W najtrudniejszych momentach, gdy należało podjąć strategiczną decyzję, niezrównany nawigator wzywał jednego z marynarzy i kazał przynieść z kajuty niewielką szkatułkę, do której kluczyk, ulokowany na łańcuszku, przylegał bezpiecznie do szerokiego, kapitańskiego torsu. Wirtuoz Prądów Morskich otwierał puzderko, wyjmował starannie złożoną kartkę, rozkładał, czytał zawartość, po czym z niezachwianą pewnością siebie wyznaczał prawidłowy kurs, wydając odpowiednią komendę. Następnie tajemniczą kartkę składał, umieszczał w szkatułce, zamykał ją i kazał odnieść do kajuty. Załogantów ciekawość zżerała okrutnie, dlatego prześcigali się w coraz to nowych spekulacjach dotyczących zawartości owego kuferka. Dominowała teoria, że wewnątrz zapisane jest jakieś szamańskie zaklęcie lub diabelski urok. Pewnego wieczoru, po wyjątkowo udanym rejsie, marynarze wpadli na pomysł, jak odkryć kapitański sekret. Postanowili upić swojego zwierzchnika, a gdy uśnie podczas popijawy, zręcznie podebrać kluczyk i zajrzeć do szkatułki. Majtek z najkrótszym stażem na okręcie zgłosił się na ochotnika do kieszonkowej roboty. Nowy załogant, dorastając na ulicy, utrzymywał się z drobnych kradzieży, o czym chętnie opowiadał w marynarskiej kantynie. Drobny, cichy i zręczny, nie był to więc kandydat przypadkowy, dlatego szybko ustalono szczegóły i rozpoczęto realizację planu jeszcze tego samego wieczoru. Faza pierwsza – upijanie – szła nad wyraz gładko, a pomógł w tym szampański nastrój ofiary niecnych knowań oraz wyjątkowo podła jakość zakupionego w najciemniejszej portowej knajpie, rumu. Kapitan jednak ani myślał zasnąć, a świt zbliżał się nieubłaganie i legendarny wilk morski przebąkiwał coś o udaniu się do domu, dlatego zdecydowano wytoczyć największe działa!
Do kapitańskiego rumu dolano hojnie czystej, chłodnej wódki. Sukces nadszedł nagle, podczas toastu. Delikwent najpierw wygłosił dwa zdania wyrażające dozgonną miłość do wszystkich zebranych, następnie w połowie słynnego nadwiślańskiego przekleństwa beknął przeciągle i zasnął na stole, chrapiąc okrutnie. Mimo iż opadł głową na stół, co utrudniało zdjęcie łańcuszka, zręczny majtek zwinął kluczyk w sobie tylko znany sposób, po czym rozentuzjazmowana załoga pobiegła na statek. Wpadli do kajuty, znaleźli szkatułkę, otworzyli, drżącymi dłońmi wyjęli zawartość i rozłożyli ostrożnie kartkę. Opowiadano później, że po odczytaniu czterech słów zawartych na tajemniczym skrawku papieru, część załogi wybuchnęła śmiechem, inni stali zszokowani dobre kilka minut, a jeszcze inni pukali się w czoło z niedowierzaniem. Po wszystkim kartkę starannie odłożono na miejsce, a kluczyk oddano wciąż śpiącemu nawigatorowi. Jedno jest pewne, przez wiele kolejnych lat okręt Zaklinacza Fal pływał bezpiecznie, napędzany przez szczęśliwą i jeszcze bardziej lojalną oraz ufną załogę. Na zamkniętym w kuferku skrawku papieru zapisano następujące słowa: Dziób – Przód. Rufa – Tył.

#Albert Kosieradzki