Chwile, w których ktoś odrywa cię od porannej kawy, nie należą do najlepszych, zwłaszcza jeśli robi to kierownik, a ty masz wylądować na dywaniku u dyrektora.

Szybki rachunek sumienia: wszystkie raporty wysłane, żadnej poważnej wtopy, ostatnio nikomu nie nadepnąłem na odcisk – teoretycznie byłem czysty. Zaniepokojony zatrzymałem się w pół kroku. Jeśli nie wiesz, za co będą cię ochrzaniać, wiesz, że nie jest dobrze.
– Koreańska wiceprezes napisała do mnie w twojej sprawie.
– Mojej?
Jeśli jeszcze 5 minut temu sądziłem, że chodzi o jakąś głupotę. Teraz naprawdę zacząłem się bać.
– Hyejeong Kim zapytała mnie, czemu zależy ci na dostępie do projektu X?
– Eeee… –
Dostęp do projektu X? Jaki dostęp? O co mu chodzi?! Starałem się zyskać na czasie i już wiedziałem!
– A nie chodziło jej o stronę na intranecie? Z informacjami dotyczącymi naszych koreańskich klientów?
– No przecież o tym mówię. Więc po co ci ten dostęp?
– Hm… bo mam ten projekt
w celach rocznych i potrzebowałem materiałów? – zresztą to był twój pomysł, dodałem już w myślach.
– No tak, tak, oczywiście, ale czemu pisałeś w tej sprawie do wiceprezes?
– Wiceprezes? Pisałem do jakiegoś asystenta. Nie pamiętam dokładnie, ale to był chyba jakiś Kim –
w tym miejscu warto wspomnieć, że ponad jedna piąta Koreańczyków ma na nazwisko Kim.
– Aaaa, to bardzo dobrze. Tylko nie rób tego więcej, dobra? Świetnie, no to miłego dnia. Było już po wszystkim i mogłem spokojnie wrócić do przerwanej kawy. Pozostało tylko jedno pytanie: o co
w tym wszystkim chodziło?!
Wyjaśnienie całej sytuacji jest zaskakująco koreańskie. Życie na Dalekim Wschodzie ograniczone jest przez setki zasad pamiętających czasy Konfucjusza. W Korei liczy się hierarchia, głębokość ukłonu, a przede wszystkim zachowanie harmonii. Wszyscy powinni przestrzegać konwenansów, szanować starszych od siebie i nie wychylać się zbytnio przed szereg.
Jednym z objawów takiego zachowania jest unikanie obcych. Każdy Koreańczyk zna swoje miejsce na drabince społecznej. Ma swojego szefa, seniorów oraz młodszych kolegów, którzy mogą mu przynieść kawę. Swoją siatkę znajomości buduje już od najmłodszych lat. Ludzi poznaje w szkole, na studiach,
a potem w pracy. Dobra lista znajomych warta jest więcej niż złoto, bo w przyszłości może stać się przepustką do lepszej pracy czy awansu. Problem polega na tym, że choć interesy wewnątrz takiego układu idą świetnie, jeśli Koreańczykowi przyjdzie skontaktować się z kimś nieznajomym, będzie stanowiło to dla niego niemałe wyzwanie.
Wiedząc to, wyjaśnienie mojej sytuacji z asystentem i panią wiceprezes jest zdecydowanie łatwiejsze. Mój Kim mnie nie znał i pracował w zupełnie innym dziale, w związku z czym zdecydował się na jedyne (sensowne z jego punktu widzenia) rozwiązanie – napisał do swojego przełożonego. Ten znalazł się w podobnej sytuacji i zwrócił się do swojego szefa, i tak dalej, aż dotarło to do pani wiceprezes, która kojarzyła mojego dyrektora i mogła napisać do niego wiadomość. Warto zauważyć, że po polskiej stronie mój dyrektor również napisał wpierw do kierownika,
a dopiero ten złapał mnie w firmowej kuchni.
Wniosek z tej historii jest jeden: jeśli możesz wybrać cele roczne w koreańskiej firmie, naucz się na pamięć struktury korporacyjnej albo postaraj się mieć odrobinę więcej szczęścia w poszukiwaniu materiałów.
Na zakończenie dodam, że jeszcze do niedawna w Korei popularne były tak zwane „booking cluby”. Panowie rezerwowali tam stoliki, po czym zagadywali kelnera, który za specjalną opłatą przyprowadzał do nich z lekka opierające się panie. Następnie mężczyźni stawiali im drogie drinki, a jeśli wszystko ułożyło się po ich myśli, wychodzili z lokalu razem. Od razu uprzedzam: nie była to forma zakamuflowanej prostytucji, a sposób na radzenie sobie z tradycyjnymi ograniczeniami w nowoczesnych miastach. Koreańczykowi ciężko byłoby zagadać do obcej dziewczyny, jednak tutaj na pomoc przychodził kelner, który pełnił rolę umownej swatki. Zgodnie z panującymi zasadami przedstawiał sobie obie strony, które mogły zacząć rozmowę.

NOTKA O KSIĄŻCE
Kultura Dalekiego Wschodu może kojarzyć się z porządkiem i pięknymi ogrodami, ale co zrobić w sytuacji, w której naszym przełożonym jest Koreańczyk? Jak rozpalić grilla w restauracji, zadbać o harmonię w biznesie i zrozumieć ludzi pracujących po dziewiętnaście godzin dziennie? To tylko kilka pytań, na które odpowiedzi znajdziecie w książce „Nadgodziny zagryzione kimchi, czyli jak przetrwać w koreańskiej korporacji”.