Niektórzy z rodzimych korpoludków marzą: „A gdyby tak wszystko rzucić i wyjechać w Bieszczady”. On poszedł dalej, rzucił wszystko i zamieszkał w… Afryce.

Musiała dać ci w kość korporacja, skoro Polska okazała się za mała i uciekłeś aż na inny kontynent?
Wojciech Żabiński: To nie tak. Po prostu przyjechałem na wycieczkę na Zanzibar i zakochałem się w tym miejscu. Tu jest tak, jak w Polsce w latach 70.- 80. XX wieku. Czas wolniej płynie, ludzie są bardziej wspólnotowi, serdeczni, a dodatkowo za progiem domu mam ocean i cały rok słoneczną pogodę, bez dużych spadków temperatur. Mieszkałem już dwa lata w Barcelonie, dwa lata na Grand Canarii, ale to na Zanzibarze lato trwa przez cały rok i to przy stałej temperaturze 29-32 stopnie.

Czyli dla kogoś działającego w branży turystycznej miejsce idealne?
Jak dla mnie idealne i do życia, i do pracy. Ale rzeczywiście rozwinięcie usług turystycznych w tym właśnie miejscu aż się prosiło. Kiedy tu przyjechałem trzy lata temu, jeden z Polaków chciał się pozbyć domu. Dom miał świetną lokalizację, tuż przy oceanie. Pomyślałem, że mógłbym go odkupić. Z jednej strony zbudowałbym restaurację, z drugiej mogłyby powstać pokoje dla gości. Jak na polskie warunki, nie była to duża suma, którą miałbym zainwestować. Około 75 tys. dol. Więc… kupiłem. Potem na podobnej zasadzie odkupiłem dom od Niemca, który nie dość dobrze skalkulował finanse i nie miał szans na skończenie remontu. Od tego czasu wybudowałem tu jeszcze trzy pensjonaty, w czerwcu otworzę kolejne: jeden tylko dla dorosłych, jeden familijny oraz jeden wellness and spa. W sumie docelowo będzie ich więc już osiem.

Masz tempo!
ADHD (śmiech). To chyba zostało mi właśnie po korporacji. Pewien rozmach i szybkość działania. Ale też na co mam czekać, skoro mamy grudzień, a ja już do marca mam wszystko porezerwowane i nie mam gdzie przyjmować kolejnych chętnych?

To jak sobie radzisz z tym zwolnionym tempem życia na wyspie?Kiedy wracam z Polski, to potrzebuję dwóch – trzech dni na wyciszenie. Czasem, gdy odwiedzam swojego lokalnego prawnika, który pomaga mi ogarnąć rozmaite formalności prawne związane z budowami i działalnością spółki, pospieszam go, mówiąc w suahili „haraka, haraka” (szybko, szybko), a on tylko na mnie patrzy i mówi: „przyjdź za dwa dni, jak się ogarniesz, jak wróci polepole” (powoli). No i wracam po dwóch dniach ogarnięty, przestawiony na „polepole” i na spokojnie wracamy do załatwiania spraw.

10 lat pracowałeś w bankowości, szybko awansowałeś, doszedłeś nawet do stanowiska dyrektora oddziału w jednym z banków i co się stało, że rzuciłeś korpo i całkowicie zmieniłeś branżę?
Wiesz jak to jest w korporacji. Zawsze jest ktoś nad tobą, kto dyktuje ci warunki. Nawet jeśli tak jak ja, awansujesz do dyrektorskiego stanowiska, jest ktoś na górze, kto wywiera nacisk. Ciebie dziobią, więc w efekcie i ty zaczynasz dziobać tych, których masz pod sobą. Zachowujesz się tak, jak wcale nie chciałbyś się zachowywać. Działasz nie w zgodzie ze sobą i ze swoimi standardami, tylko tak jak każe „góra”. Ja miałem dość czegoś takiego, dlatego nie podpisałem kolejnej umowy o pracę, gdy zaproponowano mi przedłużenie kontraktu. Tyle że co można robić po pracy w banku, pójść pracować w innym? Nie chciałem. Założyć pośrednictwo kredytowe? To i tak skazuje cię na pracę z bankami i w dodatku za znacznie mniejszą kasę. Znalazłem więc pracę w firmie zajmującej się hurtem alkoholi i w międzyczasie uruchomiłem w Gdańsku, skąd zresztą pochodzę, swoją własną, niewielką restaurację. Na tamten moment wydało mi się to najrozsądniejszym rozwiązaniem. No, ale potem zdarzył się Zanzibar i mnie połknął.

Jesteś zakochany w tym miejscu, więc pewnie nie masz dystansu, ale może jednak wyłuskasz kilka wad tej afrykańskiej lokalizacji?
Rzeczywiście obiektywny raczej nie jestem. Jest tu sporo biurokracji, czasami zdarzają się przerwy w dostawie wody czy prądu, bo wiele instalacji na wyspie jest przestarzałych, ale za to te nowe instalacje, jak np. internet, działają świetnie. Sama zresztą widzisz, bo prowadzimy teraz video call i nic nie rwie. Można bez problemu oglądać Netflix czy poruszać się po całej wyspie z mobilnym netem, który dajemy naszym gościom na czas pobytu. Z jednej więc strony, jest jak w PRL, bo czasem nigdzie na wyspie nie ma coca-coli i trzeba czekać na statek, który ją dowiezie, jednak z drugiej strony, wszyscy chodzą tu z iphonami przy uchu i korzystają z internetu.

Poza oceanem są na Zanzibarze jeszcze jakieś atrakcje? Co oferujesz swoim gościom?
Tu z pewnością znajdą dla siebie przestrzeń amatorzy sportów wodnych: kitesurfingu, nurkowania, snoorkowania. Można popływać z delfinami, zwiedzić fabrykę ręcznie robionych kosmetyków z alg, plantacje przypraw i owoców, małpie ogrody, starówkę czy dom Freddiego Merkury’ego w stolicy Zanzibaru Stone Town. Mnie osobiście zależy, żeby odwiedzający Zanzibar goście byli jak najbliżej kultury lokalnej. Dlatego też i te moje kompleksy turystyczne nie są duże. To nie mają być kurortowe miejsca, ale małe, kameralne domki, komponujące się z lokalną architekturą. Poza tym staramy się zapewniać naszym gościom kontakt z tubylcami. Oferujemy więc przejażdżkę daladala, czyli przerobioną na miejski autobus ciężarówką, wizytę w lokalnej szkole czy też naukę tarcia kokosa lub gry na bębnach. Oprócz tego mamy uniwersalne zajęcia takie np. jak joga, a na wiosnę planujemy przygotować specjalną ofertę dla korpoludków.

Z tego co opowiadasz wynika, że chyba jesteś tu szczęśliwy i raczej nie myślisz o powrocie do korpo?
O powrocie do korpo nie myślę. Choć nie ukrywam, że wiele umiejętności, chociażby organizacyjnych, które nabyłem w korporacji teraz bardzo mi się przydaje. Myślę, że trzeba też wiedzieć, kiedy z korpo odejść. Nie czekać do 55 roku życia, kiedy pokażą ci drzwi i zostaniesz z niczym, a w wielu korporacjach tak się dzieje. Wydaje mi się, że ja zrobiłem to w odpowiednim momencie i owszem, tu gdzie teraz jestem, jestem szczęśliwy.

Mam nadzieję, że zobaczę to wszystko na własne oczy, gdy za kilka dni dolecę na Zanzibar, a ty powtórzysz to, co na piśmie, także dla „KORPO TV”.
Czekam z niecierpliwością (śmiech). Do zobaczenia. I najlepiej przywieź ze sobą jakichś ludzi z Mordoru, a nuż jak ja zakochają się w tym miejscu i w ten sposób narodzą się kolejni szczęśliwi uciekinierzy z korpo.

#Iza Marczak