***Ten tekst napisał korpodziennikarz obywatelski gazety Korpo Voice !

Kochani, aby poniższy koszmar nie znalazł swego odbicia w rzeczywistości, pamiętajcie żeby wyśmiewać tych co panikują i karcić  tych, którzy lekceważą zagrożenie związane z Coronavirusem! A jak świat powróci do normy, widzimy się na FLOORZE ASAP!

Zbliża się weekend a ja wciąż w firmie, klikam jak oszalały, wybijam punkowy rytm na klawiaturze. ASAPY, DEADLINY, EODY szyderczo miażdżą resztki energii, której pokłady dodaję z wątroby. Zapominam kim jestem, koncentracja na celu, jeden, drugi, trzeci, wreszcie ostatni mail i… wyślij! Fajrant, kwadrans po siedemnastej, zdążę jeszcze kupić pieczywo!

  Wstępuję po drodze do piekarni ale witają mnie jedynie zamknięte drzwi. Zaglądam przez okno – puste półki. “No nic, jutro kupię”. – Pomyślałem naiwnie.

  Pobudka o siódmej, ruszam do piekarni. Atmosfera gęsta, niebo przyciemniało, wokół pusto, mroźno, nieprzyjemnie. Na granicy wzroku szybki ruch… ktoś biegnie? Zza rogu słyszę huk, wystrzału? Z niebezpiecznej sytuacji ratuje mnie tramwaj, którym podążam do celu. W środku nikogo nie ma poza mną i oddzielonym żółtą taśmą kierowcą. “Strefa bezpieczeństwa” głosi napis. Oddycham głęboko, wstrząśnięty. Przez okno widzę ubranego w długi płaszcz ochronny i maskę przeciwgazową osobnika o męskiej sylwetce, obładowanego od stóp do głów papierem toaletowym. W dłoni dzierży reklamówkę, z której wystaje żel do dezynfekcji rąk, a palce drugiej kończyny górnej zaciskają się wokół rękojeści długiej maczety. Wysiadam trzy przystanki dalej. Pod piekarnią kolejka aż do ulicy. Wpadam w sam środek dyskusji:

– Panie, wpuszczają pojedynczo! 

– Nie no, do przedsionka można wejść.

– To dobrze, bo zimno!  

– Nie ma co czekać, idź Pan stąd!

Stoję chwilę w kolejce jak za dawnych lat, aż tu nagle huk! Wszyscy się rozbiegają w panice, tylko kobieta z dwiema reklamówkami pada jak rażona piorunem. Z jej czoła płynie krew.

 – Snajpier! 

 – Ratuj się kto może!

Uciekam w kierunku torów, ponownie życie ratuje mi nadjeżdżający tramwaj. Wsiadając słyszę jeszcze jeden wystrzał. Drzwi zamknięte, ruszamy. Przez okno widzę jak dwóch mężczyzn pochyla się nad ciałem kobiety. Gdy odchodzą, w ich rękach dostrzegam kilkanaście kajzerek. Pieczywa nie zdobędę, cała nadzieja w mięsie. By wykarmić rodzinę kontynuuję podróż. Brudne niebo zapłakało deszczem, gdy wysiadałem z tramwaju. Już z oddali dostrzegłem kilometrową kolejkę do mięsnego. Mimo to postanowiłem spróbować i ruszyłem ostrożnie w jej kierunku. Na chodniku siedział bezdomny z uniesionym wysoko, kartonowym transparentem, na którym gruby, czarny napis głosił:

“KORONA SPRAWIEDLIWA. KONIEC JEST BLISKI”

Z rozrzewnieniem wspominam biuro i korporacyjne, błahe problemy. Z zadumy wyrywa mnie krzyk:

– Pan tu nie stał!

Przyspieszam kroku i docieram wreszcie pod sklep z mięsem. Zajmuję należne mi, ostatnie miejsce w długiej kolejce i cierpliwie czekam na wejście do sklepu. Przy drzwiach awantura:

– Jak to nie wpuszczają? Co to ma być, komuna?! 

– A idź, babo jedna!

– Spokój, bo zamkniemy sklep!

Strach jak zwykle zaprowadził porządek. Gdy przyszła moja kolej, słońce już było w zenicie, a atmosfera gorąca. Wewnątrz okazało się, że wędliny nie kroją i niewiele towaru zostało. Wziąłem co się dało i wyszarpnąłem jednej staruszce sztucer oraz 20 deko pasztetowej. Ścigany przekleństwami dotarłem do domu. Tutaj zbuduję fortecę wzniesioną z mokrych chusteczek i papieru toaletowego. Pić będziemy mydło i płyn dezynfekujący. Zasypiam ze sztucerem na piersi, gotów na kolejny dzień walki o przyszłość. Dla mnie i rodziny…

 

   

 

Autor: Albert Kosieradzki